CZĘŚĆ SIEDEMDZIESIĄTA SZÓSTA
Tak, nie było mnie pewien czas w Nowym Sączu. Wybrałem się na wczasy do pobliskiej Korzennej. Nie marnowałem jednak czasu i dokonywałem licznych eksperymentów socjologicznych w tej zjawiskowej gminie. Część badań powtórzę na naszym sądeckim rynku.
Trzeba bowiem ciągle badać, falsyfikować tezy Talcotta Parsonsa i jego krytykę utylitaryzmu i możliwość racjonalnego wybierania celów. Trzeba mieć na względzie teorię Georga Homansa, neoutylitarysty. On dopatrywał się wspólnych motywacji działania ludzi i zwierząt i dużą rolę psychologii behawioralnej i procesu „wymiany”. James Coleman także bronił utylitaryzmu i zaprezentował teorię racjonalnego wyboru. Nie można być obojętnym wobec George Meada. Ten epatował modnym pragmatyzmem i fundamentalnym – działaniem.
Powstaje wiele teorii, nie tylko w socjologii. Taka fizyka zaproponowała wiele koncepcji. Teorię względności, mechanikę kwantową. Tam pewnym kryterium słuszności teorii było … piękno. Tak, to co piękne ma być prawdziwe. To jakoś trąci naiwnością. A tak twierdziło i twierdzi wielu fizyków teoretyków.
Co charakteryzuje „piękną” teorię fizyczną?
Trudno powiedzieć, ale to musi mieć związek z prostotą i symetrią. I narzucającą się oczywistością. Równania Maxwella, Einsteina, Schrödingera są podobno ekstatycznie piękne. Niestety, obcowanie z tym pięknem wymaga rozumienia matematyki wyższej i to w wersji rozszerzonej. Ile jest takich osób w Nowym Sączu? Jakieś 100 osób, w tym Pan Prezydent. Co do Księdza Proboszcza, to nie jestem już pewien. To humanista i teolog.
Czy teorie socjologii współczesnej mogą być piękne? Parsons chciał jednoznacznie pokazać, jak utylitarna teoria racjonalnego wyboru jest błędna. Człowiek bowiem musi wybrać rozwiązanie, które jest właściwe. Ono, rozwiązanie, jest tylko jedno. Jeżeli człowiek do niego zmierza, to w gruncie rzeczy już nie wybiera. Jest skazany na tę jedną możliwość. Czy to jest piękne? Utylitaryści i racjonaliści śmieją się z tego, nazywając demagogią. Parsons uważał, że „cel” to pułapka, a ważne są wartości. Nawet wiadomo, komu się to będzie podobać.
Czy działania publiczne i społeczne podejmowane w naszym mieście powinny być poddawane kryterium piękna? Czy Pan Prezydent może działać społecznie w sposób piękny? Mówi się ciągle o skuteczności. A co z pięknem działania publicznego? Czy „ofensywa inwestycyjna” w mieście ma stygmat piękna? Czy roczny budżet gminy może być piękny? Warto nad tym się zastanowić. To ciężkie zagadnienia.
Idźmy dalej, wejdźmy na pole kompetencji Księdza Proboszcza. Czy religie mogą być piękne? Czy dogmaty religijne mogą być piękne? No to przejedźmy się po głównych założeniach czołowych religii świata, w tym chrześcijaństwa. A potem spróbujemy przypasować kryterium piękna zawierające symetrię i prostotę – stygmaty piękna.
Hinduizm koncentruje się na przeżywaniu świata, na jego blasku i jasności – świetlistości świata. Ważna jest kontemplacja świata – darsana. Hindus do świątyni idzie ujrzeć doświadczenie bóstwa. Darsana jest kluczowa. To dwukierunkowy przepływ wizji. Kiepsko tutaj z symetrią, ale może przeżywanie darsana generuje piękno i symetrię? Na pewno blisko jest do religijnego transu.
Konfucjanizm to czczenie tradycji i codzienności – własnego doświadczenia i nauk przodków. Konfucjusz mówi: Póki nie pojąłeś życia, jak możesz śmierć zrozumieć? No i wystaje z tego praktyczność. To pasuje do socjologicznego utylitaryzmu. Na siłę można to uznać za piękne i symetryczne, ale trzeba się zaprzeć w sobie.
W buddyzmie kluczowa jest „ścieżka prowadząca do ustania cierpienia”. To ładne jest i takie szlachetne. Może nawet symetryczne i piękne? Na pewno praktyczne w ujęciu socjologicznym także.
Starożytni Grecy koncentrowali się na życiu, przygodach ludzi i bogów, całkiem podobnych do ludzi. Iliada i Odyseja Homera to dwa kluczowe eposy greckie. To one wyznaczały religię i moralność. Poematy Homera panowały nad światem literatury przez 2,5 tysiąca lat. Na pewno te greckie opowieści są ładne i wciągające. Organizowały jednak życie społeczne dość skutecznie przez wiele wieków. Z symetrią jest już gorzej. Ale poematy są piękne.
Judaizm powołał koncepcję jednego, wszechmocnego stwórcy. On powołuje świat w pierwotnym akcie stworzenia. Bóg zawiera precedensowo przymierze z człowiekiem. Stało się to za pośrednictwem Mojżesza, który otrzymał przykazania na kamiennych tablicach. To podstawa Pięcioksięgu – Tory. Mało w tym socjologicznego przesłania. Czy to jest piękne i symetryczne? A to zależy. Chasydzi nie mają wątpliwości, że to jest piękne.
Islam zakłada, że Bóg (Allah) wcielił się w Koran. Ten nie został nigdy stworzony, nie ma początku. Koran istnieje odwiecznie. Był mocny spór o to przez wieki. Ostatecznie uznano, że istnieje „niestworzony” Koran. Allah zaś powołał świat ani czynem ani słowem. Tylko zarządził jego powstanie poprzez „Bądź” (boski fiat). Czy wieczność Koranu jest symetryczna i przez to piękna? Na pewno „wcielenie” się Allaha w Koran wyjaśnia reakcje islamistów na „Szatańskie wersety”.
No i chrześcijaństwo z opowieścią o grzechu i złu, które Dobry Bóg chciał zrównoważyć, „odkupić” poświęcając swojego boskiego syna, aby umarł w mękach na krzyżu i tak zbalansował zło. A wszystko dlatego, aby zbawić grzesznych ludzi – dać im wieczne życie. Ta ekonomia cierpienia, zła i dobra jest zagadkowa. No bo czy cierpienie może utylizować zło i grzech? Trochę to pokomplikowane, a piękno ma opierać się o prostotę. Ale może…
Chce się również zadać takie oto pytanie: Jeżeli Bóg powołał świat z głębokiej potrzeby i miłości, to do czego potrzebny był Bogu taki świat i człowiek? Doskonałość boska istniała przed stworzeniem świata. Doskonałość zakłada pełnię, więc nic boskiej doskonałości nie powinno brakować. Także świata i człowieka. Doskonałość wyklucza przecież jakiekolwiek potrzeby. Po co Bogu był jednak potrzebny świat i człowiek? To pytanie jest na swój sposób – „piękne”. Ciekawe czy Ksiądz Proboszcz zna odpowiedź?
Czuć w tych religijnych założeniach „ludzki palec”. Czy to źle? Na pewno świadczy to o ludzkiej kreacji. Zwierzęta, inne ssaki nie wymyślą sobie żadnej religii, teorii socjologicznej. One tylko: jedzą, defekują, rozmnażają się. Ale bywają także wiernymi i jedynymi przyjaciółmi ludzi, jak psy i koty. No i konie.
No dobrze, udaję się do biblioteki. Oddam pragmatycznego Meada. I co dostanę do czytania? Widzę z daleka książkę na parapecie. No i mamy Ralf Dahrendorf. Soziale Klassen und Klassenkonflikt in der industriellen Geselschaft. Będę czytał w oryginale, chociaż z moim niemieckim nie jest tak znowu dobrze. O czym to jest, to już jest w samym tytule, który tłumaczę: Klasy społeczne i konflikt klasowy w społeczeństwie przemysłowym.
Czyli mamy – Teorię konfliktu. Brzmi groźnie, ale zaraz poczytamy o niej. Wcześniej wymaga to wprowadzenia. Zaczęło się od Webera, Marksa, Simmla. To klasycy. Teoria konfliktu jest w dużej opozycji do funkcjonalizmu, czyli myśli Talcotta Parsonsa. Tutaj ważny był – system. Tak społeczeństwo postrzegał funkcjonalizm. System się zmienia, ale jest w równowadze.
Inaczej idzie w teoriach konfliktu. Jak sama nazwa mówi, zakłada się tutaj, że nie ma w społeczeństwie harmonijnej równowagi i porządku, a jest konflikt i brak porządku. Pamiętamy „walkę klas” Marksa. Weber zaś źródło konfliktu upatrywał w „charyzmatycznej władzy”. Weber znacznie szerzej rozumiał konflikt niż Marks, który sprawę dość uprościł. Simml wskazywał na zaś „konflikt wartości”. Tak twierdzą klasycy teorii konfliktu.
Czy teoria konfliktu jest piękna?
Jak ona ma się przy tym kryterium? Od razu narzuca się to, że konflikt nie może być piękny. Ale można słyszeć w pewnych środowiskach o „pięknie wojny”. Tak, można podobnie pięknie oddać życie za Ojczyznę. Piękna doszukiwano się w wielu aspektach. Nawet w cierpieniu. Dlaczego zatem konflikt nie miałby być piękny? Niech każdy sam zdecyduje.
Jakże to wydaje się współczesne. W całym świecie, w Polsce, na Sądecczyźnie także dostrzegamy konflikt. Mówi się o „bańkach”, o „dwóch Polskach”, ale i dwóch Amerykach. Na scenie politycznej jest polaryzacja, ale i w rodzinach panuje często dychotomia. Jest wiele oznak konfliktu. Są charyzmatyczni przywódcy polityczni, oni wzmagają konflikt. Czyli zajmujemy się i czytamy coś bardzo aktualnego.
Teorie konfliktu mocno rozwinęły się po wojnie, w latach 50, 60-tych. Dostrzegano wtedy także, że konflikt może pełnić pozytywne funkcje społeczne, podobnie twierdził klasyk Simml, a za nim Coser. Konflikt mobilizuje i umożliwia rozstrzygnięcie ważnych społecznie zagadnień. Konflikt nie musi być także przemocą. To już ciekawie brzmi. Czy u nas w mieście mamy z tym do czynienia? I to także warto analizować.
To co wiąże wielu autorów Teorii konfliktu jest bardzo ciekawe i ważne. Oni nie analizują porządku społecznego, jak robili to funkcjonaliści. Oni pytają: skąd biorą się nierówności miedzy ludźmi? Chodzi o ekonomiczne nierówności. To punkt wyjścia teoretyków konfliktu. Teoretycy konfliktu udzielają jednoznacznej odpowiedzi: o dystrybucji dóbr decydują stosunki władzy, panowanie polityczne. Ono zabezpieczane jest przymusem, siłą fizyczną władzy. Do utwierdzania panowania służyć może również iluzja ideologii.
U nas w Nowym Sączu konflikt był widoczny podczas ostatniej kampanii wyborczej. Był mocny podział, emocje, manicheizm. Pan Prezydent jednak… A wiemy co się stało. Chociaż kampanie wyborcze karmią się emocjami i konfliktem. Tak zaleca marketing polityczny. Trzeba nam to także wiedzieć, aby nie dać się „wkręcać” zbyt łatwo i kontrolować sytuację.
Gdzie czytać Klasowy konflikt?
Na pewno nie pod ratuszem i pod plebanią. Tam nie ma konfliktów. Nie mam wyboru, idę pod biuro oczywistej partii, która wybierała wojewódzkiego kierownika na 7 razy. Tam są konflikty i to będzie odpowiednim kontrapunktem dla lektury. To ułatwi zrozumienie.
Czytam Dahrendorfa i wpadam w duży namysł. To Niemiec, ale mocno czuć wpływ anglosaskiej socjologii. Zresztą przez 10 lat był rektorem London School of Economics. Otrzymał także tytuł lorda. To mało republikańskie, ale to przecież Anglia. Chociaż sam Dahrendorf był zwolennikiem utworzenia rządu światowego. Uważał, że teoria konfliktu to spójna i kluczowa teoria społeczna wyjaśniająca wszystko co ważne społecznie. No czuć mocno pasję w krytykowaniu funkcjonalizmu Parsonsa.
Dahrendorf przeformułował myśl Marksa o środkach produkcji w kapitalizmie. Jemu bardziej idzie o przedsiębiorstwa. Uważa, że kapitaliści tracą – władzę nad firmami. Zyskuje je akcjonariat i zarządy. Władza posiadaczy nad firmami rozwadnia się. Czy nie mieliśmy tego dowód w kryzysie 2008? Rozproszony akcjonariat utracił władzę nad firmami i tam niewspółmierną rolę pełnił management. Ten kryzys jakby przewidział Ralf Dahrendorf.
Menedżerowie przejmują kontrolę nad przedsiębiorstwami
Ich stosunek jest jednak inny niż pierwotnych właścicieli. Tym interesuje się Dahrendorf. Menedżerowie, jako ludzie wynajęci, specjaliści są zdolni do rzeczowego i fachowego zarządzania firmami, ale z drugiej strony nie czerpią z firm takich zysków jak właściciele, akcjonariat. To tworzy inny stosunek emocjonalny.
Menedżerowie kształtują rodzaj nowej klasy społecznej – klasy menedżerskiej. Ona nie jest zależna od własności przedsiębiorstwa, ale nie są także tam mocno zależni związani z losem firm, którymi zarządzają. To ludzie do wynajęcia. Raz rządzą tą firmą, za jakiś czas inną firmą. Nie wytwarza się mocny emocjonalny związek.
Jak jest w naszych sądeckich firmach? Mamy właścicieli i jednocześnie menedżerów. Oni widać, że „gryzą trawę”. Ale są również wynajęci menedżerowie, którzy z wielkim oddaniem działają dla dobra firm. Oddaniem i determinacją. Sądecka spółka maszyn trakcyjnych jest takim przykładem. Menedżerowie są w stanie uczynić wiele dla sukcesu i pomnożenia zysków. Może nawet więcej niż akcjonariat.
Wynajęci menedżerowie mają także specyficzny stosunek do pracowników, inny niż pierwotni właściciele. Z jednej strony menedżerowie mają lepszy stosunek do pracowników niż właściciele. Nie zależy im tak na tak zwanym wyzysku, jak rozpisywał się Marks. Ale z drugiej strony mają stosunek do pracowników: bardziej racjonalny, wykalkulowany. To mniej namiętny i bardziej chłodny stosunek.
Oczywiście nie można tego generalizować. Bywa różnie. Dahrendorfowi chodzi jednak o inklinacje, tendencje. Na naszej sądeckiej ziemi jest także różnie. Mamy przykład wspaniałych, humanitarnych fachowców menedżerów, są także i czarne owce. Napiszmy wprost, zwykli nieudacznicy. Za dużo jest także w sądeckich firmach folwarcznych zwyczajów, takich wyciągniętych z sarmackiej Polski. Ale to się zmienia i sądecki biznes będzie mieć się jeszcze lepiej.
Ralf Dahrendorf miał duże nadzieję, że teoria konfliktu stanie się mocną alternatywą dla funkcjonalizmu i interakcjonizmu. Na nadziejach jednak się skończyło. Teoria konfliktu jest nadal lokalną teorią dla zwalistego funkcjonalizmu. Ale są tacy błyskotliwi autorzy jak Ralf Dahrendorf. Biblioteka publiczna z dużym wyczuciem zaoferowała nam tę pozycję do czytania.
PS
Czytajmy mądre książki.
Na pewno w rozumieniu Ralfa Dahrendorfa pomoże równoczesne słuchanie Erica Dolphy i zjawiskowego utworu Springtime. Czy ktoś jest w stanie zagrać tak na klarnecie basowym? Takim szerokim interwałem. Ze zjawiskową reprodukcją głosów ludzkich i zwierzęcych. To sprawia, że klarnet basowy … przemówił, zakrzyczał, zaryczał.





