WYBORY SAMORZĄDOWE W NOWYM SĄCZU – Część 34 – KOSTKA DOMINA W KAMPANII WYBORCZEJ
Wracam z Bryjowa na łono Nowego Sącza. Nie przywitali mnie tam jakoś miło. Dostało mi się po twarzy. Tekst opublikowało medium starosądeckie. Ludzie tam nie są zwyczajni do kurkowych tekstów. Napisałem, że Pan Jacek Lelek jest faworytem. To stwierdzenie zostało potraktowane, że redakcja Kurkowa sprzyja Lelkowi. No cóż, to naiwny schematyzm myślenia podszyty emocjami. Trzeba w Starym Sączu jeszcze edukacji wyborczej i wiedzy o marketingu politycznym.
Gdy pisze się, że ktoś jest faworytem, to nie oznacza, że mu się sprzyja. Pisałem dziesiątki tekstów o matematyce wyborczej, o marketingu politycznym. Dlaczego? Abyśmy nie dali wodzić się za nos spindoktorom. Abyśmy byli bardziej obywatelscy. Moje teksty były pewnie dla wielu zbyt nudne, zawiłe. Ale czytali je ludzie, którzy lubią taką tematykę, polityczną, marketingową. Kto chciał, to czytał. To chyba przyniosło skutek, ponieważ nowosądeccy czytelnicy są bardziej wyrobieni niż ci w Bryjowie.
No dobrze, co u nas słychać w Nowym Sączu? Napiszę, że nadal faworytem jest Pan Ludomir Handzel. Czarnym koniem chyba staje się Pan Ryszard Nowak. Pani Iwona Mularczyk gdzieś zniknęła. Nie prowadzi kampanii wyborczej. To nawet zdumiewa. Czasu jest mało. Pan Ryszard Wilk jest także niewidoczny. Jest przyczyna, dużo dzieje się w sejmie. Pani Małgorzata Belska ciekawie zaprezentowała się filmem o „czterech tablicach”.
Faworyci doświadczają jednak pewnej ambiwalencji. Bywają samotni, bo w faworyta biją wszyscy konkurenci. Bywa, że faworyci popadają w megalomanię i albo nic nie robią w kampanii, bo uważają, że mają wygrane (Stary Sącz), albo są gotowi przesadzić (Nowy Sącz). To często się sprawdza, ale i płata figle. O tym jest dzisiejszy tekst.
Nic nierobienie i przesada w robieniu są zdumiewająco podobne jednak. Mogą doprowadzić do katastrofy wyborczej. Brak aktywności i nadaktywność mają chyba podobne źródło – emocjonalne. Wydawałoby się, że intelektualne, że to kalkulacja. Nie, akty woli bywają często emocjonalne.
Pamiętamy klasyk – przypadek Bronisława Komorowskiego. On nie miał prawa przegrać. Kampanię rozpoczął z poparciem 70%. Andrzej Duda miał 15%. Co się stało, to wiemy. Trzeba dokonać wiwisekcji tego przypadku. Co stało się „kostką domina”, która uruchomiła upadek? Pisano o tym doktoraty z marketingu politycznego.
Początek upadku był dość banalny. Komorowski przed wylotem do Japonii oświadczył, że kampanii wyborczej nie powinno w sumie być, że powinna być króciutka, tak chyba 2 tygodnie. Było to niby niewinne, ale aroganckie jednak. Pojechał do Japonii i tam „wyszedł na krzesło”, nazwał generała Kozieja „szogunem”. No i zaczęło się…
Tak czasem takie drobnostki powodują lawinę. Wystarczy jeden kamień (kostka domina). Potem było już polowanie na Komorowskiego. To nieszczęsne „zmień pracę i weź kredyt”. Nie było litości. Ktoś obliczył, że Komorowski tracił dziennie po 50 tysięcy wyborców. Zaczęła się nerwowość i błędy. No i wyszedł niestety brak konceptu – tego marketingowego. Samo miało się wygrać.
Pan Handzel zdaje się mieć koncept. Kampania jest dość spójna. On wyznaczył agendę. Te wyznaczają najczęściej faworyci. To pole inwestycji – budowania. Jest zatem „ofensywa inwestycyjna”. Pan Handzel pozuje w niej na Kazimierza Wielkiego, który „zastał Polskę drewnianą, a pozostawił murowaną”. Trochę na Juliusza Cezara: veni, vidi, vici. Posiada w miarę dobre hasło: udowodniłem, że się da. Jest ten „1,06 miliarda”. To dopełnia się.
Oczywiście, że ja teraz nie oceniam prawdy tego przekazu, tylko jego stronę marketingową. Nie „mieszajmy porządków walutowych”, tak jak zrobili to „komentatorzy” w Starym Sączu. Te dwa przekazy uzupełniają się (marketingowo!). Można nawet je połączyć w jeden: udowodniłem, że się da wydać na inwestycje 1,06 miliarda. To jest proste i dźwięczne. Marketing lubi takie przekazy.
