Strona główna Wczoraj i dziś

Sądeckie drogi do niepodległości: Rosjanie w Nowym Sączu 1914

Reklama
Żołnierze austriaccy na moście na Kamienicy (ul. Lwowska), ok. 1915. Fot ze zbiorów Library of Congress USA

105 lat temu, w listopadzie 1914 r., Nowy Sącz znalazł się pod chwilową okupacją rosyjską. Trzeba było czekać jeszcze cztery lata na odzyskanie wolności, ale już wtedy mieszczanie pokazali swoją pomysłowość oraz twardy charakter.

We wrześniu do nowosądeczan zaczęły docierać obrazy wojny. Przybyły one wraz z uciekinierami ze wschodu. Front wschodni był bardzo zmienny. Do miasta zbliżali się Rosjanie, a ich jednostki były coraz bardziej demonizowane przez austriacką propagandę.

W mieście zapanowała totalna panika. W obawie przed Moskalami niszczone były archiwa, dokumenty, szczególnie związane z organizacjami niepodległościowymi. Nowy Sącz przypominał wielki dworzec kolejowy. Przybywały do niego rzesze uciekinierów kierujących się na zachód. Wraz z przemieszczającym się frontem, w Nowym Sączu zatrzymało się Naczelne Dowództwo Armii Austriackiej. Z miasta ewakuowano władze miejskie, urzędników i warsztaty kolejowe.

Panował straszny chaos. Zakazano dzwonić w kościołach, obawiając się w tym oznak szpiegostwa na rzecz armii carskiej. Szczególnie dotyczyło to ludności łemkowskiej. 18 listopada 1914 r. wkraczających do Nowego Sącza Rosjan, jako radny z najstarszym stażem, witał Roman Sichrawa. Z wielkim niesmakiem przekazał władzę mieście armii carskiej. Szybko ulica zaczęła mówić o okrucieństwie okupanta.

W obawie przed kradzieżami, w mieście powstała milicja obywatelska. Dzięki jej działalności przed grabieżą uratowano spółdzielnię kolejarską „Samopomoc”, wiele sklepów i domów. Sporym problemem dla sądeczan byli żołnierze rosyjscy przemieszczający się w kierunku Limanowej, razem z frontem. Dokonywali szeregu rekwizycji. Musieli się przeprawić przez Dunajec, bowiem Austriacy wycofując się wysadzili most kolejowy, a drogowy zniszczyli do tego stopnia, ze nie sposób było po nim przejechać jakimkolwiek pojazdem.

Sprytnym wybiegiem było ogłoszenie, że w Domu Robotniczym panuje cholera. Żołnierze carscy unikali go jak diabeł święconej wody. Dla lepszej mistyfikacji Ryszard Mędlarski, będący w tych ciężkich dniach jednym z mężów opatrznościowych Nowego Sącza, kazał wybielić wapnem rynsztoki. Rosjanie bali się zapuszczać w rejony ulicy Zygmuntowskiej.

Żołnierze carscy zajęli ważniejsze budynki w Nowym Sączu, jak bank przy ul. Jagiellońskiej 56. Stacjonowało tam dowództwo Preobrażynskiego Pułku Konnicy. Pułk ten był podziwiany przez sądeczan: każda jego kompania jeździła na koniu innej maści (białe, kare itd.) Ponadto żołnierze prowadzili kuchnię pod gołym niebem. Przy ul. Długosza 28, w siedzibie Kasy Chorych urządzili szpital dla lekko rannych. Na cele wojskowe przeznaczyli też budynek szkoły żeńskiej św. Jadwigi.

Rosjanie w Nowym Sączu
Pocztówka ok. 1915. Tabory wojsk austro-węgierskich na ulicy Lwowskiej. Źródło: Fotopolska.eu

Rosjanie gdzie się nie pojawili, to zostawiali po sobie złe wrażenie. Ferenc Molnar (autor „Chłopców z placu broni”), który był korespondentem wojennym relacjonował wydarzenia z Sądecczyzny. Pisał, że Starym Sączu „wśród Rosjan byli ludzie kulturalni i chamscy, był taki, który nie zapłacił za lokum, ale był również taki, który dał służącej trzydzieści rubli. Cała wieś zawalona słomą. Po moskalach zawsze pozostaje mnóstwo słomy na ulicach, podwórkach, pod bramami, wszędzie; choćby po tym można poznać okolicę odwiedzaną przez Rosjan”.

Wówczas na Sądecczyźnie pojawił się sabotaż. Niszczono rosyjskie przewody telegraficzne ze Starego Sącza, aby przerwać im łączność. Żołnierze carscy złapali na szosie do Rdziostowa chłopców odpowiedzialnych za te incydenty (Krzykalski, Zagórski, Rybski). Pułkownik carski kazał ich wychłostać, a ojców aresztować.

Nowosądeczanie wiedzieli o ruchach CK armii i Legionów w okolicach Limanowej. W obliczu ofensywy CK armii, Rosjanie strzelali z zamku broniąc swojej pozycji w mieście. Ryszard Mędlarski, który miał kontakty z Legionami, zdradził ich pozycję, co miało wpływ na klęskę obrony Nowego Sącza przez armię carską. W grudniu 1914 r. strzał artylerii legionowej kpt. Ottokara Brzozy-Brzeziny rozbił wielkie działo rosyjskie na zamku.

12 grudnia do miasta weszli Austriacy. Ponownie Roman Sichrawa witał armię. Tym razem uradowany powitał Józefa Piłsudskiego z Legionistami.

Molnar opisał ucieczkę Rosjan, której towarzyszył wielki chaos: „Słyszeliśmy, że po ich ucieczce pozostało w Starym Sączu dwudziestu pięciu rosyjskich żołnierzy. Jeden w chwili ucieczki spał na strychu, dwaj następni grali z Polakiem w karty, jednego znaleziono w piwnicy zalanego w trupa, kilku się wałęsało”.

Zgłosili się sami do wójta o północy. „Gdy wójt, w koszuli, ze świecą otworzył im drzwi, tak się przeraził, że zatrzasnął drzwi z powrotem. Ci dwaj, wielce rozczarowani wrócili do lasu i wówczas gdy maszerowaliśmy do Starego Sącza, wlekli się do Nowego po torach kolejowych, ku zdumieniu chłopów, w pełnym rosyjskim umundurowaniu. Pod Nowym Sączem biwakowały tabory, tam nareszcie udało im się dostać do niewoli”.

Pamiątką po okupacji rosyjskiej jest figura Chrystusa przed kościołem kolejowym (św. Elżbiety w Nowym Sączu). Została ufundowana przez społeczność kolejarską w 1916 r., jako dziękczynienie za ocalenie miasta przed Rosjanami.

Łukasz Połomski
Reklama