Strona główna Wczoraj i dziś

II Wojna Światowa: Sądeczanie w Royal Air Force

szachownica
Wzór „Szachownicy” symbolu polskich Sił Powietrznych obowiązujący w latach 1921-1993

Wśród setek lotników walczących w czasie II wojny światowej w polskich dywizjonach myśliwskich i bombowych brytyjskich sił powietrznych Royal Air Force (RAF), znajdowali się również Sądeczanie. Historia „Sądeckich chłopców z bombowców” jest kompletnie zapomniana i nieznana, wymagająca dalszych badań.

Według dostępnych wykazów wśród personelu Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii było ich aż kilkudziesięciu. W ich skład wchodzili przede wszystkim piloci, kolejno bombardierzy, obserwatorzy, strzelcy pokładowi, nawigatorzy, radiooperatorzy czy wykwalifikowanymi specjaliści mechanicy, a nawet fotograf.

Kilkadziesiąt nazwisk, kilkadziesiąt zupełnie różnych historii których wspólnym mianownikiem był honor i walka. W niej przyświecały lotnikom słowa olsztyńskiego literata Tadeusza Nowakowskiego – „Miłość żąda ofiary”. Kilku z sądeckich lotników za swoją odwagę i ofiarną postawę zostało odznaczonych najwyższym odznaczeniem wojskowym – krzyżem Virtuti Militari. Niestety, nie wszystkim udało się dotrwać do końca II wojny światowej. Po wykonanym zadaniu nie dane było każdemu bezpiecznie powrócić do bazy w Wielkiej Brytanii czy Włoszech. Ginęli gdzieś nad Francją, Niemcami, Bałkanami czy kanałem La Manche. Zestrzeleni, przy łucie szczęścia, trafiali do niewoli, by tam szczęśliwie dotrwać do końca wojennego piekła. Wielu z sądeckich członków lotniczych bombowych załóg spoczywa w bezimiennych mogiłach.

Orły znad Wisły

Dla żołnierza polskiego klęska wojska w kampanii wrześniowej roku 1939 nie oznaczała ostatecznego złożenia broni. Ci, którzy nie znaleźli się w niewoli niemieckiej bądź sowieckiej, pozostali w ukryciu w okupowanym kraju bądź wykonując rozkazy przedostało się do sąsiednich Węgier czy Rumunii by tam zostać internowanym. Na wieść o formującej się polskiej armii we Francji pod dowództwem gen. Władysława Sikorskiego wielu z nich różnymi sposobami przedostało się do Francji. Wówczas rozpoczęła się tułaczka polskich żołnierzy po frontach II wojny światowej.

Najbardziej pożądaną grupą wojskowych byli specjaliści różnych broni, a przede wszystkim piloci. Polscy lotnicy którzy zdołali się przedostać do Francji, latem 1940 r. „zdążyli” jeszcze bronić francuskiego nieba, by po kapitulacji Paryża przedostać się na drugą stroną kanału La Manche do Wielkiej Brytanii. Tam, od lipca do października 1940 r. polscy lotnicy z legendarnego 303 Dywizjonu Myśliwskiego im. Tadeusza Kościuszki włożyli ogromny i ofiarny wkład w zwycięstwo RAF-u nad Luftwaffe w powietrznej Bitwie o Anglię.

Po tej porażce Niemiec brytyjskie siły powietrzne, a wraz z nimi utworzone kolejne polskie dywizjony bombowe i myśliwskie, przeszły do ofensywy dokonując bombardowań Niemieckiej III Rzeszy i strategicznych punktów wojskowych w okupowanych krajach. Operacje lotnicze trwały aż do momentu upadku III Rzeszy i końca II wojny światowej. Również nad okupowaną Polską docierały polskie, brytyjskie i amerykańskie załogi „latających fortec”, min. z misją dostarczania broni oraz żywności partyzantom jak i walczącym powstańcom warszawskim.

