CZĘŚĆ SIEDEMDZIESIĄTA
Ostatnie wydarzenia i moje oniryczne opisy wzbudziły kontrowersje. Że kpię sobie z sądeckich nagród i wywyższeń, że dworuję sobie z radnych. Co ja jednak na to poradzę, że takie senne omamy mnie nawiedzają? Owszem, mogę ich nie relacjonować, nie opisywać. No ale ja mam taki kompulsywny przymus, aby pisać o tym właśnie. Proszę o zrozumienie tej mojej niepełnosprawności.
Spadła na mnie też jedna zuchwała niby pochwała. Ktoś czytając tekst ostatni miał wrażenie, że czyta Bułhakowa i opis infernalnej Moskwy. Oburzyło mnie to. Bez jaj. Potraktowałem to jako prowokację. Zachowujmy proporcje! Bułhakow…
A może ten ostatni sen to jakieś ostrzeżenie? Może pora wynosić się z tego miasta? Ale gdzie ja pójdę? Zostaje mi tylko Stary Sącz. Będę koczował na tym małym rynku starosądeckim. Tutaj, w Nowym Sączu, czuć mocny oddech architektury sądeckiego centrum. Tam, w Bryjowie, nie mają również kasztana. Rośnie mała lipa. Przyzwyczaję się jakoś. Może przekonam się do wezwania Kochanowskiego Jana? On pisał coś o lipach.
Jest także pewna wartość dodana w Starym Sączu. Tam obok rynku pobudowali Centrum Sztuki i Kultury. Ta kolejność w nazwie idzie chyba odwrotnie. W sumie to jaka jest zależność pomiędzy sztuką a kulturą? Na gruncie teorii mnogości trzeba wiedzieć, że sztuka jest jednak podzbiorem kultury. W Starym Sączu o tym wiedzą.
Wiem także, co mógłbym dodatkowo robić w Starym Sączu. Mógłbym na przykład otrzymać posadę – odźwiernego w tym Centrum. Otwierałbym drzwi gościom. Wszystkim bez wyjątku. Dlaczego nie powrócić do tych pięknych zawodów? Dokonać tej restytucji właśnie w Starym Sączu? Byli dawniej odźwierni, były prząśniczki, byli kołodzieje. Komu to przeszkadzało?
To zależy jednak od Pana Burmistrza. On jest człekiem podobno szanującym tradycję, zatem może szarpnie się na renesans starych zawodów. Najechaliby turyści do Bryjowa. Kto nie chciałby doświadczyć pewnego wywyższenia, że mu otwierają drzwi? A mnie ta robota bardzo by imponowała. Niechaj nie sądzi ktoś pochopnie, że to prosta robota. Ona wymaga solidnego, psychologicznego przygotowania, postawy ofiary pogodzonej z losem. A za 10 złotych dodatkowo, można dać mi w gębę.
To miałoby także ważne znaczenie społeczne. Mogłoby symbolicznie wyrównywać społeczne nierówności. Stałoby się taką społeczną terapią. Otwierałbym drzwi Panu Burmistrzowi, ale także zwykłemu szarakowi z Gołkowic. Zapanowałby egalitaryzm obywatelski.
To mogłoby ponieść się na całą Polskę! Jakież to byłoby konstruktywnie socjologicznie! A Stary Sącz byłby na ustach całej Polski.
Chociaż kilku rajców miejskich postuluje śmiało po wyborach, że za mało gra się rubasznej muzyki. Tej spod znaku „zielonych oczu”, które indukują „wolność i swobodę”, tak aby (wreszcie) „zatańczyć” dla ukochanego macho.
Panowie Radni ze Starego Sącza… Nie róbcie obciachu! To pół (cały?) Nowy Sącz zazdrości Bryjowowi kulturalnego rozmachu! A Wam roi się w głowach Zenon, pokaz misek? A może nie wiecie, co tam się u Was odbywa?
Czytają na głos – Czesława Miłosza. W biały dzień.
Podróżują wczesną wiosną po świecie, siedząc w wygodnym kinie, pijąc niespiesznie herbatę.
Wyświetlają filmy w maju na alabastrowych obłokach, po deszczu.
Oprowadzają po mieście Jana Sebastiana. On potem gra im toccaty i fugi rozgryzając barcickie, krwiste czereśnie.
Pląsają latem przy bałkańskim folku granym na jerychońskich trąbach.
Słuchają jesienią jazzowych kwartetów grających Komedę Krzysztofa Trzcińskiego. I jest wolnościowy klimat Astigmatic.
Oglądają okrągły rok obrazy malarzy zamieszkujących pasmo od Kłajpedy do Triestu.
Organizują debaty oksfordzkie na kluczowe tematy współczesności.
A Pan Burmistrz grywa na trójkącie i lutni. A Neronem bynajmniej nie jest.
W Starym Sączu mają także bibliotekę i to jakie biblioteki! Paradne na całą Polskę! Ale czy one są wyposażone w księgozbiór socjologii klasycznej? Tutaj, w Nowym Sączu jest wszystko, ponieważ wzorują się na bibliotece aleksandryjskiej. Ja teraz tam idę i jestem pewien, że czytać będę Maxa Schelera. Oni o tym wiedzą, że tylko jego brakuje z panteonu wielkich socjologów. Vilfredo Pareto pożyczono mi jakiś rok temu.
Na parapecie leży sobie oczywiście Max Scheler. Problemy socjologii wiedzy. Idę czytać pod bazylikę. Dlaczego? Scheler mocno korespondował z chrześcijaństwem, z katolicyzmem. No bo to Edyta Stein, Hildebrandt, Karol Wojtyła inspirowali się Schelerem.
Czy w Nowym Sączu znają od tej strony Maxa Schelera? To, że Ksiądz Proboszcz i Pan Prezydent to wiedzą, to dla mnie jasne. Ale czy na takiej Falkowej rozczytują się w Maxie Schelerze? Choćby na wzgląd Ojca Świętego.
A Siostra Izydora na lekcjach religii często nawiązywała do Schelera. Maciek czasami nawet się irytował i zwracał Siostrze Izydorze uwagę, że ona tendencyjnie zawęża dzieło Schelera do katolickiego wymiaru. Maćka zaś pasjonowały zagadnienia: fenomenologii, intuicyjnego poznawania wartości. On tego potrzebował dla lepszego zrozumienia swojej egotycznej postawy.
Nie czytam w Problemach wiele o fenomenologii Schelera zarażonego Husserlem. Pisał o wartościach, ściślej o hierarchii wartości. Ich poznania intuicyjnego. One tkwią w ludzkich emocjach i dlatego jest łatwy dostęp do wartości. Idzie to tak: wartości utylitarne są najniżej w hierarchii. Wyższe są wartości hedonistyczne. A jednak… Potem idą wartości witalne, następnie duchowe i wreszcie – wartości religijne. I temu na pewno przyklaśnie Ksiądz Proboszcz.
A Pan Prezydent? Prywatnie jest zanurzony w wartościach duchowych, ale jego funkcje publiczne obligują go do spraw użytecznych i utylitarnych. Do budowania, naprawiania ulic i rond w naszym mieście. Ale „kwitnące krajobrazy” posiadają cokolwiek charakter hedonistyczny. Tak twierdzi Scheler, że niższe wartości są podglebiem dla wyższych.