Pisałem onegdaj o niezorientowanych wyborcach wiele, w ramach segmentacji nazwałem ich (nieładnie) zombie wyborczymi. To, czy nam się to podoba, czy nie podoba, to oni mogą „kupić” ten przekaz. Zdaje się, ze na razie tak dzieje się. Chociaż nikt nie robił badań.
Wydawać się może, że wszystko idzie dobrze, układa się prosto, jak w żołnierskiej piosence. Reelekcja jest na wyciągnięcie ręki. No ale Bronisław Komorowski także był już „w ogródku, witał się z gąską”. A tutaj nagle … kostka domina uruchomiła lawinę!
Oczywiście, w Nowym Sączu tak stać się nie musi. Ale Pan Ludomir Handzel „zyga” do tej kostki domina. Jak hazardzista. Co może być ową kostką? Redundancja! Przesada. Nadmiarowość. One sąsiadują z arogancją.
Redundancja i arogancja to siostry trzymające się za ręce. Jak do tego dojdzie jeszcze poczucie niesprawiedliwości. To przepis na katastrofę jest gotowy.
Opowiem teraz taką oto historyjkę… Pan Handzel zalał plakatami i bilbordami całe miasto. W zeszłym tygodniu wpadł jednak na pomysł, aby ograniczyć miejsce na plakaty, afisze, banery swoim konkurentom. Użył do tego majestatu prawa, oficjalnego zakazu, groźby mandatów, mundurowych. Pozwolił jedynie wieszać plakaty wymiaru A3 na czterech tablicach gdzieś na obrzeżach miasta. Sam zaś wiesza transparent precedensowej wielkości.
Zauważamy teraz coś w tej historii. Wyraźnie wystaje – złośliwość, przesada. No i arogancja. Prosty wyborca-szarak może pomyśleć: to jeszcze mu mało?! Wszyscy też nie lubimy, jak ktoś „na bieżni” podłoży nogę. To niesportowe! A tego nie lubimy bardzo. No i co wtedy?
Proste, wyborcy mogą chcieć ukarać niesportowe zachowanie i złośliwą arogancję. To może stać się pierwszą „kostką domina”. Pani Belska przytomnie już to zrobiła. Ona nie ma zapewne takich funduszy wyborczych, nie ma gdzie wieszać plakatów i dlatego pokazała 4 tablice. Kto widział, to zrobiło mu się żal Pani Belskiej. Jej bezradności i krzywdy kampanijnej. Czy nas nie wzrusza opowieść o biblijnym Dawidzie? Pamiętamy, co on zrobił Goliatowi.
Pan Ludomir Handzel ryzykuje jeszcze jedną sprawą. Ta jego operacja z zakazami, mandatami jest bardzo memogenna. Oto on, zalewając miasto bilbordami, wychodząc z lodówki, zakazał konkurentom zawiesić nawet te ich „ceraty” wyborcze. To posiada spory ładunek – groteski.
To mogą podchwycić media centralne. Łatwo wyobrazić sobie jak Stanowski&Mazurek robią sobie z tego jaja. A jak przyjadą na wywiad? Pokażą oklejone miasto, te 4 tablice. A to potem obejrzą nasi zombie wyborczy… Oj, mogą się wkurzyć. Będą chcieli – wyrównać szansę. Przy urnach.
Procesy społeczne opisuje socjologia, psychologia społeczna. To trudne zagadnienia. Nie wiadomo kiedy zaczyna się proces. Co daje jego początek? Post factum także snuje się spekulacje. Można wyobrazić sobie i taki scenariusz, że w naszym mieście zacznie się mówić o przesadzie, nadmiarze. Zarzewie oburzenia przemieni się w pożar. Co stanie się, gdy zbuntują się zombie? Nie pójdą głosować, albo zagłosują na opak.
Nie nam radzić Panu Handzlowi i jego sztabowcom. Robią, co uważają za słuszne. Ja piszę to w ramach może nawet ciekawostki, a na pewno edukacyjnie. Może nic się nie stanie złego dla reelekcji. Ale sztab Pana Handzla prowokuje zły los.
Sztaby kontrkandydatów Pana Handzla zapewne chcą zmiany wyznaczonej agendy – inwestowanie w mieście. Na co mogą chcieć przenieść agendę i uwagę wyborców? A na przykład na przeciwstawne pole – pole etyczne. Co będzie jak im się to uda? Ludzie, wyborcy, Obywatele będą chcieli o tym rozmawiać; miedzy sobą, w domach, autobusach, na imieninach.
Faworyt wyborczy na pstrym koniu jedzie!
Czy czas wyborczy, to nie jest fascynująca gra? Oczywiście, jeżeli lubi się takie emocje. Na pewno je lubią, ci którzy czytają części „z życia chrząszczy”. Obserwujemy starannie, co się wydarzy. Będziemy to opisywać, komentować.
W następnej części zajmiemy się może programami wyborczymi.