Cel – Essen

Swój exodus jak tysiące mu podobnych przebył kpt. pilot Józef Nowak. Sądeczanin otrzymał przydział do 300 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Mazowieckiej”. Po wykonaniu kilku lotów w charakterze drugiego pilota został dowódca załogi maszyny typu Vickers Wellington o oznaczeniu BH-S . Do kwietnia 1943 roku odbył 31 lotów operacyjnych.

kpt. pilot Józef Nowak RAF
kpt. pilot Józef Nowak

Najbardziej utkwił mu w pamięć lot operacyjny z 5 III 1943 r. nad Essen, serce niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Dolatując nad cel, za każdym razem latającym polskim załogom bobowym towarzyszył podobny obraz jak ten zapamiętany przez pilota Józefa Nowaka z marca 1943 r. „(…) rozrywające się dookoła pociski artylerii przeciwlotniczej, eksplodujące samoloty rozrywane przez ich własne, śmiercionośne ładunki przeznaczone dla wroga. Pandemonium. Z pięciu załóg, które dywizjon wysłał na to zadanie, powróciła tylko jedna…(…)”. Szczęśliwie, była to załoga nr 146, w której dowódcą był kpt. Józef Nowak.

Po nalocie na Essen wraz z załogą został odznaczony przez gen. Władysława Sikorskiego orderem Virtuti Militari. Kilka miesięcy później, 4 VII 1943 r. Naczelny Wódz zginął w katastrofie lotniczej w Gibraltarze. Po oficjalnym zakończeniu wojny, odarty z marzeń o służbie w lotnictwie polskim, kpt. pilot Józef Nowak latał jeszcze przez pewien czas w angielskim lotnictwie transportowym. Zrażony jednak niechętnym nastawieniem społeczeństwa angielskiego do byłych sojuszników, zdecydował się na emigrację do Kanady.

Pilot – Cichociemny

mjr. pilot Jerzy Iszkowski
mjr. pilot Jerzy Iszkowski

W 304 Dywizjonie Bombowym „Ziemi Śląskiej” znalazł się mjr. pilot Jerzy Iszkowski, również odznaczony orderem Virtuti Militari. W Dywizjonie pozostał do 1943 r., uczestnicząc w tym czasie w nalotach na Niemcy. Dowództwo Polskich Sił Powietrznych zaproponowało Iszkowskiemu przeszkolenie na cichociemnego i zrzut do kraju. Po odbyciu specjalistycznych kursów zaprzysiężony został do Armii Krajowej pod pseudonimem „Orczyk”.

W kwietniu 1944 r. został przerzucony do okupowanego kraju. Po wojnie stał się ofiarą represji okresu stalinowskiego, początkowo skazany na karę śmierci, zamienioną na dziesięć lat więzienia.

Iszkowski podczas pobytu w więzieniu w latach 1945-1946 napisał podręcznik do szkolenia załóg bombowych. Książka została skonfiskowana przez władze więzienne i nigdy nie oddana autorowi. Spisał także swoje wspomnienia z lat II wojny światowej, które do dziś nie zostały wydane. Spoczywa na cmentarzu komunalnym w Nowym Sączu.

(Nie)szczęśliwe powroty….

Po zakończonej operacji nie wszystkim załogom udało się bezpiecznie powrócić do bazy. W nocy 11/12 VI 1941 r. po zakończeniu nalotu na Düsseldorf, niemiecki myśliwiec zestrzelił nad Morzem Północnym maszynę typu Vickers Wellington o numerze IC BH-H (W5666) z 300 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Mazowieckiej”. Po pomyślnym wodowaniu, czterech członków załogi zostało wyłowionych przez Niemców i trafiło do niewoli. Wśród tej czwórki znajdował się urodzony w Starym Sączu kapitan obserwator Walerian Sojka. Wraz z pozostałymi członkami załogi trafił do obozu jenieckiego Stalag Luft 3 Sagan (dzisiejszy Żagań), przeznaczonego dla zatrzymanych lotników sił alianckich.

Wśród jeńców tego obozu znajdował się również pilot tego samego dywizjonu, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari porucznik radiooperator Stanisław Kotarski. 12 XI 1943 r. został zestrzelony przez niemiecką artylerię przeciwlotniczą nad Francją, podczas minowania wód w okolicach Lorient. Co ciekawe, przed wybuchem II wojny światowej był znanym w Nowym Sączu lekkoatletą „Sokoła” oraz narciarzem Klubu Sportowego Kolejowego Przysposobienia Wojskowego „Sandecja”.

Henryk Jankiewicz RAF
Załoga i personel naziemny przed Wellingtonem Z8339 „Nana” – drugi z lewej sądeczanin: por. naw. Henryk Jankiewicz poległy 20 VI 1942 r.

Mniej szczęścia miała załoga maszyny Vickers Wellington o numerze Z8339-N, z 305 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Wielkopolskiej”, pieszczotliwie nazywanej przez pilotów „Naną”. „(…) Nieraz już „Nana” wychodziła szczęśliwie z bojowych opresji, latając z poprzednimi załogami, o czym mówiły zabliźnione acz widoczne rany na jej potężnym ciele (…)” – tak o swojej maszynie miała zwyczaj wypowiadać się jej załoga, a wśród niej pilot obserwator Henryk Jankiewicz, rodem z Nowego Sącza.

Vickers Wellington RAF
Vickers Wellington o numerze Z8339-N „Nana” w powietrzu.

Szczęście opuściło „Nanę” w nocy z 19 na 20 VI 1942 r. Maszyna została zestrzelona przez niemiecki nocny myśliwiec nad Holandią w rejonie miejscowości Raalte, powracając z udanej operacji bombardowania miasta Emden w północno-zachodnich Niemczech. Strzały zapaliły prawy silnik „Nany”, od którego za chwilę płonęło całe jej skrzydło. Jak wspominał jedyny który przeżył spotkanie z niemiecki myśliwcem por. Stefan Madejczyk, „(…) nastąpił wybuch. Samolot pozbawiony sterowania wpadł w korkociąg i wówczas wybuchły zbiorniki paliwa, rozsadzając „Nanę” na części (…)”. Pozostali członkowie załogi zginęli, Pochowani są w Holandii na cmentarzu komunalnym w miejscowości Raalte.

grób Franciszka Ułasiuka
Grób poległego 15 IV 1943 r. kpr. bomb. Franciszka Ułasiuka na brytyjskim cmentarzu wojskowym w Banneville we Francji.

Na brytyjskim cmentarzu wojskowym w Banneville we Francji spoczywa kapral bombardier Franciszek Ułasiuk. W nocy 17/18 IV 1943 r., podczas operacji zrzutowej dla francuskiego ruchu oporu, samolot typu Handley Page „Halifax” o numerach DT725 NF-J z 301 Dywizjonu Bombowego Ziemi Pomorskiej „Obrońców Warszawy”, został zestrzelony przez niemiecką artylerię przeciwlotniczą. Załogę pochowano pierwotnie na miejscu katastrofy jako nieznanych. Po wojnie ich szczątki ekshumowano i pochowano pod właściwymi nazwiskami.

Na pomoc Powstańcom Warszawskim

Wśród polskich załóg 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia RAF znajdował się kapral bombardier Zbigniew Bar. 2 IX 1944 r. jako członek załogi Handley Page „Halifax” nr JN 889, z lotniska Campo Casale koło Brindisi w południowych Włoszech wyruszył do okupowanego kraju z zadaniem dokonania zrzutu zaopatrzenia Powstańcom Warszawskim, dostarczając walczącym mieszkańcom stolicy bezcenny ładunek w postaci broni, żywności, lekarstw. Po wykonanym zadaniu, podczas powrotnego przelotu nad miejscowością Vukovar w Jugosławii (dzisiejsza Chorwacja), Halifax został trafiony przez niemieckiego myśliwca. Miejsce pochówku Zbigniewa Bara do dzisiejszego dnia nie zostało ustalone. Prawdopodobnie został pochowany przez miejscową ludność na miejscu katastrofy. W uznaniu zasług i niezwykłej odwagi załóg eskadry, nadano jej imię „Obrońców Warszawy”.

Piotr Kazana
Reklama