Z cyklu(21): Pucu! pucu! chlastu! chlastu! (mk); motto: Bez poczucia humoru nie czytaj – szkoda oczu!
Czas „wyjaczaczy”!
Rozświetlony radością Panie Redaktorze!
Jakże wdzięczny jestem Szanownemu Panu Redaktorowi za jego wrodzony optymizm i radość funkcjonowania w dzień powszedni, też święta. Poczucie humoru, jakim tryska Pan Redaktor, jest godne pozazdroszczenia. Skąd Pan bierze takie siły? Z przyrody czy ducha? A może z obu naraz?
Sarkazm, a może rozbawienie kazało Panu przesłać mi link prowadzący do ostatniej sesji Rady Miasta NS? Cóż, uległem namowom i pooglądałem. Rewanżuję się subiektywnym streszczenie tego wiekopomnego wydarzenia – absolutnie.
Zaczęło się bardzo dobrze. Na mównicę wyszedł Jaśnie Panujący Prez. Miasta. Po chwili przemówił. Potem mówił i potem mówił, i potem mówił modulując, ku krzykowi, natężenie głosu. Kończąc, też mówił. To dobrze. Potem skończył i poszedł. Jeszcze lepiej – może się w przyszłości utrwali?
„Kości zostały rzucone” – zaczęli przemawiać urzędnicy i wspieracze czyli grupa „wyjaczaczy”. Usiłowali oni wytłumaczyć coś, czego wytłumaczyć się nie da. Owo „wyjaczaczanie” dotyczyło budowy miejskiego stadionu dla naszych(!) kopaczy oraz czegoś jeszcze. Wznosiła je, w poziomie oraz pionie, firma pana na „Ka”, ale w nazwie na „Be” (tam coś czarnego). Teraz się oświadczyła w lokalnych mediach i … przestała.
„Wyjaczacze” to grupa, którą tworzy każda osoba męska – „wyjaczacz”, oraz każda osoba żeńska – „wyjaczaczka”. Stany pośrednie nie są rejestrowane (na razie!).
Istnieje czynność wyjaśniania, rozświetlania spraw zagmatwanych. Grupa robocza tym się zajmująca to tłumacze przyczyn i motywów, czyli wyjaśniacze. Natomiast „wyjaczacze” zajmują się „wyjaczaczaniem” czegoś ogołoconego z racjonalności. Ten sposób realizacji (ustny lub pisemny) pozbawiony jest logiki, oraz polega na perfekcyjnym „odwracaniu kota ogonem” (rasa źwierza nie gra roli).
Na streszczanej sesji „wyjaczacze” udowodnili, że chociaż szczegółowo się nie buduje, to ogólnie powstaje. Wszystko jest w porządku – o co chodzi? Dominowały urzędowe „wyjaczaczki” rodzaju urzędniczo – żeńskiego. Z całą siłą charakteru przekonywały, że są najlepsze i czaczy (można czytać „cacy”). Naliczyły kary i to wszystko usprawiedliwia. Teraz robota stać może – rączki mamy czyste.
W następnej części miejscy radni występowali pojedynczo i głośno – nigdy nie parami. Jeden na „Ka” miał rację, ale go nie lubią. Jego przeciwnik na „Gie”, stentorem*2 pojechał oraz Katonem*3 z Pana Tadeusza (wyjaśnienia na dole w ps). Ostatecznie bronił swoich tyłów, które były w niebezpieczeństwie, odkąd tam zasiadł radny początkowy na „Ka”. W tej sytuacji radny na „Gie” rozwinął się w temacie przyzwoitości. To go chyba uratowało, bo radny na „Ka” zmienił miejsce. Warto odnotować, że radny na „Gie” bardzo wychwalał Prez. Miasta, ale go nie pocałował (jeszcze). Jak się to rozwinie – nie wiadomo.
W dalszej kolejności radny na „Pe” popisał się perfekcyjnie opanowaną sztuką żonglowania przyrządem piszącym palcami jednej ręki. To było coś. Niestety przyrząd odebrał mu radny siedzący obok. Szkoda. Rekompensując sobie stratę radny na „Pe” wyraził się głosem pod tytułem „intelektualny impotent” – nie dokończył, bo mu ten ktoś wyszedł. Na tym skończył, ale on sam na swoim miejscu dalej siedział (czy to przepowiednia?).
Radny na „Ha” powiedział, co wyczytał „tu i tam” i streścił to, co usłyszał „tu i tam”. Zdaniem prowadzącego „miodzio”, czysta merytoryka, bo radny nie chciał uderzyć ani w tych, ani w tamtych. Poprzestał na tym, że oczekuje.
Kolejny radny na „Zet” opowiedział się za tym, żeby JP Prez. Miasta wychodził z obrad kiedy tylko chce, bo może. Jego grupa ratuszowych „wyjaczaczy” resztę załatwi – są poinstruowani. Wydaje się, ze to jest konstruktywne stanowisko. Zapowiada, że w zbliżających się wyborach, ewentualnie startujący Jaśnie Panujący Prez. Miasta, może wyjść kiedy chce, bo może, a sprawę załatwią jego „wyjaczacze”. JP Praz. nie będzie musiał „świecić twarzą” oraz inną częścią ciała. I o to rozświetlenie radnemu miejskiemu chodziło (chyba).
Moją uwagę przyciągnął też gość siedzący za dużym i podwyższonym stołem – na „Gie”. Prowadził obrady i nazywano go Przewodniczącym (w mowie z dużej litery). Udzielał lub nie, a od czasu do czasu zarządzał część artystyczną o nazwie przerwa. Jeden raz ogłosił, że nie zarządził.
Podsumowując: grupa „wyjaczaczy (każdy „wyjaczacz” i każda „wyjaczaczka”) zastosowała „wyjaczaczanie” i wyszło na to, że chociaż „tu i tam” wystąpiły napięcia i niedogodności, w budowie „tego i tamtego”, to ogólnie jest dobrze, a nawet jeszcze lepiej, bo przecież się kręci. Udowodnił to sam wielki Kopernik, więc koniec gadania. Do roboty radni, a nie do paplania!
Z kronikarskiego obowiązku odnotowuję, że inne wydarzenia też były, ale nie rzuciły się, w sposób znaczący, na moje zapamiętanie. Koniec.
Czy „wyjaczacze” to tylko wymiar lokalny, prowincjonalny? No to do czytanek. Czytanka to tekst napisany i przeznaczony do czytania, nawet jeżeli jest to „Umowa koalicyjna” wiadomego pochodzenia. W części pierwszej – Ustalenia Programowe – w punkcie 20 z kropką przeczytałem: „[…] Wprowadzimy rozwiązania przywracające prawa nabyte emerytów pobierających świadczenia na podstawie przepisów o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy”.
„Wyjaczacze” piszący się postarali… „przywracanie funkcjonariuszom”. Przecież chodzi o pracowników tajnych służb PRL – komunistycznej policji politycznej; UB/SB. Emerytur nie odebrano, tylko obniżono o części wynikające z przysługujących im przywilejów. Od lat – po cichu i coraz głośniej – domagali się przywrócenia. Wspierali i głosowali na tych, którzy im to obiecali.
No to otwieram różne telewizory, a tam: trzeba przywrócić, bo cóż jest winna stewardesa (z SB?), której odebrano. Oczywiście – przecież tam pracowały osoby tylko przez przypadek. Trzeba oddać co się im słusznie należy. W innym: bibliotekarka „ze służb” – za co jej odbierać? Przecież dbała o to, żeby funkcjonariusze czytali i wznosili się na wyżyny intelektu. Oddać i dopłacić! A ci pracownicy (funkcjonariusze?), którzy wydawali paszporty w biurze paszportowym mogli komuś zaszkodzić? Oni? Śmieszne. A sprzątaczki, a kierowcy? No nie, tak być nie może. Przywrócić, oddać i już.
„Wyjaczacze” gadający wykonują wzorowo swoją robotę. „Wyjaczaczanie” idzie pełną parą. W rezultacie najmłodsi wyborcy nawet nie wiedzą, co to było to UB/SB. Starsi zapomnieli – to było tak dawno. Przecież ogólnie ten PRL to był kraj szczęśliwości wszelakiej. Rodziły się dzieci, bloki powstawały, a anioły z UB/SB dyskretnie czuwały, żeby się nic złego mieszkańcom nie stało. A dzisiaj? No co – dobrze jest, a będzie jeszcze lepiej! Tylko więcej „wyjaczaczy” nam trzeba! I nad tym już się pracuje.
Pan – Panie Redaktorze – jest za czy przeciw? Może środek Panu pisany (to „pisany” z racji zawodu). Pytam z lekkim zakłopotaniem i wrodzoną nieśmiałością. Jednocześnie liczę na instrukcję – co i jak, oraz kiedy. Nie pytam dlaczego – to się samo przez się rozumie. Przecież jest zmiana, no to … i tak dalej. Ja się rozglądam po portalach i telewizorach – już widać. Dziennikarstwo na posterunku! A Pan? A ja?
O czym, jako mocno zaniepokojony osobnik i obserwator, uprzejmie – jak w PRL-u, który wraca – donoszę:
Ja – Adalbert Necma
Ps.
- „Wyjaczacz”/ „wyjaczaczka” to ktoś, kto: wyje + tłumaczy + jest czaczy (czasami pisze się: cacy).
- Stentor – w mitologii greckiej herold w wojsku greckim pod Troją, słynny z potężnego głosu; bohater Iliady Homera.
- W swoich senackich wystąpieniach często posługiwał się metodą obstrukcji parlamentarnej, nie chcąc dopuścić do głosu politycznych przeciwników.





