Strona główna Twoje miasto

Kurek leje wodę: prawda o metodzie d`Hondta

WYBORY PARLAMENTARNE W OKRĘGU 14 – PRAWDA O METODZIE d’HONDTA – fakty i mity

Można dowiedzieć się, dlaczego Pis będzie miał w okręgu 14 – 6, a nie 8 mandatów. Dlaczego Ryszard Terlecki przeniósł się do Sącza? O co walczą Panowie Wicher i Głuc? Wszystko stanie się jasnym. Zobaczymy to na liczbach.

Kto rozumie metodę Pana d’Hondta? Wielu o niej mówi, ale niewielu ją rozumie. Pojawiły się liczne mity i przekłamania. Trzeba to wreszcie wyjaśnić Sądeczanom. Kto przeczyta ten tekst zrozumie! Trzeba tylko wysiłku czytania i trochę namysłu.

Analizę prowadzić będziemy na przykładzie okręgu 14. Trzeba przede wszystkim zrozumieć istotę tej metody. Potrzebna jest krzta matematyki i trochę ilościowej wyobraźni. Inżynierom lepiej to będzie zrozumieć niż humanistom. Ale postaramy się to wyjaśnić możliwie prosto. Analizujemy wybory do sejmu. Senat to ordynacja większościowa i bardzo prosta sprawa – kto ma więcej głosów ten dostaje mandat w 41 okręgach, do których przyporządkowano ilość mandatów na podstawie ilości mieszkańców.

Ordynacja do sejmu nie jest już taka prosta. Polska podzielona została na 41 okręgów. Przyporządkowano ilość mandatów do ilości mieszkańców w okręgach. Inna sprawa, że to się zdezaktualizowało. W największych okręgach – miastach – jest za mało mandatów, a w mniejszych okręgach jest ich za dużo. W Warszawie jest 20 mandatów, a powinno być 23. Tam jeszcze dochodzą głosy zagranicy. Na tym korzysta PiS. W okręgach miejskich jest za mało mandatów, a tam gdzie PiS jest mocny jest ich za dużo. To taka naturalna „premia”. W okręgu 14 jest 10 mandatów i tyle powinno być. Dla jasności, indeksacji mandatów należało dokonać znacznie wcześniej i to jest „wina Tuska”. Takich odchyleń jest na 28 mandatów. Czasami korzysta także KO, ale częściej PiS. Zależy od regionu Polski.

Reklama

Waga głosu zależy jeszcze od frekwencji. Tam gdzie jest duża, np. Warszawa, Kraków, to głos mniej się liczy. Obliczono, że w Elblągu głos bardziej liczył się niż w Warszawie i to dwukrotnie bardziej. Wystarczy obliczyć ile głosów przypada na 1 mandat w okręgu. Głosy zagranicy nie powinny być przypisywane do Warszawy, chyba, że dodamy te 3 mandaty do istniejących 20. Pewnym paradoksem matematycznym jest, że warto głosować w tych okręgach, w których jest niska frekwencja.

Zwolennicy KO powinni zatem koniecznie głosować w 14. A pisowcy powinni jechać do Warszawy. Jakieś 100 tysięcy warszawiaków dałoby 4 mandaty dla KO w 14. Trzeba ich zaprosić! Ale nasi sądeccy pisowcy, gdyby wyjechali w liczbie 100 do Warszawy, to tam przełożyłoby się to może na 1 mandat. Ale za to w 14 pisowcy mieliby z tylko 4 mandaty. Ten żarcik z transferami wyborców ma uświadomić – brak proporcjonalności.

Ważne jest to, że wszystko się liczy w 41 okręgach – w każdym z osobna. Wtórną sprawą jest, ile głosów oddano w całej Polsce. Procenty poparcia dla partii są także złudne. Ważne jest to tylko – te procenty – aby przekroczyć próg 5% dla partii i 8% dla koalicji. Jeżeli tego się nie uczyni, to głosy idą do kosza. Ale one nie przechodzą wprost na zwycięzców, pośrednio tak, ale to rozkłada się nieproporcjonalnie. Dojdziemy do tego. Trzeba przejść próg aby być w grze – w całej Polsce, a nie w każdym z 41 okręgów.

Po przejściu ogólnopolskiego progu obliczenia prowadzone są już tylko okręgach. Okręgi to takie jakby niezależne „państwa”, Polski „wyborcze”. Tutaj liczy się mandaty. Potem sumuje się je z 41 okręgów i wychodzi ilość 460 posłów. Potem tworzy się większość i powstaje rząd.

Nas interesuje ta „magia” obliczeń głosów w okręgach na podstawie metody d”Hondta. To jest taka sekwencja kilku kroków.

Pierwszy krok, to liczy się ilość głosów, który dostała każda partia w danym okręgu.

Drugi krok jest abstrakcyjny. Otóż, uzyskany wynik komitetu dzieli się przez kolejne liczby: 1, 2, 3, 4, 5… Wychodzą ILORAZY. Te ilorazy mają kluczowe znaczenie w metodzie d’Hondta. To dzielenie może wydać się niezrozumiałe. Po co tak robić? Na tym polega właśnie metoda. Pan d’Hondt, matematyk, uznał, że to jest sprawiedliwe. W Polsce przyjęto taką metodę. Nie tylko w Polsce.

Teraz trzeci krok. Obliczone największe ilorazy (liczby), to ilość mandatów dla poszczególnych partii w okręgu. Jeżeli w okręgu 14 jest 10 mandatów, to rozdzielane są te mandaty do tych największych ilorazów – po kolei do wyczerpania limitu 10 mandatów.

Krok czwarty. Teraz przyporządkowuje się nazwiska kandydatów do tych mandatów na listach partyjnych. Kandydaci, którzy mają największą liczbę głosów na partyjnej liście. Dlatego bycie jedynką jest takie ważne. Trzeba zgromadzić możliwie dużą ilość głosów, aby się załapać na mandat. Inaczej kolega partyjny, z większą ilością głosów mandat zgarnie. (Dlatego Pan Wicher zaczął już kampanię, bo wyliczył, że może nie załapać się na mandat. Ma mocnych konkurentów na pisowskiej liście w okręgu 14. Oni też będą wyżej na tej liście. On pewnie dostanie numer 8 i co wtedy? Trzeba być rozpoznawalnym. Jest młody i pracowity i prowadzi już kampanię. Nie teraz oceniać jej jakość.)

Jak ta procedura 4 kroków wygląda w praktyce? Zrobimy to na przykładzie wyborów w 2019 roku w okręgu 14. Oddano głosów 390 199. Ta ilość głosów rozłożyła się pomiędzy 5 komitetów partyjnych.

Krok 1 – liczymy głosy komitetów partyjnych. PIS – 243 tysiące; KO – 51 tysiące; PSL – 27 tysięcy; Konfederacja – 25 tysięcy; Lewica 22 tysiące.

Krok 2 – liczymy ILORAZY dla każdego komitetu. Ilorazy pisu: 243 000 dzielimy przez 1 = 243 000. To pierwszy iloraz. Teraz drugi: 243 dzielimy przez 2 = 121 500. To iloraz drugi. Iloraz trzeci: 243 000 dzielimy przez 3. Daje to 81 tysięcy. I tak dalej…

Zestaw ilorazów Pisu: 243000; 121500; 81000; 60500; 40200; 34000; 30000. 27000. To 8 ilorazów. Tyle wystarczy, nie ma potrzeby liczyć dalej.

Zestaw ilorazów KO: 51 000; 25500; 17000; 12500. To 4 ilorazy. W grze był tylko 1.

Zestaw ilorazów PSL: 27000; 13,500. Dwa ilorazy wystarczą. W grze był tylko 1.

Zestaw ilorazów Konfederacja: 25000; 12,500. Dwa ilorazy wystarczą. W grze nie było żadnego.

Zestaw ilorazów Lewicy: 22000; 11000. Dwa ilorazy wystarczą. W grze nie było żadnego.

Co z tego wynika? Trzeba szukać kolejnych ilorazów. Chodzi o konkretną liczbę ilorazu. I tak: pierwsze 4 ilorazy to Pis. Potem jest 1 KO. Potem znowu lecą 4 pisowskie i jeden dla PSL. Tak mamy 10 mandatów.

Teraz popatrzymy na ilorazy kroku 2. Niewiele brakło dla drugiego mandatu KO. To był Andrzej Czerwiński. Blisko była także jedynka Konfederacji.

Teraz widać jak blisko była KO do zdobycia drugiego mandatu, tak o włos. Podobnie Konfederacja była tuż, tuż. Przecież poparcie dla Pisu spadło od 2019. KO i Konfederacji wzrosło. PSL bez 2050 miał ponad 27 tysięcy głosów, więc mandat utrzyma. KO brakowało jakieś 1500 głosów, a 2000 Konfederacji. Chodzi o głosy z ilorazów. Licząc wprost, to 3000 głosów dla całej listy KO by wystarczyło, albo 1500 głosów dla Pana Andrzeja. Dla Konfederacji potrzebne było o 2000 głosów więcej na jedynkę.

Taką procedurę obliczeń trzeba zrobić w 41 okręgach. W każdym będzie wychodzić inaczej. Ale te ilorazy mogą płatać figle…

Popatrzmy na taki oto przykład. Specjalnie będzie uproszczony, aby oddać paradoksalny efekt. Jest sobie 4-mandatowy okręg. Są dwie partie jedna zdobywa 59% głosów a druga 41%. Mimo tak pokaźniej różnicy, to obie zdobędą po 2 mandaty! Dlaczego? To proste. Trzeci iloraz partii pierwszej jest mniejszy od drugiego ilorazu partii drugiej.

Mitem zatem jest, że zwycięzca wyborów dostaje jakąś „premię”. To bzdura jest. Ona jest dość często powtarzana. Po pierwsze, liczy się to wszystko w okręgach. Po drugie, zwycięzca w okręgu wcale nie musi mieć jakiś uzysk. To pokazuje dobitnie powyższy przykład. O wszystkim decyduje matematyka – ilorazy! To w końcu tylko proste liczby. Matematyk powie, nieproporcjonalne to są wyniki równań nieliniowych. Ale te ilorazy robią spore zamieszanie.

Kolejne ”dziwne” efekty metody d’Hondta: Mamy 2 partie. One mają niezależnie po 10% poparcia. Jeżeli idą razem mają 20%. W sytuacji polskiej specyfiki sejmowej Premia za zjednoczenie to jakieś 10 mandatów, czyli 2-3% poparcia. Tak to działa. Jest zatem premia za jedność! Oczywiście przy założeniu sumowania się poparcia. Blisko prawdy matematycznej jest to, że system d’Hondta premiuje największe partie.

Są także inne wnioski. Wszyscy pracują na ogólny wynik listy. Ale dla granicznego ilorazu on jest najważniejszy. Ale jeżeli mocna jedynka ma pewny mandat, to może zabierać głosy kolejnym kandydatom z listy. Wydaje się, że gdy mamy jedno miejsce pewne, a drugie mniej pewne, to może dwójką powinien być mocniejszy kandydat. Ale to tylko spekulacje.

Najlepiej przed wyborami mieć dobre badania poparcia partii w każdym z okręgów. Wtedy dopiero zacząć ustawiać listę. Ale głosy na liście nie rozkładają się proporcjonalnie. Wiemy, że jedynka dostaje premie za to, że jest jedynką. Ale kandydaci pozostali zdobywają głosy w rozkładzie nieproporcjonalnym. Zależy od kandydata i jego kampanii.

W okręgu 14 trzeba założyć, że pierwszych czterech kandydatów na pisowskiej liście to pewne mandaty, pozostałe 2 nie są już pewne, czy to będzie nr 5 i 6. Pan Patryk Wicher może zgarnąć mandat z pozycji 8. Ale on nie pozbawi mandatu Panie Paluch&Bartuś. Panowie Mularczyk i Terlecki mają pewne mandaty.

Teraz widzimy, dlaczego Pan Terlecki „przybył” do Sącza. On 4 lata temu ledwo dostał się do sejmu, otrzymał zaledwie 10 tysięcy głosów i to z drugiego miejsca, trójka dostała prawie 30 tysięcy. Coś nie lubią Ryszarda Terleckiego w Krakowie… Ciekawe dlaczego?

Sytuacja na liście KO także jest ciekawa. Jedynka ma pewny mandat. Bitwa jest od pozycję 2. Tutaj walczy o nią Głuc Krzysztof. Ale co powie Warszawa, gdy dowie się (Tusk), że to były kompanion Gowina? A gdyby tak wyciekło do Warszawy zdjęcie z powitań Pani Dudy kwiatami? I to klika dni po marszu 4 czerwca… A może na liście pojawi się jakiś mocny kandydat z pomysłem na kampanię? Nie musi być dwójką aby wygrać.

Jedynki z Konfederacji i PSL/2050 mają pewne mandaty. No chyba, że PSL/2050 nie osiągnie progu wyborczego dla koalicji 8%. Trzeba o tym pamiętać. Wtedy siódmy mandat ma Pis w okręgu 14.

Teraz trzeba pomyśleć. Napić się zimnej wody. Inżynierowie zrozumieli jak to idzie. Humaniści chyba także. To nie jest takie znowu trudne. Każdy to zrozumie. Wystarczy chcieć. A nawet kompetencje matematyczne na poziomie matury podstawowej nie są potrzebne. Ósma klasa wystarczy. Nawet szósta…

Listy wyborcze powinien szacować i ustawiać … szachista.

Adam Kurek
Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj