Strona główna Twoje miasto

Kurek leje wodę: front robót budowlanych w Nowym Sączu

felieton Kurka

FRONT ROBÓT BUDOWLANYCH W SĄCZU – analiza subiektywna.

Właśnie, subiektywna. Autor tego felietonu nie jest inżynierem budownictwa lądowego. I czytelnicy, którzy oczekują fachowych analiz powinni w tym miejscu przerwać czytanie. Jestem zupełnym dyletantem, ale może dzięki temu popatrzę na to budowanie okiem zwykłego obywatela miasta. Czasami „mądre” wypowiedzi paradoksalnie zaciemniają sytuację. Poza tym, bywają niedostępne przez swoją „uczoność”. Zatem jedziemy z subiektywną i dyletancką analizą…

Po pierwsze, trzeba rozróżnić budowanie od remontowania. To drugie jest zwykłym obowiązkiem, kieratem każdego prezydenta, który rządzi. Ulice, chodnik, budynki zużywają się i wymagają remontowania i odnowy. Nie jest zatem żadnym szczególnym sukcesem jakiegokolwiek prezydenta, jeżeli naprawi jakąś ulicę czy chodnik. Prezydent coś musi w końcu robić, a rada – radzić, korygować i zatwierdzać mądre plany remontów. Oczywiście, istotna jest także skala tych remontów. Skala remontów w obecnej kadencji jest ciut większa niż w poprzedniej, ale różnice nie są znaczące, chodzi o kilka %, nie uwzględniając budowy stadionu. No ale i to trzeba docenić.

Co innego z budowami, to przedsięwzięcia bardziej znaczne niż remontowanie dróg. Powstają w końcu nowe byty. Teraz można się spierać, czy jest budowany czy remontowany stadion piłkarski. No dobrze, zaliczmy to do „budowania”. Plan tej inwestycji powstał bodaj w 2017 roku. Podobna sprawa jest z Parkiem Strzeleckim. Ale udało się to zrobić za tej kadencji. To dobrze. Wybudowano lodowisko. Szkoda jednak, że nie pełnowymiarowe. Ale i to trzeba pochwalić. Tyle chyba z budowami. No jest jeszcze budowany/remontowany most na Kamienicy.

Jest także różnica w tej kadencji w stosunku do poprzedniej. Chodzi o nagłaśnianie prac remontowych, zapowiadanych i zakończonych. Stoją standy, banery z informacją, że PLH to robi. To prawda, że PLH kieruje miastem, bo to także Rada zatwierdza. A większość środków pochodzi z podatków, więc i Obywatele Nowego Sącza to remontują i budują – rękami Prezydenta i Rady. Z tym „nagłaśnianiem” jest także sporo zabawy… Przy każdym kawałku chodnika, asfaltu na jezdni pozuje PLH z wianuszkiem radnych kolacji większościowej. Każdy musi coś powiedzieć. Potem jest filmik.

Reklama

Został także stworzony specjalny obieg dokumentów z sekwencjami: 1) radny prosi PLH, 2) PLH kieruje do dyrektora z zaleceniem działania, 3) Dyrektor odpowiada PLH, że się zabrał za robotę, 4) PLH informuje radnego, że sprawa jest w toku, 5) radny dziękuje PLH. To tak chyba idzie. To wszystko można wrzucić na fejsa i jest fejm. Wychodzi z tego, że robota aż furczy. To zabawne, bywa także groteskowe. No ale cóż, niech tak już będzie. To tworzy pejzaż publiczny. Można się przyzwyczaić, a nawet czerpać z tego radość.

Należy zwrócić jednak uwagę na kilka spraw. Wróćmy do stadionu piłkarskiego. Wielkość zmieniała się kilka razy. Ustalono pojemność na 8111. Przyznam, że byłem zwolennikiem mniejszego stadionu, tego na 4500. Ale z warunkiem, że miałby to być najpiękniejszy, kameralny stadion w Polsce. A będzie taki klasyczny. Pewnie nigdy nie uda się go zapełnić. No ale to już nieważne, jest jak jest i niech on powstanie.

Trzeba także dodać, że sprawa budowy stadionu mocno się upolityczniła. Zaistniał pewien syndrom. PLH począł twierdzić, że to emblematyczna budowa kadencji, jakby pomnik „ofensywy inwestycyjnej”. No i sądeccy pisowcy, jawni i ci „za węgła”, zaczęli atakować tę inwestycję. Jest trochę, jak w przedszkolu, PLH stawia babkę w piaskownicy, a pisowcy próbują ją zniszczyć. Szczególnie, że…

To budowanie stadionu jest „usłane” różnymi niespodziankami, oględnie mówiąc. Wykonawca jest ekscentryczny. Czasami to także wygląda, jakby uczył się na tej inwestycji budowania stadionów. Wychodzi czasem to jak wprawki i eksperymenty budowlane. Coś jest za małe, albo za duże, w granicy działki, albo poza jej obrębem. Coś jest zgodnie z planem, a coś spontanicznym budowaniem. Ale drugi i kolejny stadion wykonawca będzie już stawiał płynnie…

Ale ja jestem jednak spokojny. Stadion, wcześniej, albo później – powstanie! Założyłem się ze szwagrem. On pesymistycznie stawia na oddanie stadionu za rok, a ja optymistycznie stawiam na grudzień tego roku. Za kilka lat nikt nie będzie pamiętał nawet, że były opóźnienia. Filozoficznie, wszystko zginie w otchłani upływającego czasu… Co do ostatecznego kosztu nie zakładaliśmy się, bo obaj jesteśmy zgodni, że oprze się o 100 baniek.

Drugi stadion, to Zawada. Tam wykonawca machnie go już szybko, w miesiąc. Wykluczy wszystkie błędy popełniane w swoim „dziewiczym” stadionie przy Kilińskiego. Podobno nawet ostatnio pojawiła się taczka i betoniarka na obiekcie w Zawadzie. Wszyscy mieli nadzieję, że się rozpocznie budowanie, ale betoniarka następnego dnia zniknęła. Potem okazało się, że to nie była jednak betoniarka a 2 wiadra. Piłkarze i kibice czekają na rozpoczęcie budowy.

Na rozpoczęcie remontu czekają także mieszkańcy ulicy Zyndrama. Nawet ktoś rzucił pomysł, że remont ruszy, gdy Pan Radny Kądziołka oświadczy, że nie zamierza ubiegać się o mandat radnego. Jest przecież blokada inwestycji na Dąbrówce. Ale podobno Pan Radny Rogóż ma przejąć inicjatywę Przed wyborami obieca wszystko i tak zagarnie cały elektorat radnego Kądziołki. Jeszcze na Dąbrówce będą kwitnące budowami krajobrazy…

Jest jeszcze sprawa ronda na Nawojowskiej. Nie znam się, ale czy ronda mogą powodować korki? Czy ono jest dobrze wymyślone, dobrze sprofilowane? No ale ja się nie znam na tym. Stoję jednak w korku, gdy jadę do szwagra. Ta Nawojowska, tak w ogóle to jakieś … dziwne osiedle. Jest tam bowiem także jakichś wjazd, który także nie umieją sprofilować. To prosty wjazd, a jest cały korowód z tym. Uformował się jakichś komitet mieszkańców. Piszą listy otwarte, protestują. Są awantury na sesji rady. A chodzi tylko prosty wjazd. Tak podobno idzie właśnie o „kąt prosty”, bo taki niby winien być, a jak kąt prosty, to robi się … skrzyżowanie. Wtedy są problemy, światła trzeba stawiać.

Ta Nawojowska ma pecha. Ale tam także protestowali przed budową spalarni. No i czy to nie jest prawdziwa przyczyna problemów z tym wjazdem? Radny Gajdosz rozłożył bezradnie ręce i zasugerował mieszkańcom rozwiązanie w instancjach wyższych. Pewnie chodziło mu o ciąg: wojewoda, sąd, potem SN, i trybunały europejskie.

No ale tak sobie myślę, że jeżeli są kłopoty z profilowaniem wjazdu, ronda, to … może nie ma co brać się za ambitniejsze zadania „ofensywy inwestycyjnej’? Ludzie nie potykają się o góry, a o kretowiska, na przykład o wjazd. Ostatnio na sesji rady oliwę na wzburzone falę lał dyrektor od dróg, niejaki Kunicki, nie – Konicki! Tak lał tę oliwę, że o mało nie doszło na sesji do bijatyki z krewkim Obywatelem. Na początku zapewniał, że w Jego wydziale pracują dyplomowani inżynierowie i wszystko jest inżyniersko obiektywne. Potem okazało się, że zastawili mieszkańcom, ten nie wybudowany jeszcze wjazd, jakimiś żelbetonowymi płytami. To „obiektywny” fakt.

No ale skoro pobudowano skwerek z rycerzykiem pod domem eksprezydenta, to wszystko jest możliwe. Tak, może w mieście mamy do czynienia z … kawalarzami. Ale rycerzyk już nie sika, zapadł na prostatę… Poważniej, czy możliwa jest złośliwość urzędników miejskich? Czy możliwa jest złośliwość samego… Nie idźmy w to i odrzućmy takie dywagacje.

Dyrektor Konicki to dość spektakularna postać. To On kieruje tym frontem robót budowlanych w naszym mieście. Pisze jakieś konfesyjne odpowiedzi mieszkańcom, powołuje się w nich na Biblię. Awanturuje się z obywatelami, przezywa ich niewybrednie. Klnie jak szewc. Ale jest również sfraternizowany z kluczowymi postaciami w mieście, radnymi i nawet tymi z prezydium. On gada do nich jak do kumpli, oni do niego zwracają się z respektem. Wszystko widać jest przyklepane męską przyjaźnią opartą o bufet. No trzeba także dodać, że Pan Dyrektor jest „prześladowany” przez pewnego nadaktywnego Obywatela Miasta, który ewidentnie prowadzi już kampanię wyborczą. No ale to nie powód, aby do niego zwracać się jak do szwagra na weselu po północy.

Urzędnik publiczny nie powinien się obrażać, bo on nie reprezentuje siebie. Urzędu także nie można obrazić. Czy jest coś takiego, jak honor urzędnika? Może w Nowym Sączu przydałoby się szkolenie dla urzędników z postępowania urzędnika, jego stosunku do obywateli, a także: kim jest na funkcji urzędnika i jakie ma prawa? Jeżeli urzędnik chce wchodzić w spór polityczny, to trzeba zostać radnym, posłem, działaczem partyjnym. Urzędnik, to… urzędnik. Odradzałbym także radnym picia wódki z urzędnikami…

I koniec felietonu dyletanta budowlanego.

Adam Kurek
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj