LEWICA BEZ SZANS W OKRĘGU 14 – „gilotyna” d’Hondta nie daje żadnych szans – 3 alternatywy dla wyborców Lewicy.
Tak pisaliśmy ostatnio o zasadach metody d’Hondta. Pisaliśmy, jak to przekłada się na sytuację w naszym okręgu wyborczym – numer 14. Pomijaliśmy sprawę Lewicy. Tym razem poświęcimy jej cały tekst. Wyborcy sądeckiej Lewicy zasługują na to.
Najbardziej czytelników zaskoczyło to, że każdy okręg, to osobna sytuacja. I fakt, że nie „przechodzą” głosy na resztę Polski. Liczy się tylko dany okręg. Owszem, przekroczenie progu liczy się w skali całej Polski. Ale to dotyczy wyłącznie progu wyborczego. Głos oddany w Nowym Sączu nie przekłada się na zdobywane mandaty w innych okręgach. Tak działa metoda d’Hondta. Dla niektórych okręgowych komitetów partyjnych działa jednoznacznie – zabójczo.
Od wielu lat słyszymy komunikat – każdy głos się liczy, idź na wybory! Tak, uwierzyliśmy, że rzeczywiście „każdy głos się liczy”. To tylko pośrednio jest prawdziwe. Te wezwania do głosowania to duże uproszczenie. Głosy czasami się nie liczą, mimo że są ważne. Metoda d’Hondta działa często jak – gilotyna. Teraz to wszystko wyjaśnimy.
Trzeba orientować się co do sytuacji matematycznej w każdym okręgu. Należy obliczyć sobie szanse na zdobywanie mandatów przez partię, którą popieramy. Niestety, w okręgu 14 na mandat nie ma szans żaden kandydat Lewicy. Przedstawię teraz wiarygodne szacunki, tak aby nas nie posądził ktoś o manipulowanie. Matematyka jest obiektywna. Należy teraz przedstawić wyniki wyborów w 2019. Wyniki z okręgu 14, a nie z całej Polski. Tylko okręg się liczy!
W błąd wprowadzają nas ogólnopolskie sondaże. One są publikowane bez ustanku. To tylko średnie poparcie w Polsce dla poszczególnych partii. Jednakże, w każdym okręgu wychodzi to inaczej, czasami zupełnie inaczej. Tam działa właśnie – gilotyna d’Hondta. Logika ilorazów bywa bardzo okrutna i przewrotna.
Lewicę w okręgu w 2019 poparło 22 500 wyborców. W Nowym Sączu na Lewicę zagłosowało prawie 5 500 wyborców. To relatywnie dużo. Do zdobycia choćby jednego mandatu potrzebne było w 2019 ponad 27 tysięcy głosów. Teraz sytuacja jednak zmieniła się – matematycznie! Ilorazy, z których pochodzą mandaty wskazują, że potrzebne będzie około 30 tysięcy głosów. Lewica nie ma żadnych szans aby tę ilość zdobyć w okręgu 14. Niestety.
Ostatnio opublikowano lipcowy sondaż z poparciem partii w naszym 14 okręgu, z podziałem na 6 powiatów. Lewica wygląda słabo, a nawet bardzo słabo – około 12 tysięcy. Najwyższe poparcie dla Lewicy w Nowym Sączu 5,6%. W wyborach w 2019 wyniosło 13,2%. Z tych badań nie wychodzi nawet 20 tysięcy głosów. Na to ma wpływ fakt, że Lewica w mieście jakby zawiesiła aktywność.
Dlaczego tak się stało z tymi ilorazami? Wynika to ze zmiany w strukturze poparcia partii w okręgu 14. Pisowi spadnie. KO wzrośnie. Zamieszanie matematyczne robi lista Konfederacji. Tutaj jest wzrost poparcia ponad dwukrotny. PSL/2050 ma szanse także na mandat. To tworzy tragiczną wręcz sytuację dla Lewicy w okręgu 14.
Pomyśleć, że przy zjednoczeniu opozycji, z okręgu 14 wychodzą 3 mandaty dla opozycji, 1 dla Konfederacji i 6 dla Pisu. Można to wyliczyć po uwzględnieniu cytowanych badań. Ale również przy założeniu rozkładu poparcia: 54% Pis, Opozycja zjednoczona – 30%, Konfederacja 16%. Nawet, gdy zwiększymy poparcie dla Konfy na 18%, a opozycji zmniejszymy na 28%, to nadal są 3 mandaty. Pis cały czas „stoi” na 6 mandatach. Konfederacja miałaby jeden mandat.
Wyborcy Lewicy mają 3 wyjścia…
Pierwsze, najprostsze – nie iść na wybory. Drugie – oddać głos na listę KO. Trzeci – zagłosować w innym okręgu, w którym kandydaci Lewicy mają szanse na mandaty. Trzeba pojechać do Krakowa. W Tarnowie jest podobna sytuacja do tej w okręgu 14. Tak, „turystyka wyborcza” to całkiem dobre rozwiązanie. Jeżeli można pojechać na marsz do Warszawy, to dlaczegóż nie pojechać do Krakowa?
Inna sprawa, gdyby tak przygotować taką aplikację dla turystyki wyborczej? Wyborcy partii mogliby zobaczyć i kalkulować szansę ich listy, mandatów i zadecydować o wyjeździe do innego okręgu. Chodzi o 3 komitety partii opozycyjnych, bo w przypadku Pisu i Konfederacji wyjazdy są w zasadzie bez sensu. Trzeba byłoby przeanalizować 41 okręgów z osobna. Na podstawie wyników z 2019 i wiarygodnych – okręgowych! – sondaży obliczyć ilorazy metody d’Hondta i przełożyć je na mandaty. Mimo braku zjednoczenia opozycji, to „turystyka wyborcza” mogłaby dać opozycji kilkanaście mandatów więcej. W Wielkiej Brytanii takie wyjazdy to podobno normalność.
Pragmatyzm wyborczy i kalkulacje logiki metody d’Hondta są konieczne. Oczywiście, można tego być nieświadomym i pójść do sądeckiej komisji wyborczej w przedszkolu i pobrać kartę do głosowania zakreślić kandydata Lewicy i zamiast wrzucić kartę do urny wyborczej, to można ją wyrzucić do kosza. Skutek będzie ten sam. Głos przepada w obu przypadkach. Oddany głos będzie ważny, ale nieistotny, zmarnowany.
Lewica ma pod górkę w Nowym Sączu. Nie dość, że rozpadły się struktury, to jeszcze Lewicę dobija metoda d’Hondta. Może ten tekst wzruszy, oburzy część działaczy i wyborców Lewicy. Przykro nam, ale tak wychodzi z excela. Obliczcie sobie sami, jak nie wierzycie naszym kalkulacjom. Romantyczny idealizm wyborczy jest może i ładny, ale zupełnie niepraktyczny. Stracenie głosu to próżny akt wyborczy.
Na koniec można podać żałosną refleksję. Ludzie niekoniecznie muszą wdawać się w obliczenia mandatów w okręgach. Ale szefowie partii nie znają podstaw matematyki, albo kierują się zwykłym partykularyzmem partyjnym. Można to nazwać partyjniactwem. Niechaj Panowie Kosiniak i Hołownia popatrzą sobie na ilorazy w okręgu 14 i wtedy opowiadają te matematyczne bzdury, że 3 listy opozycji są optymalne.
Trzeba zrobić coś z uczeniem matematyki w Polsce. Jest słaby poziom. Potem trzeba słuchać takich bredni – o 3 optymalnych listach opozycji – wypowiadanych na konferencjach, wywiadach.
Adam Kurek





