
Lubimy patrzeć w przeszłość, szczególnie w „okrągłej” perspektywie czasu. Dlatego pragnę Czytelników zaprosić do podróży w czasie. Cofamy się do Nowego Sącza roku 1906. Był to niezwykle ciekawy czas, obfitujący w wiele wydarzeń, które znamy z ówczesnej prasy.
W tym okresie sporo nowości pojawiło się w przestrzeni miejskiej. Do inwestycji związanych z tym rokiem należy zaliczyć most na ul. Tarnowskiej oraz przede wszystkim budowę szpitala powszechnego. Te dwa tematy zasługują na osobne teksty. Zmienił się również podział administracyjny Nowego Sącza. W 1906 r. wyodrębniono dzielnice: Śródmieście, Grodzkie, Kaduk, Granice, Wólki, Pastwiska-Gorzków, Młyny Hamry, Piekło.
Gorąco było w polityce – przede wszystkim powiatowej
Do głosu dochodzili chłopi, którzy pod wodzą Potoczków mieli ochotę przejąć władzę nad radą powiatową. Ich głównymi wrogami byli mieszczanie. 20 kwietnia 1906 r. odbyło się posiedzenie rady powiatowej, na którym starosta Władysław Jarosz nie udzielił głosu notariuszowi Florianowi Obmińskiemu, znanemu zwolennikowi chłopów i Potoczka. Starosta powiedział notariuszowi: Milcz Pan i siadaj na miejscu (…) Ja nauki od Pana nie potrzebuje, jestem na to za stary. Obmiński oczywiście odwoływał się od takiej decyzji, a razem z nim 14 radnych chłopskich.
Jak donosiła sprzyjająca chłopom prasa Jarosz skazał notariusza na trzy dni aresztu. Po odbyciu tej niesłusznej politycznej kary, Obmiński pojechał do Wiednia, gdzie szukał bezskutecznie sprawiedliwości. Marszałek powiatu, Władysław Głębocki próbował wyciszać i łagodzić wojny polityczne między chłopami a mieszczanami, ale bezskutecznie. Jeszcze w 1906 r. Obmiński napisał artykuł ilustrujący teraźniejsze kozackie chryje wyborcze starosty Jarosza. O sprawie donosiła nawet prasa krajowa, a starosądecki notariusz wyrastał na gwiazdę i męczennika lokalnej polityki.
W imieniu chłopów Ignacy Daszyński oraz inni posłowie 27 kwietnia 1906 r. złożyli do ministerstwa spraw wewnętrznych interpelację, w której charakteryzowali politykę powiatową Jarosza:
Starosta i radca namiestnictwa Jarosz w Nowym Sączu należy do tych politycznych urzędników, którzy znakomicie nadają się do Turcyi lub środkowej Azyi – ale nigdy do konstytucyjnych państw europejskich. On żyje jeszcze ciągle w tem mniemaniu, że dla niego nie istnieją żadne ustawy, a gdy on tylko wybory do sejmu i Rady Państwa przeprowadzi wedle życzenia namiestnika we Lwowie, jest w każdym wypadku bezkarnym panem, paszą w swoim powiecie. Jego postępowanie obciążone jest także wieloma bezprawiami, które on niestety, popełnia jako zastępca namiestnika, nadto dopuszcza się w urzędowaniu mnóstwo szykan, które zabijają wśród ubogiej ludności każdą myśl prawem dozwoloną, utrudniając życie tej ludności i znaczną liczbę poważnych osób doprowadzają do zwątpienia.
Tymczasem Jarosz zaczął występować ostro nie tylko przeciwko chłopom, ale także socjalistom. Zabronił odczytu o Mikołaju Koperniku na Uniwersytecie Ludowym, oskarżano go o popieranie korupcji w kahale żydowskim i wielu innych nadużyć. Właściwie prasa kreowała go na wroga publicznego nr 1, a w 1906 r. wyśmiewano go nawet za to, że zamknął osobne wejście do wydziału powiatowego.
Samorząd miejski również miał swoje problemy. Może nie tego kalibru co powiat, ale jednak również wyczuwano wojnę polityczną. W 1906 r. polityczną broszurkę wydał miejski leśniczy Jerzy Jarosz – obraził kilku radnych. Jaroszowi nie wytoczono procesu dyscyplinarnego, bowiem zarządca lasów w specjalnym liście do rady wyjaśniał, że nie miał na celu oczerniać rządzących miastem. Za to dyskusje wśród radnych były zaprawdę ciekawe. W tym samym roku stojący w opozycji do rządzącego miastem Barbackiego radny Pisz pytał, jakim prawem kolega z rady adwokat Maurycy Körbel przeciągnął sobie do domu prąd z Kasy Zaliczkowej. Jak widać, przy odrobinie znajomości można było osiągnąć wszystko!
Powoli zaczynało kwitnąć życie partyjne
W 1906 r. zorganizowano Towarzystwo Demokratyczne, na czele którego stanął Konrad Aleksander. Ponadto podczas obchodów święta 3 maja, reprezentant ruchu robotniczego wygłosił pod pomnikiem Mickiewicza mowę, w której niepotrzebnie mówił o jezuitach w przeszłości, i to tak, że to nie jest zgodne z prawdą.
Ciekawie było też w gminie żydowskiej, gdzie wskutek nadużyć odwołano stary zarząd i powołano nowy na czele z dr Karolem Dawidem. W tym samym roku zmarł Aron Halberstam (ur. 1876 r.) – cadyk sądecki, syn wielkiego cadyka Chaima. Jego pogrzeb był bez wątpienia największym wydarzeniem religijnym w 1906 r. Następcą Arona na funkcji miejskiego rabina został Arie Leib Halberstam, a Piekłem i tamtejszą synagogą zarządzał jego brat Szlomo Halberstam. Żydzi powiadali, że kiedy umierał Aron nie wyznaczył swojego następcy. Podczas pierwszego obrzezania po jego śmierci bracia stanęli nad noworodkiem, a Szlomo przekazał prowadzenie ceremonii bratu, co było symbolicznym oddaniem władzy rabinicznej.
Wspólnotę katolików prowadził do zbawienia wówczas ks. Alojzy Góralik, wielki proboszcz i społecznik. Również i w 1906 r. odnotowano go przy wielu ważnych wydarzeniach w Nowym Sączu.
Łukasz Połomski




