Z cyklu(12): Pucu! pucu! chlastu! chlastu! (mk); motto: Bez poczucia humoru nie czytaj – szkoda oczu!
Wszerz i wzdłuż radośnie intelektualny Panie Redaktorze!
Byłem w Grecji! Taki krótki, wakacyjny wyjazd. Zaskoczyło mnie, że tam wszyscy (bez wyjątku!) udają Greka – nawet miejscowi. Zjawisko nasilało się wtedy, kiedy mówiłem po polsku. Z kolei gdy do mnie przemawiano, czułem się jak na tureckim kazaniu. Rozmowy, to czysta chińszczyzna. Jedynie z poszumem fal morskich jakoś się dogadywałem. A co się napatrzyłem! W tym sezonie w strojach kąpielowych obowiązuje wyszukana oszczędność. Zbliżamy się do natury, a to cieszy oko i wszystko, co trzeba. W strojach męskich bez zmian – dalej „gatki”.
Pomny wskazań Pana Redaktora, przekazanych drogą astralną, zanurzyłem się w świat doniesień medialnych. Odrobiłem zaległości, bo chciałem wiedzieć, co się w NS, podczas mojej nieobecności, działo. Okazało się, że:
– firma Dako skorzystała z działalności Polskiej Strefy Inwestycji (była ulga podatkowa),
– znany miejski działacz na polu chóralnym dostał Odznakę Honorową Polskiego Związku Chórów i Orkiestr (chór I LO – Scherzo),
– zmarła pani – była wicedyrektor I LO,
– w Ratuszu leży wniosek o uchwalenie rezolucji w sprawie reparacji wojennych (od Niemców),
– rozpoczęła się Sądecka Jesień Kulturalna – najdłuższy festiwal w Polsce (tak przemówił Prez. Miasta NS),
– powstanie Pomnik Za Wolność – Ofiarom Kaźni II Wojny Światowej (koło kościoła św. Kazimierza),
– rozmowa z proboszczem parafii św. Małgorzaty,
– modernizacja odcinka Limanowa – Klęczany (projekt kolejowy Piekiełko – Podłęże),
– oddano do użytku most na rzece Kamienica (droga do Kamionki).
Potwierdzam: zauważyłem, zapoznałem się i przekazuję dalej. „Będzie pan zadowolony” jak mawiał uczestnik scenki kabaretowej. Szanuję i respektuję każdy przejaw zamiłowania do spraw lokalnych, co niniejszym czynię.
Przyzna Pan Redaktor, że powyższy zestaw nie jest porywający, a mimo to postaram się go jakoś skomentować – służę uprzejmie.
Firma Dako skorzystała – się cieszę. Że aktywista chóralny odznakę ma – fajnie. Przykre, że pani zmarła. W Ratuszu leży wniosek – tylko on? Ruszyła Sądecka Jesień Kulturalna – w pozostałych porach roku stała? Będzie pomnik – ok tyle, że w „tytule” nie ma Niemców i Rosjan, którzy ową kaźń zgotowali. Z proboszczem średnio inteligentnie porozmawiano. W „kolejarstwie” coś drgnęło – lepsze to, niż „drgnęło w rajstopach”. Mostem do Kamionki niech jeździ, kto tylko chce i musi.
Tyle – co tu więcej kombinować. Na niektóre ze spraw przyjdzie jeszcze czas. Wtedy się pogada i oceni. Teraz jest jak jest. Sadzę, że wielkiego poruszenia wśród mieszkańców NS te sprawy nie wywołują. Czy nimi żyją – wątpię. No, ale lokalnie jest. Miejscowe społeczeństwo poinformowane jest. Dobrze jest – tyle.
Z oddali widać lepiej, jak się wzrok posiada. Po wylądowaniu (powrót z Grecji), które odbyło się sprawnie, łagodnie i bez podskakiwania, przygniotła mnie refleksja w postaci obsesyjnego pytania. Czy w Polsce – sorry; w NS – może być tak jak w Grecji? No, morza ciepłego nie przeniesiemy – szkoda. Słońca przez dzień cały też nie. Wysokiej temperatury przez tydzień i miesiące – nie. Więc o co chodzi?
Otóż tam gdzie przebywałem, oprócz plaży i stosownego morza, było też miasto. Mniejsze niż NS, ale solidne i z pretensjami. Tam, wieczorami, czyli tak jakoś od 20:00, aż do rana, kwitło życie towarzyskie, handlowe, gastronomiczne, i wszelkie inne. Ulicami (dłuższymi i szerszymi niż deptak Jagiellońska) przewalały się tłumy. Restauracje pełne, sklepy otwarte. Tego wszystkiego przenieść się nie da (chyba), ale były też instytucje rozrywkowe godne zainteresowania. Otóż w „dużej kubaturze”, pod potężną, świecącą różnymi kolorami reklamą, mieścił się klub, który rozpoczynał swoją działalność o godzinie 24:00 (!) i prowadził ją do „utrwalonego poranka”. Przyciągał reklamą widoczną z paru lądowych kilometrów – od strony morza nie sprawdzałem. Były też, co najmniej dwa budynki, z tabliczką „tylko dla dorosłych” i pokaźnymi, zewnętrznymi i pnącymi się do góry schodami. Prawdopodobnie chodziło o to, żeby dzieci i dorośli kiepsko władającym własnymi nogami mieli utrudnione wspinanie. Możliwe, że chodziło jeszcze o coś innego, ale nie wiem – nie próbowałem. Opalaniem zmęczony byłem. Przed miejscowym Mac Donaldem kolejki ciągnęły się co najmniej na pół godziny. Te trzy przykłady wydają się możliwe do przeniesienia, w ramach ożywiania nowosądeckiej starówki.
Nasz Ratusz zajęty jest pożytecznie od godziny 7:00 do 16:00 (bywa, że nieco dłużej). Co stoi na przeszkodzie, żeby od 24:00 działał tam klub o charakterze mocno rozrywkowym? Wyposażenie jest, ogrzewanie zimowe działa, a reklamę od godzin wieczornych da się na wieży zamontować. Widoczność zapewniona. Konstrukcja składana pozwoli ją „zwinąć” w godzinach porannych. Oferta luksusowa to gabinet Prez. Miasta. Całość powinna się spinać finansowo, a nawet zysk generować. Transport przy-woźny i po-wrotny jest zapewniony za pomocą bliskiego postoju taksówek oraz bezpłatnych, dla miejscowych, miejskich autobusów (jest już przystanek). Można też liczyć na upadek działających wokół rynku nielegalnych wyszynków i wytwórni alkoholowych, bo tak działa wolnorynkowa konkurencja. Po godzinnym porannym sprzątaniu i intensywnym wietrzeniu, Ratusz powinien wracać do swojej urzędniczej i zabytkowej funkcji. Zadowolenie mieszkańców Rada Miasta zapewne weźmie pod uwagę w stosownym głosowaniu. Działalność klubowa musi być prowadzona w stylu angielskim z użyciem szerokiej gamy napojów służących „rozwojowi intelektualnemu”. Możliwa jest bytność „luźnych” zagranicznych biznesmenów o różnorakim kodzie językowym i specyficznym zachowaniu. Lokalni znawcy trunków typu „Czar wiśni”, „Oko cyklonu” oraz „Den-whisky” mile widziani. Szum morza powinno się generować z dyskretnie umiejscowionych głośników. Możliwe jest zainstalowanie żywego ratownika wodnego, ale w gustownym plażowym ubiorze i stosownym czepku na głowie – klapki chińskie dopuszczalne.
Klub nocny „dla dorosłych” można umiejscowić w kamienicy na rogu rynku – tej postawionej do sprzedaży (wisi stosowny baner). Z rzeczonym postawieniem nie będzie kłopotów. Frekwencja ów przybytek wyremontuje, wyposaży i udoskonali do tego stopnia, że sprzedaż nie będzie potrzebna. Działalność merytoryczna powinna być stosowna. Chodzi o grupowe studiowanie dzieł filozoficznych, co zaczyna być już popularne za pomocą publicznej biblioteki oraz indywidualnych osób czytelnictwo filozoficzne propagujących. Można przewidywać wpływy do kasy miejskiej, chociaż początkowo należy zainwestować w zewnętrzne i widoczne z daleka schody. Najlepiej pomalowane w tęczowe kolory. Oczywiście oświetlenie jest konieczne (względy BHP).
Z Mac Donaldem nie będzie kłopotów. Wystarczy ustawić kolejkę o stosownej długości czasowej i w nocnej porze rozpocząć sprzedaż hamburgerów z drewnianej budki ustawionej na frontonie Ratusza. Oczywiście musi być ona ozdobiona regionalnymi wzorami lachowskimi i działalnością muzyczną w postaci sądeckiego krakowiaka na raz!
Do rozstrzygnięcia pozostaje zagadnienie postawienie gumowego basenu ogrodowego ze słoną wodą, oraz opłaty za nocne plażowanie z leżakiem własnym.
W ten sposób skorzystamy ze sprawdzonych wzorców europejskich i połączymy to, co lokalne, z tym co europejskie. Oczywiście taka działalność powinna być dobrowolna i prowadzona w nocy. W dzień wracamy do ustalonej tradycją rzeczywistości. Pilnujemy tego co nasze, żeby nikt nam tego nie ukradł; nikt nas z tego nie wykorzenił.
Z pewną nieśmiałością zachęcam Pana Redaktora do wejścia w strefę nowoczesnego myślenia. Podejrzewając, że ma pan możliwości sugeruję, aby spróbował pan przekonać wysoką Radę Miasta i pana Prezydenta, aby w tej sprawie nie rozdrapywali starych ran typu: kto, kogo, kiedy i dlaczego. Dzisiaj trzeba jedności. Dzisiaj trzeba na nowo zdefiniować prowincjonalizm. Trzeba otworzyć nowy rozdział i zacząć robić pod siebie! Inaczej nic się nie zmieni, a sfrustrowani mieszkańcy NS będą – jak za granicą – udawać Greka. Co nie daj Boże i pod rozwagę nadzwyczaj życzliwemu Panu Redaktorowi przedkładam.
Ja – Adalbert Necma
Ps.
1.Propozycje nie mają charakteru wyborczego ponieważ dotyczą spraw lokalnych, a wybory są krajowe. Staram się jak mogę rozdzielać te sprawy. Jak dojdę do innych wniosków, to napiszę.
2.W sprawie Sądeckiej Jesieni Kulturalnej jestem po kilku znakomitych rozmowach, które miałem okazję odbyć z mieszkańcem (-cami) NS w swojej Warszawie (Wilanów – Pałac). Zbieram materiały i zapewne coś skrobnę, bo jak wiadomo „z oddali widać lepiej, jak się wzrok posiada”.
3. „W rajstopach drgnęło” pochodzi ze starego dowcipu. Kiedyś przeczytałem, ale niezbyt pamiętam. Może ktoś, coś?





