Udałem się na wczorajszą sesję Rady Miasta Nowego Sącza. Zabrałem ze sobą czapkę niewidkę. Przechodziłem obok Kasztana. On z trudem daje sobie radę z upałami. Liście są jakieś zblazowane. W balkonach konarów i liści nie ma nawet wróbli. Zażywają chłodnej kąpieli w Dunajcu. Coś jednak wisiało w przestrzeni rynku. Szło również na burzę.
Ta sesja nie zapowiadała się jakoś atrakcyjnie. Poprzednia sesja była naprawdę mocna. Teraz był jeden newralgiczny temat – stadion Sandecji. Ale ja przecież idę na sesję w mocno eksploracyjnym nastawianiem. Nie chce relacjonować, nie chce polemizować. Chcę zdetekować, a potem ujawnić publicznie niezwykłe wystąpienia radnych i kluczowych funkcjonariuszy ratusza. Rejestruję również wszelakie sesyjne performanse.
Na początku wszystko było poprawnie, roboczo, więc odbyła się seria wniosków formalnych, prawnych konsultacji, przerw. Zastanowił mnie jednak jeden punkt. Zmieniono nazwę klubu, z Koalicji Nowosądeckiej na … Koalicje Nowosądecką Ludomira Handzla. Czemu ma służyć taka zmiana? To dopisywanie nazwisk ma pewną tradycję w Polsce. Weźmy takie … Porozumienie Jarosław Gowina, Suwerenna Polska Zbigniewa Ziobry. Czy to wynika z chęci podkreślenia swojej roli? Dowartościowania się? A może to jednak zwykły kabotynizm przeszyty osobistymi kompleksami?
Może jednak idzie tutaj, że jak będzie wymieniana pełna nazwa w procesie procedowania, to powtarzane będzie nazwisko? Wtedy byłby zabieg promocji i utrwalania nazwiska. Czy PLH jest mało promowany w naszym mieście?
Wokół budowy stadionu przewala się dyskusja, w zasadzie od samego początku. Jeszcze przed wbiciem łopaty była dyskusja mieszająca się z awanturą. Sprawa jednak nabrzmiała. Na tej sesji miało się coś wyjaśnić. Z prezentacją wystąpił Pan Prezydent Artur Bochenek. Poruszył 5 punktów. Mówił płynnie i spokojnie. Jego prezentacja składała się jednak z dwóch zasadniczych części. Pierwsza, to co zaprezentował. Druga, tego czego nie powiedział. Druga część była chyba ważniejsza. Powstały kolejne pytania.
Z sądeckim stadionem zjawiska toczą się na podobieństwo zasad mechaniki kwantowej. Stadion jest zatem w stanie superpozycji kwantowej – jest jednoczesna wielość stanów. Można mówić o zjawisku falowym, ale i kolapsie cząstki w punkcie. Dzieję się z nim trochę tak, jak z „kotem Schrodingera”: nie wiadomo czy żyje, czy nie żyje. Nie będę wyjaśniał o co idzie, można sobie wyguglać. Znajomość podstaw fizyki kwantowej bywa przydatna w interpretacji i zrozumieniu sądeckich sesji Rady Miasta.
Tak to przez ucho igielne wyjaśniania sprawy budowy stadionu próbował przejść Pan Bochenek. W gruncie rzeczy przez owo ucho chciał się przecisnąć sam PLH. Czy się udało? Chyba jednak nie. Nie należy tak sądzić po wzburzeniu Pani Radnej Mularczyk i Radnego Kądziołki. To dość oczywiste, co oni powiedzą po każdym wystąpieniu PLH, Pana Bochenka. Pani Mularczyk zatem doszczętnie wykpiła wystąpienia Pana Bochenka. Ciekawe, jak ona radzi sobie z takimi występami? Gdyby jej przyszło zrobić i wygłosić jakąkolwiek prezentację.
Pan Radny Kądziołka przemówił „po ludzku” do Pana Prezydenta Bochenka i bez ogródek stwierdził, że mu żal, że mu współczuje. To jednak zdumiewające wyznanie Pana Radnego. Czy należy wierzyć w dobre intencje Pana Radnego? A może jednak jest to zabieg polegający na próbie skonfliktowania Panów Prezydentów. To byłoby całkiem sprytne, ale cokolwiek banalne. W przedszkolach podejmowane są częste próby skłócania dwóch sojuszników przez podsuwanie informacji jednemu z nich, że ten drugi złamał ołówek, zrobił kleks w zeszycie, urwał głowę pluszowemu królikowi.
Pan Radny Prokopowicz próbował bronić istniejącej sytuacji z budową stadionu, wyjaśniać sprawę, przerzucić winę na innych. Opowiedział coś o tym nieszczęsnym rycerzyku, o jesiotrach w Dunajcu. Niestety, Pan Radny chyba nie wie, że kpina i protekcjonalny ton obracają się w pewnych sytuacjach przeciwko mówcy. Lepiej czasami nic nie mówić. Ale Pan Radny jest jeszcze młody i niedoświadczony. Trzeba wierzyć, że się kiedyś nauczy.
Ciekawym i nowym wątkiem debaty, dyskusji sesyjnej było odnoszenie się do tekstów felietonistów, a zwłaszcza do jednego. Pan Radny Rogóż skrytykował także doszczętnie innego felietonistę, który pisze, według Pana Radnego, nieprawdę o spółkach komunalnych.
Aż trzech radnych odwoływało się do sądeckich felietonów. Ja także pisałem i piszę ten felieton opisując przebieg sesji Rady Miasta. Dlaczego cytuje się zatem tylko wybranych felietonistów? Tak być nie może! Powinny być zachowane parytety. Nie ma teraz w mieście przecież tak wielu felietonistów. Trzeba proporcji w odwoływaniu się do sądeckich felietonistów.
Mam zatem nadzieję, że ten felieton będzie także cytowany na następnej sesji rady miasta. To nawet nie chodzi o treść cytowania, chodzi o fakt odnoszenia się, dostrzeżenia. Nawet, jeżeli jako autor felietonu zostanę nazwany – cymbałem. Niechaj tak się stanie. Przyjmę na klatę etykietę cymbała. Wszystko może stać się promocją sądeckiej felietonistyki.
Zaskoczyła również Pani Skarbnik. Wystąpiła w punkcie o zmianach budżetowych. Szykowało się nudne deklamowanie korekt budżetowych. Zaczęła jednak inaczej, zgoła zaskakująco. Złożyła bowiem czarujące życzenia imieninowe dla Krzysztofów na sali obrad, ale także tych mieszkających w mieście. Po czym uroczo wydeklamowała wiersz na cześć Krzysztofów. Taką to mamy Panią Skarbnik! Jednocześnie „rozważną i romantyczną”. Trzeba dodać, że prezentowała się na ambonce – zjawiskowo. No ale czy jest jakaś Pani Skarbnik w Polsce, która recytuje wiersze na sesjach? Kiedyś odmawiała modlitwę. Może kiedyś jeszcze zaśpiewa?
Należy tutaj dodać, że Panie Urzędniczki sądeckiego ratusza prezentują się na sesjach rady niezwyczajnie. Dress code oparty jest o nieskrępowany free style. Są zatem firankowe tiule i falbanki, batystowe róże i czerwienie. Do tego sylwestrowe makijaże. Nie ma co narzekać. To ożywia jakoś sesyjną szarzyznę, a i jest jakimś optymistycznym kontrastem dla pękających murów stadionu i pożółkłej trawy-murawy.
Na sesjach rady miasta można także dostrzec przebłyski celebrytctwa już od dawna. Na przykład na tej ostatniej sesji fetowano imieniny Krzysztofa, był wcześniej wiersz, były potem bukiety kwiatów, dwukrotne oklaski. Padły nawet wezwania, aby składać życzenia imieninowe wszystkim Państwu Radnym, tak wedle kalendarza. To mogłaby być taka sądecka tradycja promieniująca przykładem na całą Polskę, nawet na sejm RP. W Starym Sączu na sesjach śpiewają Bogurodzicę, to i my miejmy coś swojego. Na sesjach rady można by odśpiewywać gremialne „sto lat”, gdy któremuś z radnych wypadną w dniu sesji imieniny. Ale można także śpiewać zaległe sto lat. Tak aby nikt nie poczuł się pominięty. Każda sesja mogłaby zaczynać się odśpiewaniem jakiejś kościelnej i wojskowej pieśni. Państwo Radni mogliby wkraczać do sali obrad krokiem i w rytm poloneza A-dur Chopina.
Tylko: jak na to rodzące się celebrytctwo zareagują Panowie Kibole? Oni są rozgoryczeni brakiem stadionu, brakiem postępów w budowie, licznymi niejasnościami. Oj, gdyby oni zaśpiewali na sesji rady… A mają repertuar bogaty. Pamiętamy, co śpiewali onegdaj o PZPN, co śpiewają o policji. Na sesję rady przybyli kiedyś przeciwnicy budowy spalarni. A może kiedyś na sesję przybędą zwolennicy budowy stadionu – Panowie Kibole? Jeżeli tak się stanie, to nawołuje do konstruktywnego umiaru i ograniczenia się do odśpiewania dźwięcznych refrenów.
To tyle. To była jednak ciekawa sesja. Nie ma zresztą nieciekawych sesji. Są tylko ciekawe, ale są i porywające.





