Strona główna Twoje miasto

Ja – Adalbert Necma: pij, pij siostro i bracie!

Z cyklu(5): Pucu! pucu! chlastu! chlastu! (mk); motto: Bez poczucia humoru nie czytaj – szkoda oczu!

Pij, pij siostro i bracie!

Szlachetnie nawodniony Panie Redaktorze!

Słowo się rzekło – „kobyłka u płota” (lub coś koło tego). Przyrzekłem, że wrócę do kanikuły, to wracam.

Słowo przywędrowało do nas z języka mocno starożytnego, dzisiaj tylko watykańskiego (łacina), i właściwie oznacza psa płci żeńskiej, czyli suczkę. Jeżeli Szanowny Redaktor będzie się upierał, że chodzi ogólnie o psa, to ja się zgadzam – może być. Ważne, żeby właściwie go używać. Można oczywiście podejść do osobnika, który ma luźny kontakt z rzeczywistością i zapytać „masz pan kanikułę?”. Nam, oczywiście, chodzi o psa dowolnej rasy, bo przeczytaliśmy „ Przygody dobrego wojaka Szwejka”, który handlował psami. Możliwe, że nasz rozmówca nie zrozumie naszej szlachetnej intencji i uruchamiając ręce, przejdzie na język migowy, którego z kolei my nie rozumiemy. To nie jest już tak istotne, ponieważ teraz to my tracimy kontakt z rzeczywistością. Po pewnym czasie budzimy się w objęciach szpitalnej medycyny. W ten sposób zyskujemy dodatkowy czas w życiorysie, na refleksje natury językowej i społecznej. A wszystko to zawdzięczamy urokowi rzeczonego słowa: kanikuła.

Tak „po ludzku” chodzi o upał, ale też o to, co teraz mamy; a mamy czas kanikuły, czyli przerwę w szkole, pracy i wszelkich innych uciążliwościach – osobistych nie wyłączając. W wakacje wszystko zdarzyć się może!

Reklama

Językowo jesteśmy załatwieni (patrz wyżej) – bo w gruncie rzeczy nie o język chodzi, ale o to, że już w Grecji (starożytnej) w czas kanikuły, na jednej z wysp mordowano wszystkie psy i składano je w ofierze lokalnym bogom. Istnieją podejrzenia, że to z powodu gorąca, bo w czas chłodniejszy mordowano tylko siebie – ludzi. Od czasów bardziej nam piśmiennych, bo od XVI wieku znamy (niestety) notatkę o tym, że w Polsce, w czas kanikuły, można się spodziewać obłędu ludzi! I to się – cholera – zachowało!

Pan Redaktor pamięta: na zewnątrz 30 stopni w cieniu − kanikuła; a tu „telewizja pokazała, a uczeni podchwycili… (to z Salonu Niezależnych), że: „policjanci zaglądają kobietom w majtki” (sic!); „kraj w ruinie, a inflacja zjada całe społeczeństwo”; „zło się skończy, jak rozgrzani ludzie ostatecznie ostygną”; „dzisiaj jeden smród od piastowskiej korupcji”; „ w dzień po, zaorzemy i posadzimy wszystkie głowy”; „ nasza planeta się zadymia i dlatego umrze”. Aż chce się cytować dalej… Salon Niezależnych; a szło to tak: „Usia siusia Cepeliada w ogródeczku panna Mania / Chmurka się przejęzyczyła jaja nie do wytrzymania”. Genialne – a tu 30 stopni i nie odpuszcza: kanikuła.

A gdzie to, a po co, a któż to tak gra? Spieszę i odpowiadam: to jakiś przystojnie posiwiały, podobno mężczyzna (kto to teraz wie?), za to pod krawatem, czyli z założenia „mniej awanturujący się”; to jakaś telewizyjnie wymalowana bogini, ze skrzekliwym sopranem; to jakaś pojedyncza młodzieżówka, w wieku tuż, tuż przed poczęciem, z cechami obojga rodziców; czyli całkiem duża, gadająca grupa.

Pan Redaktor pamięta – już w XVI wieku kanikuła i obłęd. Cholera – dalej grzeje!

No to teraz o sobie. Zdarzyło się, że zawędrowałem do miasta znanego, ale nie tak bardzo. Lekko oszołomiony nowością turystyczną wmieszałem się w nurt podążających ku. A grzało! Wartki nurt przechodniów zaprowadził mnie do czegoś na kształt placu. Gwar, gwizdy, gwiazdki, ale nie była to Ameryka. Na kolistej przestrzeni (myślałem, że do tańca) pojawił się gość – artysta: ale nie. Miał koszulę z podwiniętymi rękawami i mikrofon w rękach. Nie zaśpiewał – zagadał i zamachał. Podobało się; brawa, oklaski, aż doszło do fragmentu z opresją. Uskarżał się (bidula), że otacza go trudna, dramatyczna sytuacja: rano opresja, wieczorem opresja, a pomiędzy… opryszczka. Ogólne brawa.

Pan Redaktor pamięta – już w XVI wieku kanikuła i obłęd. Cholera – dalej grzeje!

Pomieszało się wszystko: góra z dołem, mądrość z głupotą, czarne z białym. W zdarzenia, te prawdziwe, autentyczne, nikt już nie chce wierzyć. Kłamstwo stało się prawdą. Wierzy się – co najwyżej – „zmyśleniom prawdziwym”. I jak to wytłumaczyć, że zamiast letniej sjesty wolimy: marsze, spędy, kłótnie, wrzaski i inne takie sympatyczne naparzanki?

A wszystko w czasie (bywało!) wypoczynku. W przyrodzie jest czas kwitnienia i przekwitania, deszczu i suszy, burzy i łagodnego wiatru; tylko w zachowaniu ludzi wszystko może być pomieszane. I jest: chaos, upał, kanikuła. Pan Redaktor pamięta – obłęd!

Na szczęście są wyjątki. Z tego oszalałego pędu wyłamał się (jak donosi przysłana mi lokalna prasa) Jaśnie Panujący Prez. Miast. NS. Otóż oświadczył, że on się nigdzie nie wybiera, ani tu, ani tam. Zostaje na miejscu, i niech go nikt nie rusza, ani podejrzewa – nawet w czas wyborów. Siła spokoju i przewidywania.

Na koniec może Szlachetnie Zaniepokojony Pan Redaktor zapytać: czy jest jakiś ratunek na ten obłęd czasu kanikuły? Otóż jest – woda: żywa, zimna woda. Zalecam to Panu i osobom życzliwym: pij siostro i bracie – w czas obłędu i kanikuły − pij… zimną wodę! Może to coś da.

Nawodniony z nadzieją i nie tylko Ja – Adalbert Necma

PS.

  1. Ten cytowany Salon Niezależnych polecił mi przypadkowo poznany starszy pan, biegły w niegdysiejszych kabaretach – bo dzisiaj sztuki kabaretowej (według niego) już nie ma. Czuję się zobowiązany i też gorąco polecam! A cytaty pochodzą z piosenki pt. „Telewizja”.
  2. Wszystkie przytoczone sytuacje to „prawdziwe zmyślenia”, bo rzeczywistej rzeczywistość nie da się opisać. Nie ma takiego pióra, a i tak krzycząca większość (?) w prawdę nie wierzy. Sam termin, i jego rozumienie pożyczyłem od Marka Hłaski.
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj