Reklama
Wczorajszy dzień zapowiadał się na tak długi, że postanowiłem przebrać się za siebie samego. I nikt mię nie rozpoznał…
Spotkania z Zieloną Wróżką, jak zwykle, kończą się dobrym snem, feerią barw, niepamięcią, słowami, których nie mogę złapać – zegarmistrz, baletmistrz, zapach gumy, muzyka, miauczenie kociaka i warczenie szczeniaka, macki ośmiornicy i fajne berety – co ja plotę, o rety!
Myślami krążę nad głową i wplątuję się w Twe włosy ułożone w mój ulubiony kok. Tam siedzę i czytam listy Rilkego do Lou Salome, oglądam stare zdjęcia…
I wracam, gdy Panna przynosi kawę. „I tiramisu. Nie zapominaj o nim”…
Reklama








