Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski (KO) został odwołany w niedzielnym referendum – wynika z oficjalnych wyników podanych przez Miejską Komisję ds. Referendum. Frekwencja okazała się natomiast za niska, by odwołać radę miasta.
Wniosek referendalny dotyczący odwołania prezydenta Krakowa oraz Rady Miasta, poparty ponad 130 tysiącami podpisów mieszkańców miasta, został złożony do komisarza wyborczego w marcu br. Inicjatorzy – grupa mieszkańców przy wsparciu przeciwników Koalicji Obywatelskiej z PiS i Konfederacji – zarzucali Miszalskiemu m.in. niespełnienie wyborczych obietnic, zadłużenie miasta, kolesiostwo, zasady związane z wprowadzeniem strefy czystego transportu, podwyżki cen biletów za komunikację, wydłużenie godzin płatnego parkowania oraz uprawianie propagandy sukcesu za publiczne pieniądze.
Termin referendum w Krakowie wyznaczono na 24 maja. W trakcie kampanii referendalnej prezydent Miszalski (szef KO w Małopolsce) i politycy tej formacji prowadzili kampanię zniechęcania mieszkańców do udziału w procesie demokracji bezpośredniej. Jednocześnie atakowano personalnie inicjatorów referendum i ich rodziny oraz „produkowano” dziesiątki fałszywych informacji i materiałów. Natomiast kampania zwolenników odwołania prezydenta koncentrowała się na zmobilizowaniu Krakowian do pójścia do urn.
W Krakowie liczba osób uprawnionych do głosowania wynosi 585 tys. Zgodnie z przepisami aby referendum było ważne, głosować musiało co najmniej 158,5 tys. uprawnionych (czyli minimum 3/5 liczby osób biorących udział w wyborze prezydenta miasta w II turze). W przypadku rady miasta wymagana do ważności minimalna liczba głosujących musiała wynieść niemal 180 tys.
Według podanych w poniedziałek oficjalnych danych, frekwencja w niedzielnym referendum za odwołaniem prezydenta Krakowa wyniosła 29,99 procent (176,228 głosów). Oznacza to, że referendum jest ważne i rozstrzygające – za odwołaniem Miszalskiego zagłosowało ponad 171 tys. osób. – Zgodnie z obowiązującymi przepisami, mandat Prezydenta Miasta Krakowa wygasa z dniem ogłoszenia protokołu komisarza wyborczego w Wojewódzkim Dzienniku Urzędowym – informuje biuro wyborcze.
Do czasu wyznaczenia przez premiera komisarza miasta obowiązki prezydenta będzie pełnił sekretarz miasta Krakowa Antoni Fryczek. Następnym krokiem będzie ogłoszenie terminu przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa, które powinny odbyć się na przełomie sierpnia i września.
Natomiast w głosowaniu w sprawie odwołania Rady Miasta Krakowa, w której większość ma KO i Nowa Lewica, frekwencja wyniosła z kolei 29,97 procent (168,010 głosów). Rada nie została odwołana.
W ocenie komentatorów skuteczne odwołanie prezydenta Krakowa może zachęcić przeciwników Koalicji Obywatelskiej do podejmowania kolejnych prób odwołania prezydentów innych miast rządzonych przez przedstawicieli tej formacji. Nie jest wykluczone, że nastroje referendalne odżyją także w Nowym Sączu, rządzonym przez bezpartyjnego Ludomira Handzla przy wsparciu KO.
Nieśmiałe wypowiedzi o konieczności przeprowadzenia w mieście referendum odwoławczego pojawiły się jesienią ubiegłego roku, po zatrzymaniu prezydenta i jego zastępcy oraz zawieszeniu w czynnościach w związku z prowadzonym przez Prokuraturę Europejską postępowaniem dotyczącym nieprawidłowości przy jednym z unijnych przetargów. O możliwości zorganizowania referendum mówił m.in. europoseł PiS Arkadiusz Mularczyk, w przeszłości poseł i radny Nowego Sącza i jeden z głównych oponentów Handzla. Na moment pojawiła się także „obywatelska inicjatywa referendalna”, tworzona m.in. przez działacza Konfederacji Korony Polskiej, ale nie prowadziła poważniejszych działań.
Z kolei sądeccy politycy KO, podobnie jak ich koledzy z centrali, także starali się zniechęcać Krakowian do udziału w referendum, opowiadając o tym, jak dobrego prezydenta ma to miasto. Natomiast sprawie niedzielnego referendum ani razu publicznie nie wypowiedział, choćby jednym zdaniem, Ludomir Handzel.
Ale niemal pewne jest, że przyjąłby taką samą taktykę jak jego sojusznicy z KO, gdyby do referendum w Nowym Sączu doszło w trakcie jego kadencji. Zresztą od dawna ma pod ręką, podobnie jak Miszalski, szereg narzędzi do obserwowanego w ostatnich tygodniach w Krakowie atakowania przeciwników i wywierania wpływu na lokalną opinię publiczną. Nowosądecki Ratusz ma swoje wydawnictwa, ekipę do masowego produkowania „rolek” przy każdej możliwej okazji, sporo sprzyjających tytułów bezkrytycznie powtarzających urzędowy przekaz a nawet sieć hejterskich kont w mediach społecznościowych. Wszystko, żeby zachęcać do bojkotu hipotetycznego głosowania.
Zresztą namiastkę stosunku ekipy prezydenta Nowego Sącza do instytucji referendum mieliśmy w lipcu 2022 roku przy okazji lokalnego głosowania w sprawie „sposobu zagospodarowania odpadów komunalnych na terenie miasta Nowego Sącza” czyli m.in. budowy spalarni śmieci przez firmę Newag tuż obok dużego osiedla. Referendum urządzono w środku wakacji, bez szerszego informowania ze strony władz i Urzędu Miasta o wydarzeniu.
Jak pisaliśmy wówczas, Handzel początkowo pierwszy zasugerował przeprowadzenie referendum w momencie, gdy coraz głośniej był oskarżany o sprzyjanie inwestorowi.
Oddajmy głos mieszkańcom – przekonywał choć potem już się w tej sprawie nie wypowiadał ani nie wykonał żadnego ruchu zachęcającego mieszkańców nawet tylko do wzięcia udziału w ważnej w demokratycznych społeczeństwach formie wypowiedzenia się mieszkańców. Na koniec, gdy w głosowaniu wzięło udział nieco powyżej 4 tysięcy mieszkańców (frekwencja 6,59 proc.) i referendum było nieważne, prezydent modelowo odwrócił kota ogonem. W poście zamieszczonym w mediach społecznościowych napisał: „60 909 – głosowało ZA wybudowaniem Instalacji Termicznego Przetwarzania Odpadów Komunalnych w Nowym Sączu lub nie zaprotestowało w postaci głosów na NIE. Tylko 3,82 % mieszkańców jest przeciwnikami budowy ITPOK”.
Warto też przypomnieć, że obecne odwołanie władz w drodze referendum to w Polsce rzecz niemal niespotykana. W ostatnich latach udało się to tylko raz, w ubiegłym roku w Zabrzu. W pozostałych przypadkach głosowania są nieważne, z powodu zbyt niskiej frekwencji.
Natomiast w Nowym Sączu w 2020 roku próba organizacji referendum skończyła się na etapie zbierania wymaganych do złożenia wniosku do komisarza wyborczego podpisów. Komitet referendalny, złożony głównie ze zwolenników prezydenta Ludomira Handzla, chciał odwołania Rady Miasta. Twierdzono m.in. że szkodliwy dla miasta jest brak współpracy między większościowym klubem radnych Prawo i Sprawiedliwość – Wybieram Nowy Sącza a prezydentem Ludomirem Handzlem. Komitet w ciągu przewidzianych przepisami 60 dni nie zdołał zebrać wymaganej ilości podpisów (10 procent uprawnionych do głosowania) czyli około 6,5 tys. podpisów. Do złożenia wniosku brakło kilkuset podpisów.
(JO)




