Strona główna Twoje miasto

Sokrates w Nowym Sączu czyta „Społeczne zachowania” Homansa

CZĘŚĆ SIEDEMDZIESIĄTA TRZECIA

Otrzymałem zlecenie napisania kompilacyjnego wiersza, fraszki. Zlecili mi to pod Kasztanem. Zapłacili z góry, 200zł w jednym banknocie. Kto? Pewien efemeryczny miłośnik poezji Goethego z grupą starych kobiet. Te, które znamy.

To bardzo ryzykowne jest – takie pisanie. Można zbłaźnić się koncertowo. Gilotyna grafomanii bezlitośnie bowiem wyrównuje poziomy. Demaskuje możliwości…

Reklama

Aby pisać wiersze trzeba mieć odpowiedni rozmiar ego. Ja swoje ego wypchałem świeżą watą. I ta operacja dodała mi odwagi – do pisania.

Ale czy błazen może się zbłaźnić? Dla błazna najgorzej jest przybrać rolę … kapłana prawdy. Bez wątpliwości dojść do pewności. Zostać strażnikiem absolutu. Osiągnąć ekstremum krzywizny koła.

Ale przed tym przestrzegał już pewien polski filozof w 1959 roku. Zapamiętałem przestrogę.

Chodzę po sądeckim rynku. No i co robię? Piszę listy z nie-prowincjalnego miasta położonego na urokliwym płaskoniżu.

Chcę pisać, tak jak kiedyś pisał Herbert z oblężonego miasta.

Jestem zbyt sceptyczny, żeby pisać wesoło. Nie chce też być posępny jak inni. Dlatego pisuję w niedzielę.

Herbertowi wyznaczono rolę kronikarza dziejów oblężenia. Mnie roli nikt nie wyznaczał. Określiłem ją sobie sam.

To poślednia rola błazna. To jemu właśnie udaje się nieczęsto ugodzić nagą prawdę prosto w czoło. Przypadkowym… przypadkiem.

Piszę, ale w sumie to: nie wiadomo do kogo.

Czy zdołam napisać, choć trochę, jak Herbert Zbigniew? O oblężeniu Miasta? Nie uda się. To sprawa smaku i talentu.

Poza tym, kto Miasto oblega? Kiedy zaczął się najazd?

Czy najazd zaczął się wczoraj o świcie? A może dawno temu. Tak na przełomie Oświecenia i czasów szczerej wiary w Zbawienie.

Fantomowi najeźdźcy przypłynęli do Miasta czółnami o świecie. Płynęli Dunajcem pod prąd – czasoprzestrzeni.

Czy to jest w ogóle oblężenie Miasta?

A może my wszyscy – ja również – nieustannie zdajemy raport –  z obiektywnego istnienia?

Czas nas w Mieście uwodzi. Wielu cierpi nawet na zanik poczucia czasu.

Wieczory płynnie przechodzą w poranki w rytmie nieskończonych tygodni.

Poniedziałek: czekam na zmartwychwstanie. Ono nie wydarza się jednak – jaka szkoda! – bez progu śmierci. Ja ciągle żyję.

Wtorek: prezydent zagrał mecz piłkarski z żołnierzami wyklętymi – obrońcami miasta – tymi broniącymi flanki wschodniej Heleny.

Środa: grupa radnych – zwolenników ugody – wywiesiła białą flagę na wieży ratusza. Jeden radny, ze stronnictwa niezłomnych, chciał dokonać aktu samospalenia. Miasto coraz mniej chętnie … deklinuje promesę wiary.

Czwartek: grupa mieszkańców wyszła na sądeckie ronda. Padli wkrótce omdleni. Chodzili zbyt długo wokół. Zgubiło ich równoczesne patrzenie w gwiazdy. Wyspiańskiego czytali?

Piątek: Ksiądz Proboszcz wygłosił wstrząsające kazanie. Sobota: odnaleziono nieprzytomnego Księdza Proboszcza … na plebani. W dłoni dzierżył przedmiot intymny.

Niedziela: nie ma czystego powietrza. Odparliśmy szturm przy bramie wschodniej . Tej blisko kościoła Przemienienia Pańskiego. Rannych jest wielu. Kto ich policzy?

Wiem, monotonne to wszystko, nikogo nie zdoła poruszyć.

Unikam komentarzy. Emocje trzymam w karbach.

Piszę… O czym ja piszę? O wypadkach przedziwnych? O kontr-faktach.

Niczego nie chce donieść światu.

Gdy się dowiedzą, to będą: słać mąkę, worki otuchy, tłuszcz i dobre rady. My to wszystko już mamy w Mieście.

Herbert pisał o dzieciach. Tych wyhodowanych w procesie – oblężenia Miasta.

Nasze sadeckie dzieci nadal lubią bajki. I nie bawią się w zabijanie. To nie Ukraina.

Kto zaś marzy o zupie, chlebie i kości?

Nawet o tym nie marzą sądeckie psy i koty. W dyskoncie jest promocja karmy dla zwierząt domowych.

Wieczorami nie chcę wędrować po rubieżach Miasta

Szczególnie rano czuje granicę naszej niepewnej wolności.

Znowu wieczorem widzę szmat światła w oknach blokowisk Millenium.

To rodziny celebrują wieczory. Dzieci malują rysunki. Rozwiązują zadania z arytmetyki.

Mężowie całują swoje żony z czułością. Ojcowie dzieciom czytają bajki.

Tedy wieczorem uwolniony od faktów mogę pomyśleć.

Czy my zdajemy raport z własnego istnienia? A może jednak egzamin z obiektywnej rzeczywistości?

Miasto zaś tętni nie-rzeczywistą urodą. Anglicy mawiają sophisticated.

Miasto odpoczywa nocą – aby rano zamruczeć kruchym westchnieniem.

Wszystko nocą dzieje się płynnie – dzięki niezmordowanym kierowcom taksówek.

Oni wódkę kupują w Bryjowie. Za rzeką, na rubieżach Miasta.

Piją wódkę nieliczni. Głównie po odpartym szturmie najeźdźców.

I jest prawie koniec tego wierszyka. Ale jeszcze trzeba jedno podkreślić:

Nasze Miasto nigdy nie padnie. A jeśli nawet, to ocaleje jeden.

On nie przemieni się w nosorożca, jak straszył pewien rumuński dramaturg.

On będzie niósł nasze Miasto w sobie. Dokąd? Po drogach wygnania.

Gdzie można nas wygnać?

Na bezdroża infinitum – w przestrzeniach nicości.

Lepsza jest religijna wieczność, niźli fizyczna nieskończoność. To wiedzą w Mieście.

Geometria nieskończoności honoruje kwadraturę sądeckiego rynku. Na nasze szczęście.

A z tym oblężeniem Miasta to żart jest. Śmiejmy się z tego. My po prostu żyjemy…

Herbert pisze także o zdradzie. Myli się jednak.

Zdrada nie ma twarzy. Ona zrzuca wężową łuskę. O świcie?

O świcie w Nowym Sączu, to stare kobiety idą na Rynek Maślany.

My walczymy z entropią – bronią wymiany pokoleń.

Prokreacja nam sojusznikiem. A lubieżność uprawiamy ukrycie.

Ksiądz Proboszcz odejmuje pogrzeby od chrztów. Jesteśmy na plusie.

Więcej jest jednak wyjazdów niż wjazdów.

Ludzie szukają doświadczeń. Nie chcą monotonnej rutyny.

Doświadczamy interferencji czasu. Ten urywa się za horyzontem bycia – banalnie.

Cmentarze rosną. Maleje liczba – mieszkańców Miasta.

I tylko sny nasze nie zostały – dokończone.

Upokorzone zostało – trwanie w bezruchu.

A nadzieja wcale nie umiera ostatnia…

Kończę już ten wierszyk, bo idę do biblioteki. Czytać będziemy teorie socjologiczne XX wieku. To odpowiednie zadanie po lirycznym wzmożeniu.

Na bibliotecznym parapecie leżała sobie Social Behavior: Its Elementary Forms. Georg Homans napisał tę ważną pracę w 1964. Szmat czasu, ale to nadal fascynująca teoria. I Parsons i Homans kierowali wydziałem socjologii na Harvardzie.

Bardzo dobrze dobrana pozycja. Zwłaszcza po przeczytaniu Spencera i Parsonsa. Ten pierwszy odwoływał się do utylitaryzmu. Drugi zdecydowanie podważał utylitaryzm. Pamiętamy o co chodziło w utylitaryzmie. Idzie o pewien model człowieka i model działania. Tutaj chodzi o optymalny wybór środków do realizacji wybranych celów. Ogólniej, człowiek maksymalizuje własną korzyść i minimalizuje własne cierpienie.

Czytać to będę w miejscu, gdzie dochodzi do racjonalnej wymiany. Czyli idę na Rynek Maślany. Będę czytał tuż obok budynku straży pożarnej. To wszak instytucja bardzo pożyteczna. Ona realizuje wymianę na innym poziomie: bezpieczeństwa publicznego i indywidualnego.

W Społecznych zachowaniach Georg Homans przedstawia swoją Teorię Wymiany. Wedle niej, w rzeczywistości społecznej dochodzi do ciągłej wymiany dóbr pomiędzy jednostkami i grupami społecznymi. Czy to jest jakiś odkrywczy fakt? Nie, ale jeżeli dodamy, że to jest dominanta i zawsze jest „coś za coś”, to wielu zaprotestuje. Jest tylko interesowna wymiana i nie ma altruizmu, wypełnienia postulatów wynikających z wartości wyższych.

Jest jednak oczywista różnica pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem, na jaką wskazuje Homans. Człowiek to wszystko czyni świadomie, w procesie racjonalnego namysłu. Zwierzętami kieruje ślepy instynkt. Człowiek jest zaś świadomym uczestnikiem „gry”, która można nawet zredukować do gry rynkowej. W tej grze jednak dochodzi do wymiany na wszystkich poziomach, także wymiany zachowań i reakcji ludzkich.

Homans należał do grupy neoutylitarystów. To ci socjologowie, którzy przeczytali krytykę utylitaryzmu Talcotta Parsonsa. Potem zaproponowali światu wiązkę zmodyfikowanych koncepcji w duchu utylitarnym, nazwanych neoutylitaryzmem. Homans był ważnym oficerem tego kręgu i prądu myślowego.

To bardzo dobrze, że biblioteka publiczna w Nowym Sączu takie pozycje nam proponuje. Będziemy mogli lepiej zrozumieć procesy społeczne i to co jest w mieście realizowane. Może bardziej docenimy wysiłki Pana Prezydenta, A gdy wystąpimy z krytyką, to ona będzie lepiej umotywowana. To wzmocni naszą sądecką giełdę wymiany idei i wzbogaci dyskurs na sądeckiej agorze.

Pisze Georg Homans: „Zachowanie społeczne jest wymianą dóbr materialnych, ale i niematerialnych, takich jak symbole aprobaty i prestiżu.” W Polsce, na Sądecczyźnie tyle w ostatnich latach mówiło się zmianie redystrybucji godności. To mocno rymuje się z „aprobatą i prestiżem”, o której pisze Homans.

Georg Homans reprezentował nurt behawiorystyczny neoutylitaryzmu, czyli czerpał garściami z psychologii. Człowiek zachowuje się podobnie do zwierząt, do ssaków. Mocne. Tutaj możemy domyślić się stanowiska Księdza Proboszcza. Człowiek ma owszem ciało ssaka, ale ma także nieśmiertelną duszę i to go odróżnia od zwierząt. Poza tym jest epoka atropocenu, także w wymiarze religijnym.

Chcemy być inni, to znaczy lepsi od innych żyjących stworzeń i świata nieożywionego. A co proponują ateiści? Czy Ksiądz Proboszcz jest w stanie z czymś zgodzić się z Homansem? No dobrze, jest niedzielna taca. Ale czy to można wpisać w teorie wymiany? Już dawno Kościół nie sprzedaje odpustów. Wtedy można było mówić o „wymianie”. A obecnie nie ma przecież cennika przy obrządkach dla wiernych. Jest pokorne „co łaska”. I to w zasadzie rozstrzyga, czy na plebaniach i zakrystiach instalować kasy fiskalne.

Homans stawia na indywidualizm, a nie kolektywizm. Na redukcjonizm, a nie holizm. To jest takie anglosaskie. Jest zatem konkretny człowiek. Od niego zaczynają się stosunki społeczne. To powoduje psychologiczny przechył. No ale psychologizowanie jest w naszych czasach dość powszechne, a nawet modne. Bywa także nieznośne.

Czyli, ładnie pisząc, mamy tutaj podejście indywidualizmu metodologicznego. Działanie grupowe wynika z indywidualnych działań człowieka. Ważne dla Homansa są zachowania pierwotne i nieformalne. To zasadnicza sprawa. Zachowania pierwotne i nieformalne nie można odnieść do porządku instytucjonalnego. Punktem wyjścia nie są ogólne normy i wzorce. Jak to rozumieć?

Wyjaśnię to na przykładzie. Gdy Pan Prezydent podejmuje decyzję w oparciu o prawo samorządowe, konkretne zapisy. Rozwiązuje się umowę z podwykonawcą i on płaci karne odsetki. To mamy tutaj odwołanie się do systemu normatywnego. Ale już, gdy podwykonawca prosi Pana Prezydenta o litość i liczy na pobłażliwość. W tym momencie mamy zachowanie pierwotne o charakterze nieformalnym. Tak to definiuje Georg Homans. Teraz to już jest jasne.

Tak też odwoływanie się do norm ma charakter wtórny i instytucjonalny. Dla Homansa kluczowe znaczenie mają znaczenie odruchy pierwotne człowieka, te podstawowe dla każdego człowieka. To są takie proste odruchy. Gdy prosimy o litość, wyrozumiałość, współczucie.

Druga ważna sprawa teorii wymiany Homansa to pojęcie wartości. Przedmioty wymiany mają wartość. On wiąże z zagadnieniem nagrody i kary. One też posiadają wartość. Dlatego ten przykład, że Pana Prezydenta proszą w ratuszu, aby nie karał, aby nagrodził. To ciekawa cześć teorii Homansa. On formułuje 5 twierdzeń. I te warto po kolei przytoczyć.

Pierwsze twierdzenie mówi, że nagradzanie za konkretne zachowanie będzie skutkować powtórzeniem tego zachowania. To takie wzmocnienie. To zdaje się być truizmem. Ale Homans rozwija to i twierdzi, że stosunki pomiędzy ludźmi to taki system nagradzania i karania się wzajemnie. My karzemy i nagradzamy i inni ludzie nas każą i nagradzają. Wymieniamy się nagrodami i karami. To podstawa teorii Homansa: wzmocnienie i wymiana kar i nagród.

Drugie i trzecie twierdzenie jest także ciekawe. Idzie tutaj o częstość nagradzania. Ona wzmacnia i zachęca do powtarzania oczekiwanych zachowań. No i im większa wartość nagrody, to wzmocni to chęć do powtarzania nagradzanego działania. To także wydaje się oczywiste. Ale trzeba dostrzec tutaj tworzący się system wymiany i jego możliwe komplikację, poziomy i wielość możliwości.

Twierdzenie czwarte przypomina prawo użyteczności krańcowej w ekonomii. Homans rozumie to trochę inaczej, jako reakcje wzajemności. Im więcej otrzymujemy, to chcemy dać podobną nagrodę. Tak, ludzie oczekują odwzajemnienia. Oczekują także – proporcjonalności nagradzania (w karaniu już nie.) To wiąże się z poczuciem sprawiedliwości. Nie dotyczy to tylko kwestii ekonomicznych, ale i wyższych spraw, nawet miłości.

Homans radzi, aby przy tej wzajemności zmieniać rodzaj nagród, które serwujemy drugiemu. Zwyczajnie, nagrody mogą się znudzić. Warto o tym pamiętać. Brak odwzajemnienia, brak proporcjonalności, znużenie podobieństwem nagrody może skutkować złością i frustracją. Ileż to razy doświadczyliśmy tego? To jest sens twierdzenia piątego Georga Homansa.

Kończę czytanie i wracam na sądecki rynek. Jestem gotowy na wymianę. Mogę coś napisać w ramach ekwiwalentnej wymiany wartości. Za wierszyk otrzymałem 200 złotych. Ale na podstawie twierdzeń Homansa, głównie czwartego, oczekuję nagrody wyższej. Gdy zaś jej nie otrzymam, złamię piąte twierdzenie Homansa, nie wpadnę w złość.

PS

Czytajmy mądre książki.

Można również posłuchać o Raport z oblężonego Miasta Zbigniewa Herberta w interpretacji Gintrowskiego:

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj