Strona główna Twoje miasto

Sokrates w Nowym Sączu czyta „Principia Ethica” G. E. Moore`a

CZĘŚĆ SZEŚĆDZIESIĄTA

Chodzę po mieście i rozmyślam. Chcę także zaapelować: do kandydatów, do biznesmenów, do sądeckich elit. Tak, to się nie wyklucza. Można być jednocześnie: kandydatem, biznesmenem, i przynależeć do sądeckiej elity. Mój apel nie dotyczy Pana Prezydenta i Księdza Proboszcza. Oni dawno to wiedzą. 

Cierpimy na syndrom nadmiaru informacji. One są, ale wiszą w nieładzie. Są niepoukładane. Nie tworzą budowli wiedzy. Chodzi o większą całość. Chodzi o emergencję. To prowadzi drogą krętą i trudną do słodko cierpkiej – mądrości. To ona może coś zmienić: w naszym mieście, szkołach, w naszych urzędach, komunalnych spółkach, ale także w sądeckim biznesie.

Reklama

Informacje są jednak ważne. Trzeba je gromadzić nader starannie. Nie należy ogłaszać pochopnie mądrości. Szczególnie, gdy jest się uzbrojonym w lichy tuzin informacyjnych strzępów. Trzeba więcej słuchać – mądrzejszych. Mniej mówić. Na wodzy trzymać emocje. I dla higieny uważać, że jest się durniem. Powtarzać jak mantrę: wiem, że nic nie wiem. To dobre lekarstwo na wszelki egocentryzm i na megalomanię.

Ważne są kompetencje tworzenia wiedzy. Potrzebne są elastyczne ścięgna pamięci. Konieczne są wilgotne stawy i panewki umysłu. No i wtedy ćwiczyć trzeba mięśnie. Tym należy podawać białko informacji i węglowodany treści. Trzeba czasem sterydu słów lirycznych. Norwid potrafi rozpędzić. Rilke oswoi śmierć. Eliot otworzy wrota do ładu.

Poszedłem oddać Wiarę Karla Jaspersa. Uznałem, że Siostra Izydora miała jednak rację. Jaspers jest ambiwalentny. To co mnie przekonywało do Jaspersa, odstraszało właśnie Siostrę Izydorę. Inwersja może być twórcza. Byłem pod parapetem. Biblioteka tym razem wystawiła książkę. Zupełnie nie spodziewałem się, że znajdę Principia Ethica. Georg Edward Moore. Czyli wracamy do filozofii analitycznej, ale w wersji zaskakującej.

Postanowiłem przeczytać Principia pod ratuszem. Czytać będę wszak o etyce. O zwrocie lingwistycznym. Moore wpłynął na etykę w XX wieku. Trochę ją zmienił. Tutaj żartów nie ma. A ja wiem pod ratuszem, że Pan Prezydent jest głęboko zanurzony, a nawet uwikłany w zagadnienia etyczne. Można nawet dopatrzeć się „sytuacji granicznych”, o których pisał Jaspers. Tak, w naszym ratuszu gęstnieje etyka. Tworzy nawet słodkawą zawiesinę etyczną. Łyżkami można jeść. Kto będzie jadł?

Zacząłem czytać Principia Moora. I jak można dokonać przełomu w etyce? To całkiem proste mimo, że wiem, jak prostota może być – trudna. Trzeba dokonać zwrotu lingwistycznego. Takiego zwrotu dokonał właśnie Edward Moore. Zmienił pytanie zadawane od stuleci, od czasów filozoficznej Grecji.

Moore pyta o ZNACZENIE słowa „dobry”. Zamiast pytać: czym jest „dobro”? Udziela odpowiedzi. Dobro jest czymś niedefiniowalnym. Nie ma słów, które definiują dobro. Ono ma charakter prosty i podstawowy. Nie ma składowych dobra. Dobro uchwytujemy intuicyjnie.

Dzisiaj może nie wydaje się to tak świeże i odkrywcze, ale w 1903 takie było. To przejście na płaszczyznę językową poprzez pytanie: o znaczenie słowa „dobry”. To jest właśnie zwrot lingwistyczny. Przechodzimy bowiem z poziomu dyskusji przedmiotowej na dyskurs o terminach i słowach, którymi się posługujemy.

W naszym mieście padają teraz słowa, które należy zdefiniować i wspólnie nam rozumieć tak samo. Czym są „inwestycje”? Czym jest „ofensywa” (inwestycyjna)? Co oznacza, że potrzebna jest „godność” w mieście? Co oznacza „udowodnić”? Co oznacza „obywatelski”? Co oznacza „debata”? Marketingowcy w kampanii wyborczej deformują słowa. Ta perspektywa pozwoli nam także zrozumieć lepiej Edwarda Moore.

Dobro jest niedefiniowalne, wedle Moore. Wcześniej filozofowie namiętnie definiowali to słowo. Twierdzili, że dobro jest: przyjemne. Albo, że dobro to pomnażanie szczęścia i miłości. Jeszcze inaczej, że dobro jest tym, co rozwija ludzkość. Wychodziło z tego, że składnikami dobra jest przyjemność, szczęście, rozwojowość. Moore nie wyklucza także, że dobro łączy się z czymś, co jest przyjemne.

Wedle Moora dobro nie należy do tego samego porządku, do którego należy przyjemność. Przychodzi do głowy takie oto porównanie: Czy jesteśmy w stanie wyjaśnić osobie niewidomej od urodzenia, czym jest kolor czerwony? Kolor, jak dobro, jest prostą jakością, której doświadczamy, albo nie doświadczamy. Niemożliwość definiowania wynika z prostoty jakości: dobra, „czerwoności”.  

I teraz możemy zrozumieć lepiej postawy etyczne Pana Prezydenta i Księdza Proboszcza. Oni z pewnością czytali Principia Ethica Edwarda Moore. My także powinniśmy przeczytać. Ja teraz czytam. Ale przyznam się także, że czytam to po raz drugi. Przerabialiśmy Principia, ale fragmentami, na lekcjach religii.

Siostra Izydora miała słabość do Moore. Wspaniale wyprowadzała nam motywacje Dobrego Boga do stworzenia świata. Tylko Maciek nie mógł tego pogodzić z teodyceą. Dyskutował namiętnie z Siostrą Izydorą o problemie zła na świecie. Ona zaś przekonywała dość ekwilibrystycznie, że zło jest ostatecznie – dobre. Ale Maćka to nie przekonywało. Jakiś czas później wypisał się z ministrantów.

Czytam Edwarda Moore dalej. Jest problem: jak poznajemy dobro? No i tutaj także zaskakuje. Poznajemy intuicyjnie!

Czyli kobiety, mając lepszą intuicję, lepiej rozpoznają dobro. To wystarczający powód, aby zarzucić patriarchat. Tylko, co z wyborami w Nowym Sączu? Pan Prezydent nie jest przecież kobietą. Co się zatem stanie, gdy ten mój tekścik zostanie powszechnie przeczytany przez sądeckich wyborców? Zmiana płci nie wchodzi w grę, chociaż narzuca się. Pan Prezydent w sukience wyglądałby komicznie.

To niesamowita wprost pochwała intuicji wyprowadzona przez Moore. Dochodzimy do sedna jakości poprzez intuicję, a nie definicje. Dobro – uchwytujemy intuicyjnie. Tak twierdzi filozof analityczny – George Edward Moore, profesor Cambridge. A co może na to powiedzieć Ksiądz Proboszcz? On zacytuje Jezusa: jam jest drogą, prawdą i życiem. To frapujące, że nie pada słowo: dobro. Ciekawe, jak Ksiądz Proboszcz wyjaśniłby ten brak?

No ale trzeba dodać, że Moore chodzi o intuicje w sensie psychologicznym. W tej intuicji „coś podpowiada”. To dzieje się jakby: pod świadomością, jakieś przypomnienia i skojarzenia. Nie o taką intuicję idzie Edwardowi Moore. Jemu idzie o intelektualny wgląd w to co się dzieje. No i teraz Pan Prezydent zdaje się być ocalonym. On posiada bowiem ten intelektualny wgląd w naturę rzeczy, tym samym dobra.

Edward Moore w Principia Ethica podaje przykłady dobra. Są to doznania estetyczne, relacje z innymi ludźmi. Warto zatem jeździć do Starego Sącza na przeglądy teatralne, na koncerty. Trzeba jednak zastanowić się nad zagadnieniem ambiwalentnej estetyki wyborów miss w naszym mieście. Jest niby pięknie, ale coś innego podpowiada „intuicja podręczna”. A idzie właśnie o relacje z ludźmi, ich ukierunkowane uprzedmiotowienie. Tak, to jest zagadnienie etyczne.

Co warto zapamiętać sobie po przeczytaniu Principia? Dobro jest niedefiniowalne. Dobro jest prostą jakością. Do dobra docieramy dzięki intuicji rozumianej jako intelektualny wgląd w rzeczywistość. Oto etyka teoretyczna Edwarda Moore. Warto to zapamiętać, bo można błysnąć zgrabnie na imieninach u cioci. Niechaj zadziwi się szwagier.

Jest jeszcze etyka – praktyczna. W ramach etyki praktycznej, to Moore przyjął stanowisko utylitarystyczne. Prosto: należy maksymalizować ilość dobra w świecie. Działanie oceniamy z punktu widzenia skutków działania. Tak trzeba wybierać. To wiele wyjaśnia w wyborach inwestycyjnych Pana Prezydenta dokonywanych w Nowym Sączu. Więcej dobra jest zatem w lodowisku niż w nowych chodnikach. Ale skąd to wiadomo?

Padają także zarzuty do utylitarystycznych wyborów człowieka. Czy jesteśmy w stanie przeprowadzić takie rachunki i kalkulacje? Nie bardzo. Skąd bowiem możemy wiedzieć, co zmaksymalizuje ilość dobra w świecie, w Nowym Sączu? Trzeba byłoby posiadać jednoczesną zdolność przewidywania. Poza tym istnieją sprzeczności w prostym utylitaryzmie. Nie będę ich nawet wymieniał. Wymienię jeden: czy można torturować terrorystę, aby wskazał, gdzie podłożył bombę?

Edward Moore nie chce wpaść w pułapkę sprzeczności prostego utylitaryzmu i ogłasza rozwiązanie polegające na utylitaryzmie reguł. Reguł! A nie czynów. Chodzi o to, że nie powinniśmy dokonywać każdorazowo rachunków zysków i strat przed podjęciem decyzji o wyborze działania. Trzeba nam zdać się, na wypracowane społecznie reguły wyborów działań. Najlepszym wyborem jest stosowanie się do wypracowanych reguł.

Edward Moore zrewolucjonizował etykę, był modernistą. Ale w zakresie etyki praktycznej był konserwatystą i zalecał stosowanie się wypracowanym regułom. Te wynikają z przeszłości, wspólnej, ludzkiej praktyki. Ja zaproponuję swoje rozwiązanie…

Trzeba nam więcej dobra w świecie. Tak postuluje Edward Moore. A co z taką inteligencją w świecie? Czy potrzebna jest człowiekowi inteligencja? Do czego? Do tego, aby wejść na cokół mądrości. Ona nie zaszkodzi. Może także przeszkadzać. Może zaślepić. Wyjdą z tego: Umiejętności manipulowania podrzędnością. Mielenie trywialnych wydarzeń. Przeżuwanie drobiazgów. Radości z pyrrusowych dyskusji. Inteligencja nie doprowadzi do dobra. Jest moja recepta…

Mądrość zaczyna jednak boleć, gdy uświadamia zdeterminowany przypadek w nieznanym polu możliwości. Ten prowadzi do nieuchronnego końca. To może dobrze, że ból mądrości dotyczy nielicznych. Ja nieskromnie zadeklaruje, że do rozpoznawania dobra w świecie potrzebna jest mądrość. Niechaj ludzie mądrzy piszą nam reguły etyczne.

Cieszę się, że na sądeckich ulicach widzę ludzi starszych ode mnie. To jakoś mnie krzepi, dodaje nadziei. Wszak wielu odeszło. Żal nawet tych, którzy nie mieli wiele do powiedzenia. Składali syzyfowo całość z lichych strzępków chaotycznych informacji. Konstruowali pozory wiedzy, będąc wolnymi od zatroskanej mądrości. Ale mieli za to swoje cumulusy złudzeń płynące po niebie. Tak, chcę dochować wierności nawet matołom. Oni także zapisywali swoje nikłe życie w otchłani wieczności.

PS

Czytajmy mądre książki.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj