Strona główna Twoje miasto

Sokrates w Nowym Sączu czyta „Studia w etnometodologii” Garfinkela

CZĘŚĆ SIEDEMDZIESIĄTA SIÓDMA

Czy my w Nowym Sączu możemy wyrwać się, odłączyć się od orwellowskiej części istniejącego świata? W tym kluczowa jest władza i wiedza. Taka „wiedzo-władza”. Władza nad tym, co człowiek będzie uważał za wiedzę. A nawet to co będzie wiedział i kiedy ta wiedza zostanie mu dostarczona. To umożliwi kontrolę nad zachowaniami, modelowanie ich. Takie możliwości posiadają tak zwane Big Techy. Nazywane są w skrócie GAFAM. Wiemy o jakie firmy chodzi.

Wcześniej jednak musimy zrozumieć, jaka jest różnica, a w sumie to zależność pomiędzy: danymi, informacjami, wiedzą, mądrością. Kolejność wymieniania nie jest przypadkowa. Dane są wszędzie. Dane o ludziach gromadzą Big Techy. Ich zbiory nazywane są big data. Big Techy opanowały obróbkę danych do perfekcji. To ma znaczenie dla zjawisk społecznych i socjologicznych.

Reklama

Dane zawierają treść, ale niekoniecznie sens. Ale dane po interpretacji stają się – informacjami. Nie możemy tego mylić, że dane i informacje to jest to samo. Nie jest. Mówi się „suche dane”. Informacje mają już interpretowaną treść.

Co dalej? Gdy posiadamy informacje to można rozpocząć – wnioskowanie.

To prowadzi do generowania – wiedzy. Nad wiedzą stoi już tylko mądrość. Ale ta w „gospodarce cyfrowej” nie jest taka ważna. Istotna jest inna umiejętność – monetyzacji informacji i wiedzy. Tak, tutaj także idzie o kasę! Ścisłej: o władzę i kasę. To wkracza na pole socjologii i psychologii społecznej.

Trzeba nam w Nowym Sączu poznać jeszcze dwa inne pojęcia współczesności. Cyfrowa destrukcja i cyfrowa transformacja. Ta pierwsza prowadzi do powszechnych zmian na rynku, w kulturze, w polityce, w ludzkich zachowaniach. Cyfrowa transformacja zaś to pewien proces, który uruchamiają firmy by nie ulec cyfrowej destrukcji. Transformacja jest w służbie przeciw destrukcji.

Jak radzą sobie w tych procesach sądeckie firmy?

Całkiem nieźle. Na przykład kolejowa spółka radzi sobie bardzo dobrze z IT i daleko jej do destrukcji. Cała Polska dowiedziała się o wyrafinowanych kompetencjach w walce z wrażymi konkurentami. Z destrukcją cyfrową? Tutaj raczej chodziło także o akumulację zysków. To nie jest jednak takie proste. Ale chapeau bas dla perwersyjnej przemyślności.

Niestety, daliśmy się zamknąć w „bańkach”. Jak kogoś zdefiniują jako „prawaka” albo „lewaka”, to serwują mu odpowiednie treści. One dodatkowo petryfikują przekonania. Trzeba nam to wiedzieć. A co z treściami? Co z artefaktami? Prosto idzie. Te wytworzone są traktowane jako istniejące. Nawet jeżeli są deep fake albo fake news.

A do tego wszystkiego pojawiła się – sztuczna inteligencja – AI.

Ona może zwiększyć władze i wpływy Big Techów. Poprzez AI można produkować nowe artefakty w sposób nieograniczony. To może zmienić świat. Do tego AI ma jedną cechę. Ona może udoskonalać się sama, bez ingerencji człowieka. Wtedy zacznie się dopiero dziać. Wszystko przyspieszy. Chodzi także o procesy społeczne.

Ale w jakim kierunku to wszystko zmierza? Zguby czy ocalenia? Mnie to już raczej nie dotyczy. Stary jestem. Wkrótce wymiksuję się z tego świata. Sprawa idzie o nasze dzieci i wnuki.

Czy można nam w Nowym Sączu brać tylko to co dobre ze świata? A zablokować zło płynące ze świata? Zbudować skuteczny firewall. A może Pan Prezydent z Księdzem Proboszczem coś na to zaradzą. Ale Oni zapewne odbywają regularne narady w tych sprawach. Ksiądz Proboszcz jako włodarz sacrum, a Pan Prezydent jako zawiadowca profanum. Tak dojdzie do synergii i 1+1 równać się będzie 3! A my Sądeczanie zostaniemy ocaleni.

Dlatego biblioteka publiczna podsyła nam książki z myślą socjologiczną?

To proste. Aby nas w Nowym Sączu przygotować, uwrażliwić. Dlaczego Pan Prezydent i Ksiądz Proboszcz nie pożyczają nam od dawna książek, a czyni to biblioteka publiczna? To właśnie Oni tak zadecydowali. Na początku intensywny proces edukacji filozoficznej i socjologicznej, a potem coś zostanie proklamowane. To idzie etapowo. Nie można tutaj niczego przyspieszyć.

Tutaj nie ma miejsca na uproszczenia. Potrzebna jest erupcyjna i innowacyjna kreacja. To zaś musi wpisywać się w dziedzinowe demarkacje i porządkową klasyfikację. Nie możemy pobłądzić. Entropia ciągle postępuje. To w sumie z nią walczymy. To wróg mocno konsekwentny. Wszystko dodatkowo podlega utlenianiu się. Pamiętamy o tym z drugiej zasady termodynamiki. Co my uporządkujemy, to entropia rozpieprza. Chciałem napisać grubiej, ale to mogą czytać dzieci.

Czytajmy zatem wytrwale, analizujmy.

Zacznijmy myśleć wielowarstwowo. Naśladujmy sztuczną inteligencję. Kwerendujmy! Mając to wszystko na uwadze udaje się bez zbędnej zwłoki do biblioteki, aby pochłonąć nową książkę socjologiczną. Napisać o tym. Sursum corda! Będziemy ocaleni. Odłączymy się od zła tego świata.

A jak przyjdą nam mroczne, depresyjne myśli, to trzeba przypomnieć sobie, że Pan Prezydent i Ksiądz Proboszcz ciągle naradzają się w tych ważkich sprawach. Nie jesteśmy sami. A może należy powrócić do koncepcji Noble Savage – szlachetnego dzikusa. Czytaliśmy Jean-Jacques Rousseau. A może powinniśmy nawet proklamować oświeconą autarkię? Kiedyś pisałem o koncepcji Sądeckiej Republiki Prawdy i Miłosierdzia. Trzeba nam do tego powrócić!

Poszedłem z pewnym wzruszeniem do biblioteki publicznej. A na bibliotecznym parapecie leży sobie i czeka na mnie, na nas. Co czeka? Harold Garfinkel. Studia w etnometodologii.  Czy to jest zaskoczenie? Nie jest. Należało spodziewać się tego. To kolejny prąd w socjologii powojennej. Garfinkel to ojciec tego nurtu. Studia są taką konstytucją etnometodologii.

Nazwa brzmi dość poważnie. Sprawa jest jednak dość prosta. Etnometodologia zajmuje się badaniami społecznymi nad porządkiem społecznym. Ten przedrostek „etno” odnosi się do – etnografii. Chodzi jednak o założenie główne, że porządek społeczny jest tworzony w oparciu o wiedzę potoczną. Jej posiadacze są kompetentni do wzajemnego interpretowania własnych zachowań.

To dzięki zachowaniom rutynowym i pozarefleksyjnym, tworzony jest społeczny ład. Powstają struktury interakcji i znaczenia. Jest i fenomenologia. Tak, ta od Edmunda Husserla. To już poważna sprawa, ale Garfinkel wziął z Husserla – przeżywanie świata. A także analizowania naszej wiedzy o świecie. Tego co jest nam dane – bezpośrednio.

Etnometodologia to metoda poznawania jakiegoś ludu, jakiejś kultury.

Co jednak ciekawe, to etnometodologia nie zajmuje się badaniem obcych kultur, ale własnej kultury. Ważne jest, aby umieć zdystansować się wobec własnej kultury, którą się bada. Trzeba własną kulturę potraktować jak obcą. Trzeba dokonać denaturalizacji. Odrzucić założenia. Przyjrzeć się światu, fenomenologicznie, tak jak on nam jawi się.

No i co? Poczułem się trochę, jak etnometodolog. Przecież badam od jakiegoś czasu zjawiska i stosunki społeczne w Nowym Sączu. Dystans do materiału badanego posiadam. Etnometodolog powinien także poddawać w wątpliwość to co jest oczywiste. Staram się tak czynić. Trzeba także badać działanie ludzkie. A czy ja nie badam działania Pana Prezydenta i Księdza Proboszcza? Zatem?

Idę czytać Garfinkela wprost na Rynek Maślany.

Tam dobrze czuć codzienność i rutynę. To podobna podstawa porządku społecznego. Czyli także u nas w Nowym Sączu. Tak jest wedle założeń etnometodologii. Gdy będziemy zatem przebudowywać Rynek Maślany, to trzeba jakoś uwzględnić etnometodologię. Inna rzecz, że na rynku czuć etniczność, zderzenie miasta i sądeckiej wsi.

Ważne jest i to, że Garfinkel odnosił się gęsto do Talcotta Parsonsa, jego funkcjonalnego modelu. Czy krytycznie? Raczej nie, to było prędzej konstruktywne uzupełnienie. Parsons był zresztą takim odniesieniem dla wielu koncepcji socjologicznych drugiej polowy XX wieku.

Codzienność, oczywistość, rutyna tworzą bezrefleksyjną – wiedzę. Garfinkelowi chodzi o dotarcie do głębszych motywacji lidzkiego działania niż te, które wskazał Parsons. To ambitny cel. W zasadzie klucz do zrumienia etnometodologii. Czytam i nie mogę doczekać się, jaki będzie tego wynik. 

Co jest ważne? I na czym polega ten zwrot?

Chodzi o to, że pomiędzy ludzką intencją a działaniem nie ma takiej płynności, jak na wskazywał Parsons, ale i inni teoretycy teorii racjonalnego działania. Działania nie można sprowadzić do tego w co ludzie wierzą i o czym myślą. To uproszczenie. I tak oświadcza Harold Garfinkel.

Ludzie nie są wykonawcami swoich własnych norm, wartości i kalkulacji. Podejmują decyzję o działaniu pod wpływem bardzo wielu czynników. Także tych sytuacyjnych okoliczności. Mogą mieć także wpływ na działanie ludzkie nieświadome poglądy, takie rutynowe i bezrefleksyjne. To potwierdza także współczesna psychologia społeczna.

Drugi zarzut wobec Parsonsa formujący teorię etnometodologii Garfinkela to:, że normy i wartości podlegają interpretacji. Tych dokonuje każdy człowiek. To nie brał pod uwagę Parsons, a wedle Garfinkela trzeba to uwzględnić. Powiązanie norm i faktów nie jest proste. To wymaga indywidualnych interpretacji.

Ale ludzie żyjąc na co dzień nie dokonują serii interpretacji norm i wartości. Oni działają rutynowo, posługują się w życiu codziennym takim „automatycznym pilotem”. Garfinkel twierdzi, że to jest dobre właśnie. Gdyby bowiem wpadać w namysł nad źródłem każdego z codziennych działań, to aktywność zostałaby sparaliżowana.

Trzeba nam zatem wybierać nad czym się należy zastanawiać i interpretować. Nie można zastanawiać się nad wszystkim. Doszłoby do przeciążenia. Ale wybierając odpowiednio ważne sprawy możemy je lepiej przeanalizować, aby dokonać decyzji. Inna sprawa, czy słusznie wybierane są sprawy i czy decyzje są dobre.

W te sprawy może wkroczyć AI wykorzystująca big data.

Czy to możliwe, że będziemy mieli takiego indywidualnego doradcę? Kiedyś nie można było sobie wyobrazić, że będziemy mieli w kieszeni swój przenośny telefon, który stał się smart. To dlaczego nie wyobrazić sobie, że będziemy posiadać wirtualnego doradcę AI. Tylko: kto będzie tego doradcę „programował”? Big Techy? Strażnicy republiki? A może Watykan?

Przy tym wszystkim możemy teraz pojąć na czym polega proces zarządzania miastem, takim jak Nowy Sącz. Ile dziennie spraw musi rozstrzygać Pan Prezydent. Jak on dokonuje selekcji spraw, nad którymi pochyla się szczególnie? Które ze spraw deleguje swoim zastępcom? Przecież Pan Prezydent nie decyduje bezpośrednio: ile papieru toaletowego zakupić do ubikacji w magistracie. To wszystko jest takie niesamowite i fascynujące.  

No i jest kolejna sprawa.

Chodzi o porządek społeczny. Dla Parsonsa wynika on z konsensusu pomiędzy ludźmi, ale uwzględniał on także konflikt społeczny. Ten wedle Parsonsa daje się rozwiązać. Garfinkel twierdzi inaczej. Porządek społeczny może istnieć mimo konfliktów społecznych, które nie są rozwiązane. No właśnie. To dość proste jest i Garfinkel ma chyba rację.

Istnieje zatem „coś innego” niż system wartości, który może zapewniać porządek społeczny. To „coś innego” działa i zapewnia porządek społeczny mimo istniejących konfliktów społecznych. Można to „coś” zdefiniować jako imponderabilia. To jest kluczowe dla etnometodologii.

Garfinkel i etnometodologia nazywa to „coś” jako – bezrefleksyjną wiedzę. To nią właśnie trzeba odkrywać w pracy socjologicznej. Trzeba tę wiedzę demaskować i unaoczniać. Tak bezrefleksyjna wiedza stanie się jasna. Dzięki temu można będzie zrozumieć, jak funkcjonuje „ludzkie mrowisko”.

Czyli moje „badania” prowadzone w Nowym Sączu mogą się przydać na coś więcej niż „psu na budę”. A gdyby tak w te badania włączyły się nasze sądeckie szkoły wyższe? A może nawet Rada Miasta przeznaczyłaby jakiś „budżecik” na te badania? Miałem kiedyś „układ” z tymi dwoma radnymi, którzy onegdaj ścigali mnie po mieście, chcąc mi wręczyć tarczę herbową miasta. Ale ja im chyba przez ten pościg podpadłem.

Bezrefleksyjną wiedzę można badać dzięki eksperymentom społecznym.

Dzięki nim właśnie etnometodologia stała się spektakularna. Powstawały swoiste happeningi. Ich zasada było zaburzanie istniejących sekwencji społecznych, owej bezrefleksyjnej wiedzy, którą kierują się ludzie.

Tak tworzyły się „dziwne sytuacje” i obserwacje, co ludzie wówczas robią, jak reagują. Garfinkel obserwował, jakie będą reakcje podczas gry w szachy, gdy jeden z graczy będzie łamał zasady gry. Chodziło o normalizację tego co odbiegało od zasad. Jak próbowano przywrócić porządek, to interesowało Garfinkela.

Trzeba nam w Nowym Sączu zacząć organizować takie eksperymenty społeczne w trybie happeningów. Ja kończę czytać Studia w etnometodologii Harolda Garfinkela i udaje się na rynek główny. I przeprowadzę jakiś pierwszy eksperyment społeczny w naszym mieście. Tylko jaki? Po drodze zastanowię się.

A gdybym tak każdemu idącemu po sądeckim rynku podawał rękę patrząc prosto w oczy? Czy zostanę uznany za szaleńca? Co z tego wtedy wyniknie? Chodzi przecież o fraternite w Nowym Sączu.

PS

Czytajmy mądre książki.

Można posłuchać czegoś. W dniach olimpiady w Paryżu trzeba nam posłuchać czegoś światowego, ale także francuskiego. Popołudnie fauna Claude Debussy w ikonicznym wykonaniu orkiestry angielskiej, którą prowadzi Leopold Stokowski. Stanie się soczyście i impresjonistycznie, miejscami namiętnie…

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj