Z cyklu(1): Pucu! pucu! chlastu! chlastu! (mk); motto: Bez poczucia humoru nie czytaj – szkoda oczu!
EPITAFIUM FUNERALNE I CIUT SATYRYCZNE
Nadzwyczaj Nostalgiczny Panie Redaktorze!
Onegdaj „Prowincjonalna”. Do Pana wiadomości – to nie obelga tylko miejsce w NS (miasto). Kawa i rozmowy z tym i owym, ze znacznym naciskiem na to drugie – standard. Kilka par w młodym wieku. Przewaga osobników w latach średnich. Znacznej dojrzałości osobniczej brak. Dźwiękowo coś się sączyło – bardziej z paru kufli i gazowanych szklanic. W tych drugich wystające rurki obowiązkowe. Widok jak z opisu w kiepskiej powieści obyczajowej. Atmosfera – prawie epitafium.
Niby nic a jednak żal, że to już „po”. Decyzja podjęta – koniec działalności. Jeszcze wpadnie kilku gości, jeszcze ktoś się zaśmieje, ktoś zaklnie, ktoś zapłacze i … było, minęło. Rachunek za prąd był śmiertelnie skuteczny. Szybka wymiana krótkich zdań. Rezultat przerażająco przewidywalny: bandyci, złodzieje, zamknąć, wymienić – władza zła. A jak przyjdzie nowa to co? Cisza ̶ spojrzenia w sufit. Z boku szept: wymieni żarówki na lepsze i… droższe. Duża władza od „Prowincjonalnej” daleko. Mniejsza za rogiem, ale co ją to obchodzi. Potężni sponsorzy może by i na ten prąd coś dorzucili (?), ale pomników z tego nie będzie – to po co. Było, minęło, nie ma. Porażająca niemoc.
Dzień drugi. Ktoś podrzuca mi nazwę „Imperial”. Wertuję archiwalne egzemplarze lokalnej prasy. Streszczam. Kiedyś (oj dawno!) znacząca restauracja i kawiarnia na ulicy Jagiellońskiej. Gościła elitę: artystów, dziennikarzy, polityków, nie tylko lokalnych. Miejsce z klimatem i historią. Próbowano ratować – nie wyszło. Duża władza była od Imperialu daleko. Mniejsza władza na kilka wyciągniętych kroków, ale nic nie mogła. Potężnych sponsorów nie było. O pomnikach nikt z nich nawet nie pomyślał a dorzucić się nie było jeszcze z czego. Było, minęło, nie ma. Porażająca niemoc.
Dzień trzeci. W starych gazetach przypadkowo odkryta notatka. W NS teatr lalek! Grają „Zemstę”. Zdziwienie. Duże prawdopodobieństwo, że już żaden z realizatorów tego przedstawienia wywiadu nie udzieli. Grupa zapaleńców (amatorów) coś stworzyła. Siedziba teatru – Rynek (Starówka)! Sprawdzam. Teraz tam Urząd Miasta od społeczeństwa i kultury (poniedziałek: 9:00 – 17:00; wtorek – piątek: 7:30 – 15:30). W pozostałe dni teatru nie ma, sztuki też nie. Wydział nie od tego. Lalek z przedstawienia zapewne brak. Może jakieś kukiełki się znajdą? Było, minęło, nie ma. Porażająca niemoc.
Dzień czwarty – refleksyjny. W „Prowincjonalnej” w Sali przy barze wisiało (?) kilka portretów w stylu Dobrego W. Szwejka. Żaden z nich nie został „obsrany przez muchy”. I to jest – nadzwyczaj epitafijnie uszanowany Panie Redaktorze – optymistyczna refleksja wynikająca z całokształtu i ogólności. Przynajmniej tego się trzymajmy, bo w innych miastach [Qr(k)a!] było, jest i będzie. Tam porażająco „się da”! Dziwne jakieś…
Ze szczerym itd. Ja – Adalbert Necma
PS.
Spieszę wyjaśnić, że użycie słowa „epitafium” nie jest zamierzoną złośliwością. Rzeczona treść tego dźwięku oznacza tylko podniosłą zawartość trumiennego sławienia, za co – ubolewając – z góry przepraszam.





