Strona główna Wczoraj i dziś

To było 100 lat temu. Nowy Sącz 1926 (część 2)

Ulica Długosza. Sokół oraz ikony nowosądeckiego szkolnictwa - I Gimnazjum i szkoła im. Adama Mickiewicza.
Pocztówka z 1915 roku. Wydawca nieznany. Źródło: Biblioteka Narodowa. Domena Publiczna.

Lubimy zerkać w przeszłość, szczególnie w okrągłe rocznice. W pierwszej części przyjrzeliśmy się lokalnej polityce, kościołowi i kulturze z 1926 roku. Teraz zatrzymamy się przy edukacji. W tej dziedzinie życia 100 lat temu sporo się wydarzyło.

Ważną zmianą w roku szkolnym 1925/1926 w I Gimnazjum była zmiana patrona – zamiast św. Stanisława, został nim Jan Długosz. Przy ul. Żeromskiego dyrektor Gimnazjum Żeńskiego Piotr Zieliński, ze swoich prywatnych funduszy, zakupił grunt pod nową siedzibę szkoły. Będzie powstawać kilka lat, a jej dziedzicem jest dzisiejsze II Liceum Ogólnokształcące. W II Gimnazjum od 1926 r. działał klub piłkarski „Beskid”, którym opiekował się Zygmunt Żebracki.

Szczytowym osiągnięciem nowosądeckiego szkolnictwa z tego okresu było powołanie Gimnazjum Kupieckiego. Plany uruchomienia tej placówki pojawiły się już w 1911 r., ale ze względu na wojnę zaczęto je zrealizować w II Rzeczypospolitej. Szkoła miała w ofercie kształcenie na poziomie ogólnym gimnazjalnym, a także zapewniała przyuczenie do konkretnego i sprawdzonego w mieście zawodu handlowca. 100 lat temu – 1 września 1926 r. uruchomiono ją tymczasowo w Czytelni Mieszczańskiej, a następnie w budynku szkoły im. Hoffmanowej. Funkcjonowała jako 3-letnia Prywatna Szkoła Handlowa, podlegając Towarzystwu Szkoły Handlowej. Jej dyrektorem został Jan Zajączkowski. W tym czasie opłata za naukę wynosiła 15 zł miesięcznie. „Handlówka” przeżywała wówczas kryzys finansowy, a dyrekcja musiała sama zabiegać o subwencje w mieście: trzeba było opłacić rachunki, ale także kupić maszyny do pisania.

Miało też szkolnictwo inne problemy. Prasa donosiła: Wśród sfer rodzicielskich przejawia się poważne zaniepokojenie z powodu licznych wypadków szkarlatyny, często śmiertelnych, stwierdzonych ostatnio przez organa sanitarne podczas przeglądu i szczepienia ochronnego wśród młodzieży szkolnej. Choroby zakaźnie niestety były codziennością życia szkolnego. Ponadto rozwijały się różne edukacyjne przybudówki partyjne ideologizujące młodzież. Jedną z nich był związane z Uniwersytetem Ludowym Koło Młodzieży Komunistycznej. W 1926 r. stało się ono Oddziałem Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego.

100 lat temu Nowy Sącz widział kilka wielkich pogrzebów.

Pośród nich dominowała ostatnia droga ks. Alojzego Góralika. W 1926 r. Nowosądeczanie pożegnali także Jana Małeckiego (1869–1926) – inż. leśniczego, inspektora lasów, wiceprezesa TG „Sokół”; Edmunda Kohmana (1867–1926) – urzędnika magistratu, radnego miejskiego; Bazylego Jaworskiego (1852–1926) – dyrektora Okręgu Skarbowego i Łemkowskiego Banku, działacza Ruskiej Bursy. Pełnił on także godność posła Rady Państwa oraz członka zarządu „Sokoła”.

Reklama

Na sądeckim cmentarzu miało miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenie: poświęcenie nagrobka na mogile śp. Marji Raczyńskiej Chodackiej, ufundowanego przez Związek Legjonistów ziemi sądeckiej. Prasa pisała: Po poświęceniu nagrobka przez ks. kapelana Steca odśpiewał chór męski „Echo” pod batutą p. M. Rzymka „Beati mortui”, poczem przemówił prof. Bugajski, poświęcając serdeczne wspomnienie zmarłej Polce patrjotce. Publiczności nieledwie garstka, co smutnie świadczy o pietyzmie, jakim powinniśmy otaczać ludzi zasłużonych, choćby dawno zmarłych.

Miasto miało swoje problemy, bardzo ciekawe. Gazeta donosiła o zamykaniu bram kamienic o wczesnej godzinie wieczornej. Ludzie mieli problem z dostaniem się do nich, a musieli przez to opłacać usługi stróżów.

Należałoby przypomnieć niektórym właścicielom kamienic, że istnieją przecież przepisy policyjne, dotyczące zamykania bram o pewnej porze – dodawali redaktorzy. W sumie miasto było niebezpieczne, więc może stąd ta nadgorliwość: Od dłuższego czasu włóczą się po ulicach naszego miasta, zwłaszcza wieczorami, cale gromady psów bez kagańców obszczekując a niekiedy i napadając przechodniów. Mieszkańcy. którzy bez laski nie mogą się często pokazać na ulicy, są tern zaniepokojeni.

Z życia przestępczego można odnotować kradzież przy ul. św. Kunegundy… z wozu skradziono futro nauczycielki Trychulkównej z Roztoki. Udało się namierzyć złodziei i odzyskać skradziony przedmiot warty 800 zł! Intryguje inny tekst prasowy:

Jak Ondycz Franciszek czarował spodniami ? Ondycz Franciszek chytry i przebiegły cygan grasował po wsiach okolicznych, odżegnując djaska! Aby krowy więcej mleka dawały, wzywał gospodarzy o danie mu spodni, butów bluzek czy chustek, do których zbierał zakazane czary, ulatniając się ze zabranym łupem wśród czarów magicznych. Poszczególny gospodarz N. Janas odszukał go na targu w N. Sączu i tu mu sprawił lanie! Resztę rozstrzygnie sąd, przed którym będzie Ondycz oskarżony o oszustwo. Inny tekst donosił: Gwałt publiczny. Ślipka Jan, parobek z Łyczany zjechał na rynek sądecki. Zwrócił mu uwagę funkcjonarjusz mag. Kita Michał. by się z wysprzątanej części rynku usunął „Nie pójdę” rzekł Ślipka. To samo odpowiedział posterunkowemu. A gdy ten wezwał pomocy zaczął okładać trzymanym w ręku batem funkcjonarjuszy PP. Ubezwładnionego odprowadzono z trudem do ekspozytury PP. zwłaszcza, że przypatrująca się publiczność stanęła po stronie awanturnika.

Tyle sensacji sprzed 100 lat!

Łukasz Połomski

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj