Strona główna Materiał promocyjny

Pozorna ochrona czy realne wsparcie? Kulisy szkolnych polis NNW okiem praktyka

materiał promocyjny

Jak naprawdę działa szkolna polisa i na co zwrócić uwagę. dziecko z tornistrem na plecach

Co roku we wrześniu powtarza się ten sam scenariusz. Wracamy z pierwszego zebrania z listą wydatków, a na niej – obok składek na komitet i ksero – widnieje ubezpieczenie szkolne. Zazwyczaj płacimy te kilkadziesiąt złotych bez zastanowienia, podpisujemy listę i mamy poczucie, że temat bezpieczeństwa dziecka jest „odhaczony” na cały rok.

Niestety, brutalna prawda wychodzi na jaw dopiero wtedy, gdy młody człowiek spadnie z drabinki, połamie rękę na rolkach albo wybije ząb na rowerze. Wtedy okazuje się, że przelew od ubezpieczyciela ledwo starcza na lepszą ortezę i jedną wizytę u prywatnego ortopedy.

Pierwsza i najważniejsza rzecz, o której wielu rodziców nie wie: ubezpieczenie w szkole nie jest obowiązkowe. Ani dyrektor, ani wychowawca nie mogą nikogo zmusić do zakupu polisy. Szkoła jedynie podsuwa ofertę, którą wybrała rada rodziców, ale każdy opiekun ma pełne prawo powiedzieć „dziękuję, wybiorę ubezpieczenie sam”.

Jak naprawdę działa szkolna polisa i na co zwrócić uwagę

Dlaczego warto to przemyśleć? Szkolne pakiety są tanie, bo muszą pasować do kieszeni każdego rodzica, ale w parze z niską składką idzie bardzo niska suma ubezpieczenia – często wynosi ona zaledwie 10 000 lub 15 000 zł. Zasada działania takiego ubezpieczenia jest prosta: za każdy procent uszczerbku na zdrowiu dostajemy dokładnie taki sam procent z tej sumy. Jeśli lekarz orzecznik uzna, że złamana ręka to 3% trwałego uszczerbku, z polisy na 10 000 zł dostaniemy równe 300 zł. Każdy, kto choć raz musiał pilnie zrobić dziecku prywatne USG, kupić lekki gips i opłacić kilka godzin rehabilitacji, wie, że 300 zł znika w aptece i gabinecie w jeden dzień.

Dobre ubezpieczenie powinno działać jak prawdziwa poduszka finansowa, a nie symboliczne odszkodowanie. Kluczowe są dodatki, które pokrywają realne rachunki: zwrot kosztów prywatnego leczenia, opłacenie rehabilitacji po wypadku czy odbudowa zębów stałych, co u dzieci w wieku szkolnym jest plagą i potrafi kosztować fortunę. Równie ważny jest sport. Jeśli dziecko po lekcjach chodzi na treningi piłki nożnej, basen, taniec czy sztuki walki, podstawowa polisa ze szkoły najczęściej nie zadziała, bo traktuje to jako „sport wyczynowy”, który wymaga osobnego rozszerzenia.

Reklama

Co istotne, dobrze dobrana polisa chroni dziecko przez całą dobę, 365 dni w roku – na lekcjach, w domu, na placu zabaw, na wakacjach i podczas wycieczek. Różnica w cenie między podstawową „szkolną masówką”, a solidną polisą indywidualną z wysoką sumą (np. 50 000 czy 100 000 zł) to często koszt dwóch dużych pizz w skali całego roku. Warto poświęcić chwilę na wybór ochrony, która w razie pecha faktycznie zdejmie z rodzica ciężar finansowy, zamiast dokładać stresu.

Jeśli nie masz pewności, czy oferta podsunięta w szkole faktycznie zabezpiecza Twoje dziecko, albo chcesz sprawdzić, jak za podobne pieniądze zyskać znacznie wyższe sumy i szerszy zakres – zapraszam do kontaktu i niezobowiązującej rozmowy.

Polisonet

📞 +48 882 122 750
✉️ [email protected]
🌐 www.polisonet.pl

(materiał promocyjny)

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj