CZĘŚĆ SZEŚĆDZIESIĄTA ÓSMA
Podobno w lipcu w Nowym Sączu znowu wystąpią na pokazie piękności – miski. Już odbywają się prezentacje. To zresztą całkiem ciekawe zjawisko społeczne. Istnieje wiele kontekstów socjologicznych. Ktoś trochę złośliwe sugerował, że tego typu wydarzenia mają charakter społecznie użyteczny, ponieważ w sposób zawoalowany stymulują do … prokreacji. Mają pobudzać mężczyzn do łączenia się w pary.
To wszystko nie może podobać się feministkom i aktywistkom ruchu #MeToo. Czy kiedyś takie pokazy zostaną zakazane? Tak zakazano walk gladiatorów. Trzeba znaleźć jednak jakiś stymulant prokreacji. Zniesienie celibatu to za mało.
Ostatnio pisałem o Auguście Comte. On postulował „lepszy świat” oparty o zasady L’amour pour principe; l’ordre pour base; le progrès pour but. Przetłumaczę to: „Miłość jako zasada, porządek jako podstawa, postęp jako cel.” Skąd znam francuski? Nauczyłem się go ze względu na Cathrine Deneuve. Nie dla jej urody, ale ze względu na jej kreację w filmie Piękność dnia Luisa Bunuela. Czy ktoś ogląda jeszcze takie filmy? Czy miski oglądają takie ramoty?
Ja w tej triadzie Comte’a doszukałem się także ukrytego wezwania do aktów prokreacji. Miłość to całkiem praktyczny konstrukt. (Mam jakiś kompulsywny przymus pisania o miłości.) Czy „nasze” miski wiedzą o czym ja piszę? One koncentrują się zapewne na swojej urodzie zupełnie słusznie. Czy one jednak wiedzą, że jest to rzecz mocno względna i także temporalna? Sens urody wpisuje się przecież w odwieczną potrzebę przedłużania gatunku. Tak urządzona jest natura fauny, szczególnie ssaków.
No i przyszła mi do głowy pewna perwersja. Przypomniałem sobie bowiem wiersz Tadeusza Różewicza. Opowiadanie o starych kobietach.
Wiersz zaczyna się refrenem: „Lubię stare kobiety, brzydkie kobiety, złe kobiety”. Czy one rzeczywiście są „solą ziemi’? Rozważmy to.
Chodząc po mieście widzę ciągle stare kobiety. One chodzą ciągnąc za sobą swoje zmęczone cienie. Widać to szczególnie o świcie na Wałowej.
Różewicz pisze, że stare kobiety „nie brzydzą się ludzkimi odpadkami„, „myją zwłoki, grzebią umarłych, sadzą kwiaty na grobach„.
Stare kobiety nie noszą parasolek w deszcz. Omijają jednak kałuże. To odwieczne zasady świętej ablucji.
Stare kobiety wpatrują się w tarcze zegara na sądeckim ratuszu. Chcą odczytać szyfr wieczności. Potem kupują warzywa na Rynku Maślanym. Gotują zupę jarzynową na nie-ludzkiej, wieprzowej kości.
„Stare kobiety są niezniszczalne, uśmiechają się pobłażliwie„. Stare kobiety nie kupują już lodów na ulicy Kościuszki. One piją cierpkie wino.
„Tylko głupcy śmieją się ze starych kobiet„. Stare kobiety są piękne odwrotnie. Relacje wyznacza stosunek eksplozji do implozji.
Tak, stare kobiety znajdują się w kwantowej superpozycji. Zapadając się w sobie nie tworzą jednak kolapsu.
Nie wybuchają też jak supernowe. Nie stają się białymi karłami.
Co czynią stare kobiety?
„Umiera cywilizacja, stare kobiety wstają o świcie, otwierają okna, usuwają nieczystości.” Potem głaszczą koty. Czasami muskają podstarzałe wnuki. Spacerują wzdłuż brzegów Dunajca.
Stare kobiety biorą pełną odpowiedzialność za prozaiczną codzienność. A… „Hamlet miota się w sieci, Faust gra rolę nikczemną i śmieszną, Raskolnikow uderza siekierą„.
Stare kobiety dbają o czystość w mieście. Zbierają niedopałki. Usuwają mchy zarastające trotuar.
A „ich synowie odkrywają Amerykę, giną pod Termopilami, umierają na krzyżach, zdobywają kosmos„.
Stare kobiety chodzą wtedy po lwowskim moście. Udają, że są w Avignon.
A co by się stało, gdyby stare kobiety wystąpiły na scenie amfiteatru Parku Strzeleckiego? Jest tylko jeden dylemat. Kiedy mają wystąpić? Przed, czy po występie misek?
Gdy stare kobiety wystąpią „przed”, to widownia potem wygwiżdże miski, albo wyjdzie wzburzona.
Gdy występ starych kobiet będzie „po” miskach, to widownia nie opuści już amfiteatru.
Będzie tam trwać przez długie miesiące. A my zebranych żywić będziemy na koszt miasta. Czy nas na to stać?
Pamiętamy film Anioł zagłady Luisa Bunuela? Czy miski oglądają takie filmy? Stare kobiety oglądają!
Stare kobiety… „kiedy umierają z oka wypływa łza i łączy się na ustach z uśmiechem młodej dziewczyny„.
I tak stare kobiety „są mumiami świętych kotów … owalnymi buddami, … korą drzewa … pokornymi oczami zwierząt„.
„… bo to są piękne kobiety, dobre kobiety„… Jak nasze matki… I jak się do tego odnoszą miski?
Dobrze, idę pod bibliotekę. (A jednak chciałbym spotkać po drodze jakąś miskę…) Oddaje 6 tomów Kursu filozofii pozytywnej Augusta Comte’a. Nie przeczytałem wszystkiego. Nie wiem, co mi teraz pożyczą. Herberta Spencera? Nie! Przyczynek do heglowskiej filozofii prawa. Karol Marks. Doskonale!
Mamy zatem naturalną kontynuację poprzedniej lektury G.F.W.Hegla. To biblioteka publiczna wypożycza mi, nam tę ciekawą pozycję. Widać, że kierownictwo biblioteki jest wykształcone i oczytane. Wiedzą również co to dyskursywność. Ale nam się toczy sądecka opowieść socjologiczna. Ba, opowieść o ludzkiej myśli. Złośliwi zapytają: dlaczego znowu Niemiec? (Pan Poseł może to wykorzystać w kampanii do Europarlamentu.)
Co z Marksem mają jednak wspólnego kobiety? Miski i stare kobiety… Jest pewna koincydencja. Otóż ruchy tradycjonalistyczne na świecie, w Europie, w Polsce, a także na naszej sądeckiej ziemi dopatrują się związków feminizmu z marksizmem, ściślej z neomarksizmem. Ten podobno jest nawet groźniejszy. Biblioteka sądecka nie obawia się tego zarzutu i podsuwa nam Przyczynek (diabła) Karola Marksa.
Marks jest zdecydowanie przeceniany jako filozof. W sumie to nawet nim nie był. Niechaj nie gniewają się na mnie sądeccy socjologowie i nieliczni marksiści. To był dość sprawny socjolog klasyczny. Ale wiemy przecież, jak jego myśl społeczna była brzemienna… Nawet dzisiaj, dość śmiesznie, traktuje się teorie Marksa jako pałkę na oponentów. Konteksty „trwającego neomarksizmu” są nawet zabawne. Marks, jak Lenin jest „wiecznie żywy”, szczególnie dla licznych: kół, frakcji, asocjacji, partii tradycjonalistycznych. Czytaliśmy także encyklikę Rerum novarum.
Jakże ja jestem ciekawy opinii naszych liderów myśli: Pana Prezydenta i Księdza Proboszcza. Oni, domyślam się, są antymarksistami. Kto nie jest? Zwłaszcza po okresie PRL-owskiej smuty. Ale to może wydawać się jednak nieco powierzchowne. Owszem, na weselu, wespół ze szwagrem można wygłaszać antymarksistowskie, antykomunistyczne oświadczenia. Ale, idzie o szersze konteksty…
Maciek był konstruktywnym antykomunistą, czytał socjalistów utopijnych namiętnie. Czytał też Karola Marksa. Cytował do woli Kapitał. Wyprowadzał fantastyczne wnioski na lekcjach: historii, polskiego, religii i przysposobieniu do życia w rodzinie. Tak, był kiedyś taki przedmiot. A polemiki Maćka z Siostrą Izydorą były smakowite. Zwłaszcza wtedy, gdy Maciek huraganowo wywodził, że Chrystus był socjalistą i komunistą. Oczywiście w warstwie społecznej. Siostra Izydora nerwowo zagryzała wtedy zwaliste wargi.
Ogólnie rzecz biorąc Karol Marks jest przeceniany. To sytuacja w XIX-wiecznej Europie wyniosła go do sławy. Chodzi o drugą rewolucję przemysłową i ambiwalencję rozwoju. Z jednej strony wspaniały rozwój cywilizacji technicznej napędzanej przez kapitalizm, a z drugiej strony gigantyczne obszary biedy. Cywilizacja pchała wspaniały rozwój, a 90% ludzkości w zasadzie wegetowała. Konieczna była korekta, aby „chamy” w końcu nie „wyciągnęły” przepracowanych, nóg.
Teorie Karola Marksa można w sumie podzielić na dwie części. Pierwsza to ideologiczna. Chodziło o teorię społeczeństwa. Druga część jego działa to – materializm historyczny. Często przeciwstawia się te dwa okresy. Mówi się o młodym i starym Marksie. Są też dwie szkoły (otwocka i falenicka). Jedni twierdzą, że drugi okres to kontynuacja, drudzy, że to zerwanie myśli Marksa. Metoda podejścia do analizowania na pewno uległa zmianie.
Gdzie będę czytać Przyczynki? Na Szwedzkiej, pod Domem Brata Alberta? Alternatywnie, pod sądeckim pałacem zdobiony złotymi lwami? Chociaż najakuratniej byłoby jednak pójść pod siedzibę najbogatszej firmy – sądeckiej spółki kolejowej. Ta destynacja adekwatnie i syntetyzująco wpłynie na moją percepcję Przyczynku Karola Marksa. Z jednej strony to symbol wyrafinowanej technologii i sukcesu kapitalistycznego, a z drugiej strony miejsce, w którym sądecki lud od lat otrzymywał pracę, bo „matka kolej” ją dawała. Jest dialektyka! Tam udałem się czytać Przyczynki Karola Marksa. Na Nawojowską!
Czytam. To oczywiste, że w Przyczynkach są mocne motywy z Hegla. To zresztą zupełnie oczywiste wszak czytamy Przyczynek do heglowskiej filozofii prawa. Jest dialektyka heglowska. Jest idea ducha. Jest krytyka rzeczywistości. Ona jest istniejąca, ale nie jest rzeczywista. To bardzo heglowskie.
Czy zaskakują wpływy Ludwiga Feuerbacha? Młody Karol Marks jest pod jego wpływem. On (Feuerbach) był także pod wpływem Hegla. Przeszedł od zajmowania się teologią do filozofii. Zawsze jednak kręcił się wokół spraw religijnych. Dokonał radykalnej krytyki teologii. Chciał sprowadzić religię do wymiaru ludzkiego. Człowiek ma centralne znaczenie. Jest także bardzo materialistyczny. Bytem jest przyroda, a nie idee. To udziela się bardzo mocno młodemu Marksowi.
Co do religii Feuerbach, a za nim Marks twierdzą, że konieczna jest nowa religia – religia człowieka. Jej głównym przedmiotem czci jest nie bóg, a człowiek. Obowiązkiem jest miłość bliźniego. Pada słynne wyznanie: „Człowiek człowiekowi bogiem.” Idzie dalej twierdząc, że to człowiek stworzył boga „na swoje podobieństwo”. Bóg jest ludzkim pragnieniem. Nie będzie się to podobać Księdzu Proboszczowi. A gdyby zamienić „człowieka” na biskupa? Wtedy równanie będzie obrazoburcze nawet. Ksiądz Proboszcz będzie oburzony.
No i tak Karol Marks, pod wpływem Feuerbacha, przekształca heglowskiego „ducha” w kategorię człowieka. Trzeba przyznać, że to frapujący i odważny zabieg. Ale głównym przedmiotem zainteresowania Marksa jest państwo. Krytykuje Hegla i jego twierdzenie, że państwo jest bytem nadrzędnym. Marks uważa, że istnieje ścisły związek pomiędzy potrzebami jednostki, a państwem, narodem.
No i wreszcie formuje przewrotne twierdzenie, że nie ustrój państwowy stwarza naród, a to właśnie naród stwarza ustrój państwowy. Przypomina to twierdzenie, że nie religia stwarza człowieka, a to człowiek stworzył religię. To bardzo charakterystyczne dla Marksa, takie twierdzenia przekorne. On lubuje się w takim epatowaniu odkryciami w stylu: nie prawda, że „to”, bo jest odwrotnie. To takie strzeliste jest.
Marks krytykuje teorię biurokracji Hegla. On idealizuje urzędników państwowych. Państwo biurokratyczne wedle Marksa nie jest mediatorem, ale wyrazicielem partykularnych interesów. Tak dochodzi do wyalienowania państwa. Tak, władza odrywa się od ludu, od człowieka. Można tego doświadczyć i dzisiaj przypatrując się celebrze i innym atrybutom władzy. To ciekawe, jak wygląda świat z przyciemnianego okna limuzyny. A nasz Pan Prezydent jeździ na rowerze. Czasami…
Marks twierdzi, że państwo staje się siłą wrogą i obcą obywatelom. Urzędnicy państwowi doprowadzają do tego, że państwo staje się nieobywatelskie. Takiemu złemu państwu Marks przeciwstawia „państwo prawdziwe”. To państwo demokratyczne, ale rozumiane w sposób klasyczny, grecki. Tam obywatel mógł wyjść na agorę i decydować. Marks pominął w tym państwie kobiety. W demokracji greckiej kobiety nie miały prawa głosu, zarówno miski i stare kobiety.
W Przyczynkach dyskurs ideologiczny przeplata się ciągle z rozważaniami socjologicznymi. Wprowadzony przez Hegla podział na państwo i społeczeństwo obywatelskie jest realne. Ludzkie życie dzieli się bowiem na te dwie sfery tą ludzką-obywatelską i tę państwową. Ten podział jest źródłem wyobcowania i alienacji. Marks postuluje zniesienie tego podziału. Konieczne jest uwzględnienie wszystkich składników istoty człowieka.
Kluczowym elementem ideologicznym w Przyczynkach jest właśnie istota człowieka. Co należy do istoty człowieka? Wszystko. Zatem z jednej strony: altruizm, współczucie, rozumność, obyczajność. Ale gdy jedynie taki obraz człowieka wytworzymy i uwzględnimy to dojdzie do oderwania, do alienacji. Idealizm prowadzi do tego. Takie społeczeństwo staje się obce istocie człowieka. Co trzeba wziąć pod uwagę, aby była pełnia oglądu i treści społecznej? Trzeba uwzględnić w istocie człowieka: krętactwo, łajdactwo, korupcję, złodziejstwo, kłamstwo.
Czy w Nowym Sączu realizujemy taką manichejską syntezę? Czy jednak powinniśmy trzymać się idealistycznych założeń Sądeckiej Republiki Prawdy i Miłosierdzia? Ale pięknoduchostwo jest jednak zaprzeczeniem prawdy. Ale „co to jest prawda?”. Takie pytanie zadał Piłat Chrystusowi. Może należy się trzymać semantycznej definicji prawdy Alfreda Tarskiego.
A ja postuluję, aby takich złych czynników nie uwzględniać jednak w Nowym Sączu, w naszym ratuszu. To nie o to idzie, aby z Pana Prezydenta czynić jakiegoś anioła. On ma także swoje słabostki. Lubi się napić czerwonego porto w sobotni wieczór. Ale rozgrzesza go towarzystwo Księdza Proboszcza.
Wracam z Nawojowskiej na płytę rynku. A Kasztan jest wyjątkowo zielony tego roku.
PS
Czytajmy mądre książki.
Aby lepiej przyjrzeć się kobietom trzeba zobaczyć zjawiskowe obrazy z filmu Nostalgia Andrieja Tarkowskiego. Są kobiety. Jest także pies, koń i jest anioł. W tle preludium i fuga J.S.Bacha.