I tak nowe ronda w mieście są użyteczne. To powoduje uczucie przyjemności. Ona daje nam siły witalne, aby przejść do duchowych peregrynacji. To zaś kończy się w bazylice, na mszy odprawianej przez Księdza Proboszcza. Tak to idzie wedle Schelera. Wartość niższa służy wartości wyższej. A wartość wyższa nadaje sens wartości niższej. Tak to sprytnie Max Scheler wymyślił i objawił ludzkości. Ja, my to teraz czytamy w Nowym Sączu. W Starym Sączu oni już to jednak znają…
To analizowanie wartości wprowadza dobrze Schelera do zagadnień socjologicznych. I właśnie o tym są Problemy socjologii wiedzy. Percepcja wartości w systemie społecznym to rodzaj wiedzy. To stało się podstawą do powstania ważnego działu socjologii – socjologii wiedzy. Można dostrzec wpływ metafizyki, fenomenologii na definiowanie przez Schelera socjologii wiedzy.
Max Scheler w Problemach przeszedł od katolicyzmu do panteizmu. To doprowadziło go podziału rzeczywistości i świata na: ducha i na pęd (życie). Każde ludzkie działanie ma rezultat duchowy i cielesny. Można jednak przeprowadzić rozróżnienie tych działań duchowych i życiowo-popędowych. Pierwsze odnoszą się do kwestii duchowych, drugie do sfery materialnej.
Na bazie tego podziału Scheler wyróżnił dwie socjologie: 1. Socjologię Kultury i 2. Socjologię realną (bazy). Wiem, że te podziały mogą męczyć, ale nauka, w tym socjologia, posiadają swoją systematykę. Ta służy lepszemu zrozumieniu. Wiem, że trzeba pewnego wysiłku, ale warto go podjąć, bo nagrodą nam będzie – ekstaza zrozumienia.
Zacznijmy od socjologii realnej. Ona rozróżnia zaś 3 prapopędy. Pierwszy to prapopęd głodu. Drugi to władza i panowanie. Trzeci pęd koncentruje się na seksie. Widzimy, że to mocna sprawa.
Za tymi popędami pierwotnymi stają teorie trzech myślicieli. Za głodem stoi Karol Marks. Za władzą Friedrich Nietsche. Za seksem Sigmund Freud. Czyli dwóch Niemców i jeden Austriak. Czy to będzie w Nowym Sączu podejrzane? Co na to Pan Poseł? (Friedrich Nietsche miał korzenie polskie.)
Ale Scheler idzie dalej. Pisze, że bez zaspokojenia popędu głodu nie byłoby gospodarki państw. Bez popędu władzy i panowania nie byłoby polityki, państw, stosunków społecznych, prawa. No i bez seksu nie byłoby rodziny, sztafety pokoleń. Tak trzy podstawowe popędy tworzą nam porządek społeczny. Tak to sprytnie wymyślił Scheler. Trudno to nam podważyć. Nawet Ksiądz Proboszcz miałby problem z zakwestionowaniem tych zależności.
Każde ludzkie działanie jest popędowo duchowe. Zaczyna się przecież od myśli ludzkiej, od motywacji. Duch jest ważny, a nawet kluczowy. On poprzedza działania. Siły duchowe warunkują takie zjawiska społeczne jak: religia, metafizyka, sztuka, nauka, prawo. To staje się podstawą dla różnego typu wiedzy socjologicznej. Wiedza zbawcza. Wiedza metafizyczna. Wiedza naukowa. Wiedza prawna.
Ksiądz proboszcz jest posiadaczem i zawiadowcą wiedzy zbawczej i metafizycznej. Wiedzę naukową w Nowym Sącz posiadają nasze dwie uczelnie wyższe. Pan Prezydent wykorzystując prapopęd do władzy i panowania organizują nam władzę, która realizuje cele utylitarne. Pisałem o tym wcześniej.
A oni tam w Starym Sączu specjalizują się w socjologii kultury. Oscylują mocno wokół sztuki. Teraz już wiemy, dlaczego nazwa Centrum Kultury i Sztuki. Mocno i ze zrozumieniem czytają Maxa Schelera w Starym Sączu. My w Nowym Sączu musimy nadrobić zaległości związane z socjologią wiedzy Maxa Schelera.
Idziemy dalej, Max Scheler w Problemach socjologii wiedzy zadaje pytanie i rozważa połączenie: w jaki sposób czynniki realne i idealne oddziałują na siebie? Czyli kultura i baza. Siły duchowe i te 3 prapopędy. Oto szekspirowskie pytanie!
Max Szeler wyjaśnia tę sprawę relacji tak: są dwa typy czynników – czynniki determinacji i czynniki realizacji. Pierwsza grupa czynników określa treść danego zjawiska – co ma się zrealizować. Drugie określają, że „ma się coś zrealizować”. Tutaj są pozytywne i negatywne czynniki realizacji. Jest binarnie, tak/nie wobec dylematu czy realizować, czy też nie realizować daną treść. Na przykład treść kultury, jakiś nowy festiwal w Starym Sączu.
Można te czynniki opisać metaforycznie. Będzie to wtedy jasne dla sadeckich inżynierów. Czynniki determinacji, to jak kierownica w samochodzie. Czynniki realizacji są jak pedał gazu i pedał hamulca. Ale jestem zadowolony z tego porównania… Wszystko można wyjaśnić prosto, jak chłopu na wsi.
Wiemy zatem, że te pędy, prapopędy oddziałowują na ducha. Duch ma funkcje determinacji. To jego wyłączna sfera działań. Ale jakże ważna! Określa: co jakościowo może wydarzyć się w sferze kultury.
Duch wedle Schelera nie dysponuje jednak siłą, czynnikiem realizacji. No bo sam fakt, że wymyślimy jakaś ideę, to nie oznacza, że będzie ona wprowadzona w życie. Duch niby przewodzi, ale nie ma wpływu staje się coraz bardziej – bezsilny. Sfera realna, baza zyskuje autonomię. Rada Miasta Starego Sącza odrzuci inicjatywę ducha determinacji tamtejszych zawiadowców kultury i sztuki.
Duch posługuje się własną logiką i nie można go wydedukować z treści religii, metafizyki, sztuki. Tutaj duch jest autonomiczny, jeżeli chodzi o treść. Na nic redukcjonizm. Na nic materializm historyczny. Duch to … duch. Duch jest w pełni wolny! Ale duch jest także … bezsilny. On nie zmienia rzeczywistości społecznej w sposób realny. Ale można wybierać pomiędzy ideami ducha i kierować je do realizacji. Jest wybór! Wybierają ludzie.
Siły realne biorą górę, wymykają się spod kierownictwa duchowi. Wzrasta społecznie nastrój fatalistyczny. Przejawia się to uczuciem ludzkiego zdeterminowania. Ludzie czują się bezsilni wobec przebiegu procesu historycznego. Ale jest także coś dobrego. Sfera kultury staje się równocześnie coraz bardziej wolna, różnorodna. Jest coraz bogatsza. Przejawy duchowe mogą się coraz bardziej uwalniać.
I właśnie to, ten proces możemy zaobserwować w Starym Sączu. Nie wszyscy radni gminni jednak to rozumieją. W Starym Sączu ujawnia się, uwalnia się nam duch nie tylko sądecki. To duch kultury ze swoim świeżym powiewem! On dociera już na całą Sądecczyznę. Ciągnie na całe województwo. Do samego Krakowa. Idzie potem w Polskę…
To wszystko mnie nastroiło optymistycznie i postanowiłem udać się do „mojego” sklepu, zakupić co trzeba i to wszystko opowiedzieć chłopakom pod sklepem. Spodziewam się dużej dyskusji.
PS
Czytajmy mądre książki.
To podobno (?) jest link z próby szkółki muzycznej ze Starego Sącza. Ściślej, to podobno remontowane podziemia byłej restauracji Makowica w Barcicach.
Ćwiczą przed wizytą Prezydenta Francji w Starym Sączu. Rozwiewam spekulacje, to nie ja gram na gitarze…
Nie ważne nawet, czy to wszystko prawda, ale warto posłuchać tego Jean-Philippe Rameau. On zwiastuje Rewolucję Francuską. Słychać rytm Marsylianki…





