(No, nie było bursztynów. Żadna muszelka też nie leżała na plaży. Wiesz, wszędzie, gdzie spojrzysz piasek. Tak, wsypywał się do butów. Były łabędzie, ale ptaków przecież nie lubisz, bo srają – tak mówisz. I ciągle powtarzasz, że jak już mają skrzydła, to niech latają i przeganiasz je kopniakami. Tak. A może być odbicie nieba w morzu? Stałem wtedy na molo i układałem w głowie list do ciebie. Nie, nie wysłałem go. Nawet nie „przelałem” tego na papier. Przecież wiesz, że wolę do ciebie mówić i patrzeć w twoje oczy, kiedy niepewnym ruchem dłoni poprawiasz ten niesforny kosmyk włosów, który zawsze opada na policzek… „Następnym razem Ty mi go poprawisz, dobrze?”)

Reklama








